Koń Sobieskiego…

… „Koń jaki jest – każdy widzi”.

Niestety, ksiądz dobrodziej widać nie przewidział, że jednak NIE każdy 😉

Otóż…

Stoi sobie pomnik w Gdańsku: król Sobieski siedzi na koniu. Koń cudny. Król nieco mniej, ale że przecież był w swoisty sposób związany z Gdańskiem, to sobie jest. Tym bardziej, że jak mało co w Moim Mieście – skwer na Targu Drzewnym udał się zarządzającym miejską zielenią…

I tak sobie ten pomnik stał spokojnie, do momentu, aż w roku 2000 poszłam na kurs przewodnicki. Jak na każdym kursie – i my mieliśmy serię obejść miasta z instruktorami. Któraś z kolei nasza trasa wiodła obok pomnika. Instruktor do znudzenia wymieniał daty bitew wszelkich, w których brał (czy nie) udział Jan Sobieski, zupełnie nie zauważając KONIA. Nie wytrzymałam i zadałam pytanie. Pytanie o rasę owego konia.

Dopuszczam odpowiedź „nie wiem”. Absolutnie jednak nie dopuszczam odpowiedzi: „a cóż to za pytanie??” czy co gorsza: „ale to nie ważne”… A to właśnie usłyszałam na moje pytanie.

Zawzięłam się. Nie dość, że właśnie dlatego postanowiłam być innym przewodnikiem, niż autor owych  „błyskotliwych” odpowiedzi, ale jeszcze postanowiłam sama sobie znaleźć odpowiedź prawidłową.

„A po co ci to?” „Nikt nigdy o to nie pyta” słyszałam dokoła. Nie wiedziałam jeszcze po co mi to. Ale tak na wszelkie wypadek zabrałam się za poszukiwania, wychodząc z założenia, że skoro sama jestem dociekliwym turystą – to mogę trafić na kogoś z podobnym podejściem… Wtedy byłam dopiero na kursie i nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie to ważne i jak bardzo prawdopodobne.

Za poszukiwania zabrałam się u źródeł, czyli we Lwowie. Zadzwoniłam wprost do dyrektora Muzeum Historycznego Miasta Lwowa. Tam niczego konkretnego nie dowiedziałam się od pana dyrektora, bowiem konwersacja nam się rozbiła o… rodzinę. 🙂 Naszą wspólną rodzinę. 

Nie zrażona tym wcale, rzuciłam się w wir poszukiwań. Niczym Koziołek Matołek już przeze mnie cytowany, zaczęłam od… Wilanowa. Wszak tam czas jakiś stał ów cudny koń. Niestety poraziła mnie identyczna odpowiedź, jaką usłyszałam od przewodnika na kursie. Noooo, gratulacje za podejście do tzw. sprawy… Zwróciłam się ku swoim – i w gdańskim Ratuszu Głównego Miasta uzyskałam wiele cennych wskazówek od zawsze i niezmiennie życzliwego dra Jerzego Kuklińskiego… Zwróciłam się także do paru znanych stadnin polskich. Wszędzie uprzejmie mnie wysłuchiwali, nie dziwili się ani nie wystraszyli (w przeciwieństwie do Wilanowa). Wszędzie kazali dokładnie opisać konia, po czym okazywało się, że nijak nie pasuje do tam hodowanych. Aż w końcu w Janowie Podlaskim odesłali mnie do Rzecznej… Tam zaś, po stanowczym odrzuceniu wersji z trakenem w roli głównej, odesłano mnie do… Radosława Sikory, autorytetu i eksperta od husarii, autora szeregu publikacji na temat wojskowości XVII wieku. Że też nie wpadłam na to wcześniej!!! Przecież mam przyjemność go znać z czasów arcyciekawego projektu Jakuba Pączka – czyli z czasów strony o JOX Jaremie Wiśniowieckim. Napisałam więc do eksperta i zanim otrzymałam od niego wyczerpującą odpowiedź, najpierw dostałam taki cytat:

Koń turek, chłop Mazurek, czapka megierka, szabla węgierka…

Szperając dalej, zachęcona korespondencją z Radkiem i wskazówkami Pana Kuklińskiego, znalazłam mnóstwo informacji. No, ale teraz wiedziałam czego szukałam i jak szukać. 😉

Między innymi, taki cytat mi kiedyś wpadł w oko:

Często sięgano po domieszki ras wschodnich, gdyż powszechnie uznawano, że najlepsze są „Koń turek, chłop Mazurek, czapka magierka, szabla węgierka”. Większość koni kawaleryjskich były to produkty krajowe, uszlachetniane „turkami” właśnie, czyli końmi anatolijskimi, perskimi, turkmeńskimi, kurdyjskimi, krymskimi, kaukaskimi i arabskimi włącznie. Rzadko widoczna była domieszka cięższych koni. Konie husarskie, choć miały być nieco cięższe i roślejsze niż dla „lżejszych znaków”, musiały ważyć niewiele tylko ponad 500 kg. Dźwiganie jeźdźca z uzbrojeniem i wyposażeniem dla Konia lżejszego byłoby trudnym zadaniem, zaś koń ciężki nie posiadałby by wymaganej zwrotności i szybkości. Konie zwane wówczas polskimi stanowiły zatem tak naprawdę swoisty melanż genetyczny. Przy tym jednak miały swoją urodę – we wspomnieniach i anegdotach o Janie III Sobieskim Francois Paul d’Alerac miał pisać: „Siedzi ta jazda na najpiękniejszych koniach w kraju”. Ze względu na urodę ceniono też w Polsce hiszpańskie dzianety, jednak miały one niewielki wpływ na hodowlę konia „polskiego”

Odtrąbiłam więc rozwiązanie zagadki, która to zajęła mi nieco życia. Wtedy bowiem jeszcze pracowałam na tzw. posadzie i nie zawsze miałam możliwość korzystania z internetu, a sama nie miałam jeszcze komputera w domu.

😉

Po paru latach, już jako przewodnik, oprowadzając właścicieli słynnych stajni „Skądś-Tam”, zaprosiłam moich panów na spacer. Nasza trasa wiodła nieopodal pomnika. I nagle dotychczas dystyngowani panowie, jak jeden – dosłownie zachłysnęli się zachwytem na widok Konia Sobieskiego. Już ich lubiłam! Króla jegomościa nawet nie zauważyli 🙂 (za też ich już lubiłam).

Kiedy padło TO pytanie, pomyślałam, że mój instruktor z kursu chyba powinien w tym momencie mieć potężną czkawkę, gdziekolwiek wtedy był i cokolwiek robił. 😀

Od tego czasu – ilekroć mam jakiś „orzech do zgryzienia” czyli – zagwozdkę – nazywam to Koniem Sobieskiego.

A propos konia… ciekawe, czy w końcu w tym irracjonalnym współczesnym pędzie do stawiania pomników wszystkim i za wszystko (uszczęśliwiając nas koszmarnymi projektami) –  powstanie wreszcie zasłużony pomnik konia w Gdyni, planowany przecież już przed wojną?

Z cyklu Zaproszenia – Gdańsk – MHMG Wielka Sala Wety w Ratuszu

Dostałam niezmiernie ciekawą informację od Pana Dariusza Rybackiego z Działu Edukacji, Promocji i PR-u MHMG, oto ona:

Muzeum Historyczne Miasta Gdańska

pragnie serdecznie zaprosić na prezentację
postaci neohistorycznych mebli w stylu gdańskim, która odbędzie się
18 kwietnia 2012 roku o godzinie 13:00 w Wielkiej Sali Wety Ratusza Głównego Miasta.

   Termin prezentacji nie został wybrany przypadkowo. Od prawie trzydziestu lat 18 kwietnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków, uznawany przez UNESCO za jedną z najważniejszych imprez kulturowych o zasięgu światowym. Nasza Instytucja otrzymała prezentowany komplet mebli w lutym 2012 roku. Darczyńcami są  Państwo Janine Polenthon-Steinert i Detlef Steinert, zamieszkali w Bonn.                         

     Stanowią one ciekawy przykład recepcji form historycznych, nawiązujących do bogatych dziejów naszego Miasta. Obiekty podarowane Muzeum były niegdyś częścią majątku krewnych Darczyńców, którzy w czasach międzywojennych mieszkali w Gdańsku. Opuścili Miasto pod koniec lat 40. ubiegłego wieku. Meble są więc kolejnymi pamiątkami po burzliwych dziejach Wolnego Miasta Gdańska, wchodzącymi w skład zbiorów MHMG.

     Jest to darowizna szczególnie ważna dla naszej Placówki. W sposób wymowny koresponduje bowiem z trwającą od lutego wystawą „Niniejszym przekazuję… Dary i zakupy w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska” i jest potwierdzeniem jej fundamentalnego założenia – konieczności szczególnej ochrony nie tylko zabytkowych przedmiotów, ale też rodzinnych historii z nimi związanych. 

     Wyrażamy szczerze przekonanie, że prezentacja podarowanych MHMG mebli oraz ich historii będzie wydarzeniem, które nie tylko godnie wpisze się w obchody Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków, lecz także podkreśli wagę ochrony dziedzictwa kulturowego Miasta Gdańska. 

Kontakt i Licencje

  • można się ze mną skontaktować mailowo:

k.czaykowska[at]gmail.com

a tutaj są moje zeskanowane identyfikatory  [bez Instruktora PTTK, i legitymacji – bo  dużo miejsca zajmują na dysku 🙂 ]:

ta data ważności – zupełnie ni z gruszki ni z pietruszki to czas, kiedy należałoby poddać się badaniom okresowym… Jakby TO akurat było najważniejsze w tym zawodzie 😉

Published in: on 12 kwietnia 2012 at 22:51  Możliwość komentowania Kontakt i Licencje została wyłączona  
Tags: , , , , , , , , , , , , , , , ,

Z cyklu Zaproszenia – Gdańsk – Muzeum Bursztynu

Muzeum Historyczne Miasta Gdańska

serdecznie zaprasza na uroczystą prezentację

inkluzji Solifugi (Arachnida Solifugae)

oraz na otwarcie wystawy

,,Granice srebrnych przestrzeni.

Powojenna polska biżuteria z kolekcji prof. Ireny Huml.”

Oba te wydarzenia odbywać się będą 22 marca 2012 r. w Muzeum Bursztynu.

Schwartzwaldowie

Postanowiłam podzielić zbyt długie artykuły na krótsze, bardziej strawne…

Toteż na pierwszy ogień poszedł artykuł o Gdańskim herbie w Nowym Dworze Gdańskim. Poniżej „wklejam” wyjaśnienie w sprawie zniszczonego herbu – jakie napisałam dla Nowego Dworu  (zawiozłam je tam zresztą osobiście)…

Oto garść informacji o pieczętujących się zagadkowym herbem…

SCHWARTZWALDOWIE przybyli do Gdańska w XV wieku z miejscowości Czarnylas (to Kociewie, pomiędzy Starogardem a Skórczem).

Byli plebejuszami, szlachectwo otrzymali dopiero w 1556 r. od cesarza cesarz Karola V – w herbie mieli 5 żołędzi i głowę lwa).

Dorobili się na handlu i lichwie.

W tej kalwińskiej rodzinie najczęściej występowały imiona – Jan, Karol i Henryk. M.in. Burmistrz Gdańska – 1746-1748 – Johann Carl Schwartzwald. Rodzina wymarła w XVIII wieku.

Ostatnią z rodu była Anna, córka burmistrza Jana, dziedziczka olbrzymiej fortuny, zamężna za Edwardem Conradi, (który to odziedziczył większość majątku Schwartzwaldów).

Tu warto pamiętać, że Anna była matką Karola Fryderyka Conradiego – fundatora Conradinum.

Własnością Schwartzwaldów były między innymi podgdańskie wioski: Mokry Dwór, Wiślina i Jankowo (stąd Conradinum miało swoją pierwotną siedzibę właśnie w Jankowie).

W zbiorze inkunabułów biblioteki PAN w Gdańsku znajdują się księgi z bibliotek tak markiza d’Orii, jak i bibliotek kościelnych – m.in. Św. Piotra i Pawła, która to biblioteka włączona została do Biblioteki Miejskiej (PAN jest niejako spadkobiercą tej biblioteki) w XIX wieku. Te właśnie zbiory biblioteczne uważane były do czasów współczesnych za resztki tzw. Biblioteki Schwartzwaldów (własność Henryka Schwartzwalda) – XVI wiek.

To czasy nobilitacji tej rodziny – więc naturalnym było to, że w parze z nobilitacją – szło zdobywanie wykształcenia, a utrzymywanie bibliotek stanowiło niejako „mus” i przywilej tej klasy. Biblioteka stanowiła o statusie społecznym… A co najważniejsze, książki nie tylko posiadano, ale je CZYTANO! (Chciałoby się zakrzyknąć – ach – wróćcie te czasy!)

No, a że Schwartzwaldowie byli kalwinami, nigdzie indziej a właśnie w bibliotece kościoła Św. Piotra i Pawła, który był kościołem właśnie kalwinów, znalazła się książka z herbem tej rodziny.

W Gdańsku – do Schwartzwaldów należał tzw. Lwi Zamek, kamienica przy Długiej 35…

Jest w aktach miasta Gdańska informacja o ślubie Katarzyny ze Schwartzwaldów z Mateuszem Zimmermannem w październiku roku 1562. Ślub ten odbił się echem w mieście i poza nim, bo łamał przepisy antyzbytkowe z roku 1540 – ograniczające ilość dań na weselach.

W 1572 Katarzyna została wdową.

A w roku 1573 ponownie wyszła za mąż – za Michała Kerla i zamieszkała w jego domu – przy Długiej 29. W roku 1586 została ponownie wdową, ale i tym razem znalazła się doskonała partia – sam Bartłomiej Schachmann!!!

Na epitafium Schachmanna w Kościele Mariackim w Gdańsku prócz Anny Blemke (równie dobrej partii w mieście) jest wymieniona Katarzyna – nie mogło jej zabraknąć, wszak była córką rodu nobilitowanego przez samego Cesarza Karola V!

Katarzyna zmarła w roku 1599.

Tyle udało mi się znaleźć na gorąco… Mężczyźni z tej rodziny pozostają znacznie bardziej tajemniczy 😉

herb Schwartzwaldów z Siebmachera (wappenbuch.de)

herb Schwartzwaldów z Siebmachera (wappenbuch.de)

gdański dom Schwartzwaldów - Długa 45

gdański dom Schwartzwaldów - Długa 45

Epitafium Bartłomieja Schachmanna – herb Katarzyny umieszczony jest po prawej heraldycznej nad belkowaniem.

Epitafium zawieszone jest na płd. filarze transeptu.

… I tyle…

Gdański herb z Nowego Dworu Gdańskiego

Jesienią 2008 roku uczestniczyłam w arcyciekawej konferencji poświęconej gotyckim kościołom na Żuławach. W trakcie dwóch dni konferencyjnych mieliśmy także „zajęcia w terenie”. No i oczywiście odwiedziliśmy Muzeum Żuławskie w Nowym Dworze Gdańskim. Jeszcze przed remontem, zanim zyskało nowy wymiar.

Jako, że od lat – wszelkiego rodzaju „zagwozdki” i zagadki wprost mnie uwielbiają i czepiają się mnie prawie nagminnie, tak też i było tym razem…

Otóż po wejściu do nieco mrocznego budynku Muzeum nowodworskiego, gdzie zgromadzone są stele mennonickie – w oko wpadła mi kamienna tablica z herbem. Tak tablica jak i herb nie pasowały ani stylem ani i treścią do miejsca.

PAX INTRANTIBUS ET SALUS EXEUNTIBUS HK 1597 HANS KLASZ 1747

tablica ze zniszczonym kartuszem herbowym i inskrypcją: PAX INTRANTIBUS ET SALUS EXEUNTIBUS HK 1597 HANS KLASZ 1747

Nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na pytanie o pochodzeniu tablicy. Jedyne, co było pewne – to to, że obiekt znalazł się tu podczas kwerendy w terenie, prowadzonej czas jakiś temu przez studentów.

Wróciwszy do domu – najpierw zerknęłam do Siebmachera, potem jeszcze do Hennebergera. Bo herb – mimo iż zatarty zdawał mi się być znajomy. Szczególnie klejnot. Byłam pewna, że przecież już ten herb widziałam!!! Tylko nie pamiętałam gdzie. 😉

Ale przekopanie się przez Siebmachera nie jest takie proste, jak się nie jest pewnym, czego się szuka. 😦 Toteż – jak zwykle w takich przypadkach zabrałam aparat i poszłam się odstresować i poszukać weny – do Mariackiego.

Znalazłam tam nie tylko wenę, ale i odpowiedź na moją zagwozdkę.

Otóż, gdy po raz „n-ty” fotografowałam epitafium burmistrza Schachamnna – robiąc zbliżenia herbów, zauważyłam TEN herb…

Herb Schwartzwaldów

Herb – nad belkowaniem po prawej stronie heraldycznej (zawsze czyta się odwrotnie do patrzącego – czyli nasza lewa, to prawa heraldyczna i odwrotnie)

c. d. n.

cz. 2 Schwartzwaldowie

cz.3 Lwi Zamek

Strojnie :)

Czas jakiś temu – zainspirowani (Kuba N., Aga S. i ja) historią ubioru, a także moją wieloletnią współpracą z Żółtym Regimentem Piechoty na Zamku w Gniewie, postanowiliśmy uatrakcyjnić nasze oprowadzanie po Gdańsku (i nie tylko tutaj).

Zanurkowaliśmy w garderobie Opery Bałtyckiej, gdzie niezmiennie stoicko cierpliwa Pani G.M. – jak zawsze – pomogła dobrać odpowiednie stroje, starając się zachować powagę podczas naszych przymiarkowych szaleństw…

I oto na ulicach Prawego Miasta Gdańska ukazały się postaci „historyczne” (no, ja nie całkiem, bo brakowało mi wtedy peruki do kompletu 😉 ).

Reakcja ludzi była świetna – widać, jak bardzo takich atrakcji brakuje w Moim Mieście.

Bo to, że na Nocne w Wiadomym Zamku, czy nawet w dzień z naszymi grupami idziemy w strojach, to jest zupełnie oczywiste. W końcu to Wiadomy Zamek, a jako miejsce wyjątkowe –  ma swoje prawa…

Tu, w Gdańsku – nasz pomysł chwycił.

Kolejni przewodnicy zaczynają „podchwytywać” ten świetny sposób na wybudzenie się z „ubiorowej rutyny” przewodnickiej (a może wreszcie nie tylko „ubiorowej”… ;)).

Brawo, tak trzymać  !!!!!

Mam więc nadzieję, że zapoczątkowaliśmy pewną tradycję w Gdańsku i cieszyłoby mnie, gdyby kolejni przewodnicy poszli w nasze ślady.

Naprawdę warto!!!

Przecież strój znacznie przybliża epokę, o której się opowiada, i ułatwia kontakt z grupą. Nie zapominajmy też, że w każdym z nas tkwi dziecko. Strój pozwala oderwać się od rzeczywistości – tak przewodnikowi jak i grupie. 🙂

Koszty wypożyczenia stroju nie są duże, a wszystkiego dowiedzieć się można dzwoniąc do Opery Bałtyckiej.

Przyda się rozbicie szarości naszego Miasta.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 25 stycznia 2012 at 11:39  4 Komentarze  
Tags: , , , , , , ,

MITY GDAŃSKA – dla każdego gdańszczanina i Gdańszczanina

Marcin Kaleciński – MITY GDAŃSKA – Antyk w publicznej sztuce protestanckiej Res Publiki – Gdańsk 2011 – Słowo/obraz terytoria

„Gedania Artistica – seria poświęcona historii sztuki Gdańska wydawana we współpracy z Instytutem Historii Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego pod redakcją Małgorzaty Omilanowskiej i Jacka Friedricha.”

 * / *

Książka słusznej grubości – wszystkiego 415 stron łącznie ze spisem ilustracji. Ale przede wszystkim – książka bardzo słusznej zawartości merytorycznej.

Pierwsza taka pozycja w Mieście o Mieście. Obala wiele błędnych a utrwalonych opisów i interpretacji na temat antyku w sztuce gdańskiej (m.in. L. Pisarskiej – i to przestroga dla kolejnych pokoleń słuchaczy kursów przewodnickich).

To istne kompendium wiedzy i zaiste przydałoby sie, by stała się owa książka lekturą obowiązkową nie tylko dla przewodników – ale przede wszystkim dla nauczycieli – bardzo często błędnie prowadzących lekcje w terenie !!!

Autor, jak nikt przed nim (mam tu na myśli czasy powojenne) wyłożył znaczenie niemal wszystkich postaci zdobiących fasady i szczyty budowli tej Złotej Bramy Rzeczypospolitej, jaką był Gdańsk do rozbiorów.

Jak mu się to udało, mimo, że, jak wielu piszących o Mieście – jest także „Importem” ??? Ano recepta na to jest tak prosta, że aż dziwi, że wielu współczesnych (także włodarzy i architektów) tego jeszcze nie odkryło!!

Proszę bardzo cytuję:

Gdy przed dwunastu laty przyjechałem do Gdańska z południa, nie tylko oznaczało to, że opuściłem mój ukochany Kraków, ale także w sposób metaforyczny określało moje muzeum wyobraźni, zakorzenione w Śródziemnomorzu, w szczególności Italii. Zamieszkałem w nieznanym, obcym, wietrznym mieście, które w dzieciństwie jawiło się jako egzotyczne i niemieckie. Odkąd jednak Gdańsk stał sie miejscem, gdzie czekają na mnie moi Najbliżsi, naturalną potrzebą stało się oswojenie miasta w sobie, tym razem po to, by najpierw zrozumieć, a potem pokochać.

Noooo, nic prostszego – prawda???

Skutek tego oswojenia – mam w swojej bibliotece od jakichś dwóch miesięcy. I przyznam, że mimo, iż ja nie jestem Importem – Autor otwiera oczy i pozwala wyrzucić do kosza bajdy, jakimi wciąż karmi się nas i wymaga od nas w imię jedynie słusznej interpretacji.

No i jeszcze jedno …

Autor rozprawił się też z dniem dzisiejszym Miasta…

W świetle tego, bardziej zrozumiałe staje się to, że wciąż spotykamy się z jakimiś dziwnymi grymasami i stałymi przeciwnościami losu… (vide wciąż nierozwiązana sprawa skromnej tabliczki poświęconej Nadburmistrzowi von Winterowi, że niby szyld sklepu przeszkadza… no… złej baletnicy WSZYSTKO przeszkadza…)

Ale wracając do książki. Ten fragment dedykuję tym, którzy wciąż wprowadzają do Miasta obce elementy tak historii jak i tradycji:

Po 1945 na zawsze zamknęła się księga miasta-utopii, najbardziej europejskiego spośród miast na ziemiach Sarmacji, na zawsze została zerwana ciągłość życia rodzin i rodów gdańskich. Jednocześnie rozpoczęła się nowa odsłona w dziejach psychomachii gdańskiej – brutalna walka o zawłaszczenie duszy miasta poprzez fałszowania pamięci historycznej, politykę kulturowych faktów dokonanych (polonizacja nazwisk, nazw ulic i tak dalej). Odbudowane Główne Miasto do dziś stwarza wrażenie atrapy, pozbawionej charme’u makiety, dekoracji do sztuki, której protagoniści na zawsze zamilkli.

I dalej:

…Co gorsza, za zrekonstruowanymi fasadami manierystycznych kamienic, niegdyś zamieszkiwanych przez elitę, wydzielono klitki (metraż zgodny z normami bierutowsko-gomułkowskimi), zaludnione w dużej mierze „zdrowym” elementem proletariackim, który generuje pokolenia o niezmąconej świadomości i potrzebach (do dziś gdańskie Główne Miasto wieczorem sprawia wrażenie wymarłego). Charakterystyczne dla pierwszych dziesięcioleci PRL próby zastąpienia ideologią socjalistyczną w treści, a narodową w formie gdańskiego etosu mieszczańskiego w mutacjach powracają do dzisiaj w żerujących na ksenofobii Polaków manipulacjach typu „dziadka z Wehrmachtu”. Mimo upływu przeszło półwiecza odbudowane w dobrej wierze, acz w kaleki sposób miasto nie spatynowało się, nie zabliźniły się architektoniczne rany, ba miasto systematycznie jest oszpecane prowincjonalną zapóźnioną sztampową architekturą współczesną.

Nooooo, wreszcie ktoś to napisał dosadnie i bez ogródek …

Cytuję dalej, bo czytając te słowa, czułam się, jakbym czytała moje wypowiedzi – uciszane, co i rusz przez bardziej lub mniej (raczej zawsze mniej) obeznanych ze specyfiką Miasta:

Jako akt barbarzyństwa należy zakwalifikować zrównanie z ziemią dawnych cmentarzy gdańszczan, podjęte w złudnym przekonaniu, że niwelując kamienne tablice, na zawsze zatrze się pamięć o niemieckojęzycznych mieszkańcach Gdańska. Schyłek XX wieku przyniósł proceder zawłaszczania przestrzeni przez coraz to wyższe pomniki, coraz bardziej ostentacyjne w narodowo-katolickiej, nachalnej retoryce.

No i ukoronowanie całej krytyki siermiężnej jednostronności egzystencji, w jaką wpadło Miasto po wojnie:

Mitologizowany Sierpień w stoczni gdańskiej, przemawiający do szerokiej publiczności przede wszystkim, jako plebejska egzaltacja religijna, w najlepszym razie, jako „mały romantyzm popularnych stereotypów i wzruszeń”, zdaniem Marii Janion nie przekształcił kultury emocjonalnej w kulturę intelektualną, Janion tropiąc kicz solidarnościowy stała się śmiertelnym wrogiem populistycznej władzy budującej na legendzie Solidarności spoistość narodową, ufundowaną na mitach heroicznych i mesjanistycznych”. Władzy niepotrafiącej zbudować poczucia wspólnoty na wartościach obywatelskich, lecz jedynie na wartościach mityczno-narodowych.

Jak to się dzieje, że ten, który tu przybył zaledwie przed 12 laty lepiej to rozumie, niż ci, którzy są dziećmi osadników tuż powojennych, od swojego urodzonego „zawsze” mieszkający tutaj i niestety wciąż nierozumiejący tego Miasta??? Rozumiem, że mówimy takie słowa my (niewiele jest nas jednak), z historią rodzinną od wieków związani z Miastem – dla nas to oczywiste. Jednakże to nie od nas zależy estetyka Miasta; od nas nie zależy ani jego przestrzeń, ani jego powolne umieranie…

Kiedy wypalam z kolejną krytyką traktowana jestem jak obcesowiec i „czepialska”, której nic się NIC nie podoba no, bo nie podoba!

Vide szmaty wiszące na Długiej, a nazywane dumnie banerami reklamowymi…

Vide niechlujnie wykonane drogowskazy do miejsc atrakcji turystycznych… Kiedy zwróciłam dość obcesowo uwagę stosownym służbom – zawierając wiele wykrzykników w mailu – skutek był taki, że się na mnie … obrażono … Gratulacje 🙂

Dlatego tym celniejsze wydają się być spostrzeżenia „outsidera, który stał się insiderem” (słowa Autora), równie złośliwe, co gorzkie. Bo prawdziwe…

Polecam pospieszyć się z kupnem książki, rozchodzi się jak ciepłe bułeczki – i może się zdarzyć tak, że nie zostanie wznowiona, lub zostanie okrojona 😉 (jak wypowiedź prof. Janion w podziemnym wydaniu Kongresu Kultury Polskiej z roku 1981)

Wizyta u Prezydenta Wałęsy

W końcu załączam zdjęcie z Panem Prezydentem Wałęsą 🙂

Od lat Go tłumaczę, podczas różnych spotkań, a mam raptem w sumie chyba ze dwa, no może trzy zdjęcia z Nim.

A przecież to Osoba Znaczna, i Znana. No i w pewnym sensie symbol Polski, obok Papieża, i … Chopina 😉

Więc oto chwalę się…

Dzisiaj było niezmiernie miło, tym bardziej, że ekipa dziennikarzy z Czarnogóry była niesłychanie sympatyczna. No i ich tłumaczka i opiekunka zarazem – okazała się świetnym towarzyszem trudnej w sumie wizyty w Gdańsku. Trudnej, bo nafaszerowanej zdarzeniami ważnymi i nie do zaniechania… Między innymi stąd moja wizyta na PGE Arenie

Załączam więc zdjęcie grupowe – z przyjemnością 🙂

Herb Prus Królewskich

Piękny to herb i wyjątkowy w heraldyce ziem polskich.

Od lat go pokazuję moim grupom podczas podróży po ziemiach dawnych Prus Królewskich. Tłumaczę jego znaczenie, bo jest raczej nieznany tzw. szerszemu ogółowi. Od lat też staram się przekonać kolejne pokolenia kursantów, że jest to naprawdę wyjątkowy i piękny herb. Nie tylko zwyczajną urodą wizualną – ale też urodą znaczenia.

A ponieważ znalazłam w przepastnym archiwum opis herbu, jaki kiedyś zamieścił na swojej stronie Pan Bogdan Możdżeń, pozwalam sobie wkleić ów opis (z drobnymi skrótami). Niestety strona nie istnieje, a szkoda. Dzięki życzliwości Pana Bogdana lata temu łatwiej mi było zdać egzamin 🙂

Przy sposobności – dobrze by było, aby w szkołach na terenach byłych Prus Królewskich, nauczyciele wyjaśnili uczniom, co to za herb… tak bym pytając moich młodych wycieczkowiczów, nie słyszała jak dotychczas: „a to jakiś niemiecki herb”.

Jak ma być kształtowana tzw. świadomość tych ziem, tzw. lokalny patriotyzm, skoro nie zna się TAK podstawowych znaczeń!!!

Żeby zrozumieć historię tego wyjątkowego w polskiej heraldyce herbu, trzeba pamiętać o specyfice Prus Królewskich na tle dziejów Rzeczpospolitej.

Terytorialnie interesujący nas herb obejmuje niedawno zlikwidowane województwa: elbląskie, gdańskie, toruńskie i północną, pomorską część województwa bydgoskiego.

Herb pozostawał w użyciu od 1454, w tym nieprzerwanie w całym okresie istnienia Prus Królewskich, czyli w latach 1466-1772.

Od początku do końca istnienia Prus Królewskich herb prowincji był także herbem dwóch spośród jej trzech województw: chełmińskiego i malborskiego. Trzecie województwo, województwo pomorskie, posiadało własny symbol, czerwonego, koronowanego gryfa.

Herb prowincji miał jednak znaczenie spajające i nadrzędne. Znajdowało to wyraz przede wszystkim w rysunku pieczęci Prus Królewskich, jak również w powszechnym zastosowaniu herbu w symbolice mieszczańskiej i szlacheckiej.

W okresie rozbiorowym herb Prus Królewskich przejęła prowincja Prusy Zachodnie, stanowiąca część składową Królestwa Prus i zarazem Rzeszy Niemieckiej. Trwało to do 1920 roku.

Przyjmuje się, że herb Prus Królewskich ustanowił i nadał stanom pruskim król Kazimierz Jagiellończyk w roku 1454, w bardzo ważnej historycznie chwili, kiedy zbuntowane przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu społeczeństwo pruskie zwróciło się do króla Polski o roztoczenie nad Prusami panowania i opieki. Jak jeszcze będzie o tym mowa, geneza herbu pozostaje w najściślejszym symbolicznym, prawnym i politycznym związku z inkorporacją Prus. Było to zdarzenie, które ze względu na jego znaczenie i historyczną trwałość zalicza się do najświetniejszych osiągnięć w dziejach Polski.

(…)

Herb Prus Królewskich ustanowiony przez Kazimierza Jagiellończyka przedstawiał czarnego orła z koroną na szyi lub tułowiu, ze zbrojnym ramieniem w srebrnym, czyli w białym polu.

Interpretację heraldyczną godła Prus Królewskich dał w roku 1928 Sylwiusz Mikucki przeciwstawiający się ówczesnym twierdzeniom nauki niemieckiej, jakoby czarny herb Prus Królewskich wyrażał wyłącznie niemieckość naszego regionu.

Przeciwnie, Mikucki dowodził, że czarny orzeł mieczowy wywodzi się z aktu ustanawiającego polskiego króla i że wyraża ogromnie ważny dla Polski program polityczny.

Według S. Mikuckiego, od roku 1308, od czasu zaboru Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków, żaden z królów polskich nie zaniechał w swojej tytulaturze tytułu dziedzica Pomorza. Dlatego z chwilą, kiedy rycerstwo i mieszczaństwo Prus w 1454 roku dobrowolnie zwróciło się do króla Polski o opiekę, Kazimierz Jagiellończyk przybrał tytuł pana już nie tylko Pomorza Gdańskiego, lecz pana całych Prus.

6 marca 1454 roku król Kazimierz Jagiellończyk wydał akt inkorporacji Prus do państwa polskiego. Na dobrowolne i usilne prośby stanów pruskich król wcielił do Polski nie tylko Pomorze Gdańskie, utracone 150 latach wcześniej, ale też Ziemię Chełmińską oraz terytoria, które wcześniej nigdy do Polski nie należały: obszar Elbląga, obszar Królewca i całe pozostałe Prusy.

Zdaniem S. Mikuckiego, ustanowiony przez Kazimierza Jagiellończyka herb, czarny orzeł mieczowy, jest wyrazem tego właśnie stanu prawnego, który wyrażał nie tylko żądanie zwrotu zagarniętego przez Krzyżaków Pomorza, lecz również zgłaszał pretensje do całych Prus, żądanie, przypomnijmy, poparte dobrowolnie wyrażoną prośbą miejscowego rycerstwa i mieszczan.

Na wyrażenie praw i pretensji do ziem pruskich Kazimierz Jagiellończyk potrzebował wyrazu heraldycznego.
Prusy pod panowaniem zakonnym nie posiadały innego herbu, jak tylko dobrze wszystkim znane godło wielkiego mistrza: w polu srebrnym krzyż złoty obwiedziony na czarno, z tarczą złotą na przecięciu się jego ramion, w której mieścił się cesarski orzeł czarny.

Król mógł zatem przyjąć wyłącznie ten herb, ale nie w postaci pełnej. Kazimierz Jagiellończyk w dziedzinie czysto zakonnej, kościelnej, nie rościł sobie żadnych praw do Krzyżaków, pozostawiając je papieżowi. Król nie rościł sobie także praw do wszystkich posiadłości Zakonu Krzyżackiego, rozsianych po całej Europie, lecz tylko do ich części pruskiej, która wypowiedziała Zakonowi posłuszeństwo.

Wobec tego król przyjął herb krzyżacki, ale z pewnymi ważnymi zmianami.

Odrzucił krzyż jako godło zakonne, znak instytucji religijnej, zachował natomiast orła mistrzów krzyżackich oraz jego czarny kolor.

By jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to herb dawnych ziem zakonnych, które obecnie weszły w skład Korony Polskiej i znalazły się pod opieką dynastii Jagiellonów, Kazimierz Jagiellończyk dodał do herbu koronę na szyi orła i opancerzoną rękę z mieczem.

Korona wyraża opiekę i władzę króla polskiego nad Prusami, stanowi w terminologii heraldycznej tzw. udostojnienie herbu. Jest to w całej pełni symbol polityczny: symbol Korony Polskiej, Corona Regni Poloniae.

Zbrojne ramię pochodzi z herbu litewskiego Pogoń i wyraża opiekę roztoczoną nad Prusami przez dynastię Jagiellonów.

Zdarza się, że współcześnie czarny kolor orła w wyniku uprzedzeń i resentymentów przeszkadza Polakom w zrozumieniu sensu heraldycznego herbu Prus Królewskich.

Przykładowo w dyskusji o herbie województwa toruńskiego w 1995 roku zadecydowało stanowisko, że czarna barwa herbu nie zostanie przyjęta przez opinię publiczną.

Dlatego zacytuję Sylwiusza Mikuckiego dosłownie, przytoczę pogląd wypowiedziany 70 lat temu. Mikucki pisze:

„Tak tedy widzimy, że herb ziem pruskich wywodzi się bezpośrednio od herbu państwa zakonnego i bynajmniej nie usiłuje zatrzeć swego rodowodu. Jedynie bowiem przez jak najdobitniejsze zaznaczenie swego pochodzenia mógł on w całej pełni jasno i zrozumiale dla wszystkich wyrazić to, dla czego został stworzony i co miał symbolizować. Mimo jednak tego, że pochodzi w prostej linii od herbu krzyżackiego, nie był symbolem niemieckości tych terytoriów, do których się odnosił, lecz stał się wyrazem praw i pretensji króla polskiego do ziem pruskich, poprzednio pod panowaniem Zakonu pozostających, łączył się nie ze sprawą narodowościową, lecz ówczesnymi stosunkami prawno-publicznymi i jedynie na tle tych ostatnich można należycie znaczenie jego zrozumieć i wyjaśnić.

(…) nie można żadną miarą łączyć genezy herbu z jakimkolwiek momentem narodowościowym, co zgadza się najzupełniej z faktem, że w powstaniu miast i stanów pruskich przeciw Zakonowi, które wspólnie złączyło żywioł polski i niemiecki, czynnik narodowościowy nie odgrywał żadnej roli, główną zaś podstawą wyzwoleńczych dążeń związkowych pruskich były przyczyny natury polityczno-społecznej”. (koniec cytatu)

Tak więc trzeba z całą mocą podkreślić, że herb Prus Królewskich, czarny orzeł mieczowy, chociaż bezpośrednio pochodzi z herbu mistrzów krzyżackich, z racji jagiellońskiego nadania w pełni i bez jakichkolwiek zastrzeżeń należy do 500-letniej polskiej tradycji heraldycznej.

Nie ma żadnych obaw o akceptację tego symbolu, o ile wyjaśni się ludziom genezę i treść herbu.

(…)

Trzeba również przypomnieć, że czarny orzeł nie jest w polskiej tradycji czymś wyjątkowym. Motyw czarnego orła występuje w piastowskim herbie Śląska, w herbach staropolskich województw płockiego i rawskiego oraz w herbie woj. sieradzkiego.

Bardzo wcześnie herb Prus Królewskich występuje na polskich pieczęciach królewskich. Zjawia się po raz pierwszy na majestatycznej pieczęci króla Kazimierza Jagiellończyka.

Już za czasów Kazimierza Jagiellończyka orzeł mieczowy wprowadzono również na stempel miejscowej monety pruskiej. Na monetach gdańskich herb mieczowy przetrwał do XVIII w.

Prusy Królewskie posiadały własną pieczęć z godłem prowincji. Do 1480 roku była to pieczęć gubernatora Prus, następnie, po wygaśnięciu tego urzędu, była to pieczęć nazywana w języku polskim pieczęcią krajową ziem pruskich, w języku łacińskim Sigillum Terrarum Prussiae, w języku niemieckim Landessiegel. Jako ciekawostkę podam, że z biegiem czasu kilkakrotnie zmieniano wzór tej pieczęci. Jedną ze zmian wprowadzono podczas obrad sejmiku generalnego Prus Królewskich w Grudziądzu w styczniu 1614 roku. Nowa pieczęć, podobnie jak wszystkie poprzednie i wszystkie następne, nosiła wizerunek orła z koroną i mieczem.

Prawdopodobnie najstarsze znane barwne przedstawienie herbu, pochodzące sprzed 1480, znajdowało się w kościele w miejscowości Próchnik (niem. Doerbeck) pod Elblągiem. Na ścianie chóru obok siebie widniały królewski biało-czerwony herb Polski oraz czarny orzeł prowincji pruskiej z koroną i uzbrojonym ramieniem. Kościół przyozdobiono herbami z polecenia gubernatora Prus Królewskich, Ścibora Bażyńskiego.

Odtąd na przestrzeni wieków XV, XVI, XVII i XVIII wizerunek czarnego orła mieczowego spotykamy powszechnie w dokumentach źródłowych, zabytkach materialnych i na najważniejszych budowlach Prus Królewskich, zwłaszcza w Gdańsku, w Elblągu i w Toruniu.

Spośród wielu dostępnych przekazów wymienię najważniejsze:

  • Czarne orły mieczowe w czasach Rzeczpospolitej zdobiły ratusze Starego Miasta i Głównego Miasta w Gdańsku, najważniejsze bramy miejskie Gdańska, dom gdańskiego burmistrza Konstantego Ferbera oraz zabytki zgromadzone w Dworze Artusa. Barwne przedstawienia czarnego orła Prus Królewskich w triadzie z biało-czerwonym orłem Polski i herbem Gdańska przedstawiają dzieła gdańskiej sztuki malarskiej:

– obraz Okręt Kościoła z r. 1500

– wizerunek ratusza gdańskiego A. Mollera z r. 1601

– plafonowa panorama Gdańska pędzla Izaaka van den Blocke z 1608 (Alegoria handlu gdańskiego)

  • Czarny orzeł mieczowy nadany przez Kazimierza Jagiellończyka głęboko wrósł w tradycję Torunia i całej Ziemi Chełmińskiej.
  • Polska i polonizująca się szlachta województwa chełmińskiego umieściła czarnego orła na chorągwi ziemskiej swojego województwa. Oryginalny egzemplarz tej chorągwi pochodzący z XVI w. zachował się w z zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
  • Istnieje również zachowana chorągiew tzw. kwatery chełmińskiej z wieku XVIII. I ona nosi znak Prus Królewskich.
  • Wizerunek herbu województwa chełmińskiego i Prus Królewskich dał Jan Karol Dachnowski. Ten żyjący w I połowie XVII w. sekretarz miasta Chełmna w swoim „Herbarzu szlachty Prus Królewskich” przedstawił herb Prus Królewskich w rysunku czarno-białym.
  • Szlachta województwa chełmińskiego posiadała własną pieczęć ziemską, której wizerunek z XVII wieku jest znany. Nosi ona godło Prus Królewskich.
  • Czarny orzeł mieczowy zdobi kartę tytułową dzieła z 1684 roku, Historia Prus starych i nowożytnych, pióra Krzysztofa Hartknocha, historyka i znawcy Prus, człowieka związanego całe życie z Prusami i 10 lat z Toruniem.
  • W 1740 roku powstał album rysunków Jerzego Fryderyka Steinera, zaliczany do najważniejszych osiągnięć ikonografii Torunia w całej historii miasta. Jeden z kolorowych rysunków przedstawia toruński Dwór Artusa, a na nim, po bokach portalu głównego, widzimy medaliony z biało-czerwonym orłem Polski i czarnym orłem Prus Królewskich i woj. chełmińskiego.
  • Katedra św.św. Janów w Toruniu, główna świątynia diecezji toruńskiej: na epitafium Mikołaja Kopernika połączonym z epitafium uwielbianego przez średniowiecznych torunian króla Polski Jana Olbrachta, trzy metry od miejsca, gdzie spoczywa serce króla, widnieje udany w kompozycji czarny herb Prus Królewskich. Obok niego koronowany orzeł Polski. Herb pochodzi z roku 1589. W 1733 roku epitafium i herb odnowił Jakub Kazimierz Rubinkowski (…).
  • Motyw czarnego orła do dziś zachował się w herbie Wąbrzeźna.
  • Herb Prus Królewskich od początku jego funkcjonowania rejestrowały źródła heraldyczne i historyczne powstałe poza Prusami, czyli, jak się wtedy mawiało, w Koronie.

Listę tych źródeł trzeba rozpocząć od Jana Długosza. W przypisywanej mu pracy zatytułowanej „Klejnoty” znajdujemy charakterystykę naszego herbu. Długosz opisuje ten herb jako, cytuję: „w polu srebrnym orzeł czarny z koroną złotą na szyi, z ramieniem zbrojnym wyrastającym ze skrzydła”.

Inne źródła to:

Wieniec herbów ziem i województw Królestwa Polskiego w Statucie Łaskiego z 1506 roku (Commune incliti regni Poloniae privilegium).

Zestaw herbów ziem i lenn Rzeczypospolitej w herbarzu polskim „Arma Regni Poloniae” Marka Ambrożego z Nysy.

Bartosz Paprocki, w dziele „Herby rycerstwa polskiego” z 1584 roku podaje herb Prus Królewskich jako czarny orzeł w białym polu.

Wizerunki czarnych orłów naszej części Rzeczpospolitej zawiera Kronika Polska Joachima Bielskiego z 1597 roku.
Wieniec herbów ziem i województw polskich w winiecie tytułowej Konstytucji Sejmu Walnego Koronnego w Warszawie, 1601.

Herb Prus Królewskich w Kaplicy Królewskiej w katedrze w Płocku.

Bardzo udany wizerunek herbu Prus Królewskich i woj. chełmińskiego znajdziemy w katedrze w Sandomierzu.

Na uwagę zasługuje fakt, że po roku 1772, po rozbiorach Polski, państwo pruskie uszanowało stary symbol i przejęło go jako herb prowincji Prusy Zachodnie, w których składzie do r. 1920 znajdowały się ziemia chełmińska i Grudziądz. Chociaż Prusacy doskonale wiedzieli, kto ustanowił herb i w jakich okolicznościach to nastąpiło, elementy heraldyczne związane z Polską zostały zachowane.

Po 1920 społeczeństwo Pomorza skłaniało się bardziej ku godłu pomorskiego gryfa, czarny orzeł mieczowy zanadto kojarzył się z dopiero co zakończonym okresem niewoli i na pewien czas wyszedł z użycia.

Co jednak niezwykle ciekawe, im bliżej wybuchu II wojny światowej, im bardziej napięte stawały się stosunki polsko-niemieckie, tym dojrzalej i bardziej obiektywnie spoglądano na prawdę historyczną w naszej regionalnej heraldyce.

W 1938 roku herb Prus Królewskich znalazł się w kompozycji heraldycznej herbu sugerowanego przez toruński dwumiesięcznik Teka Pomorska dla powiększonego w tym czasie województwa pomorskiego.

Być może ostatnie wydawnictwo z dziedziny heraldycznej w niepodległej Polsce, wydane w 1939 roku „Herby miast i ziem polskich” Antoniego Chomickiego, praca opublikowana przez Wydawnictwo warszawskiego czasopisma „Archiwum Heraldyczne”, podaje dla woj. chełmińskiego i całych Prus Polskich herb czarno-biały.

W 1962 roku, już w zupełnie nowych warunkach politycznych, znany badacz pieczęci i herbów, prof. Marian Gumowski, poproszony o opinię na temat projektowanego herbu województwa bydgoskiego, zaproponował połączenie w jednym symbolu herbów Kujaw, ziemi dobrzyńskiej i czarnego herbu Prus Królewskich.

W Polskich herbach ziemskich Stefana K. Kuczyńskiego z 1993 roku, czarnemu herbowi Prus Królewskich został poświęcony odrębny rozdział, wyczerpująco podbudowany licznymi przekazami źródłowymi.

Niedawno w gdańskim Dworze Artusa zrekonstruowano słynny piec, jeden z największych zabytków w świecie tego typu. Na jego kaflowym oblicowaniu konserwatorzy sztuki odtworzyli herby Królestwa Polskiego, Gdańska i oczywiście czarnego orła mieczowego Prus Królewskich.

Tyle Pan Bogdan.

Od siebie dodam, że trzymaczami herbu są jednorożce. Oto co pisze o symbolice jednorożca prof. St. Kobielus w swoim „Bestiarium chrześcijańskim”:

(…) jednorożec jest symbolem Chrystusa i Jego Wcielenia, czystości, dziewictwa, duchowej płodności, siły, dzikości, pychy, wyniosłości, czujności a jego róg probierzem trucizn… W wielu przypadkach wyobrażeń jednorożca używano do alegorycznych personifikacji Czystości (…)

Wikipedia idzie na skróty i mówi:

(…) Starożytni autorzy przypisywali mu dobroć, odwagę, moc i cnotę. Późniejsze wersje mówiły o nim jako o zwierzęciu groźnym i dzikim, symbolizującym siłę rycerską. Według legendy może być schwytany i oswojony tylko przez dziewicę. Z tej racji symbolizuje także czystość i dziewictwo. W Chinach, jednorożca nazywano qilin. Stanowił tam godło monarchy, symbolizując przede wszystkim sprawiedliwość. Legenda mówi, że miał ukazywać się na rozprawach sądowych, by zabić winnych i uwolnić niewinnych (…)

Miłego korzystania 🙂

A tak na marginesie – czy ktokolwiek kiedykolwiek pokusił się o policzenie ile razy można spotkać ten piękny herb na ziemiach dawnych Prus Królewskich ?