Kontakt i Licencje

  • można się ze mną skontaktować mailowo:

k.czaykowska[at]gmail.com

a tutaj są moje zeskanowane identyfikatory  [bez Instruktora PTTK, i legitymacji – bo  dużo miejsca zajmują na dysku 🙂 ]:

ta data ważności – zupełnie ni z gruszki ni z pietruszki to czas, kiedy należałoby poddać się badaniom okresowym… Jakby TO akurat było najważniejsze w tym zawodzie 😉

Published in: on 12 kwietnia 2012 at 22:51  Możliwość komentowania Kontakt i Licencje została wyłączona  
Tags: , , , , , , , , , , , , , , , ,

Herb Prus Królewskich

Piękny to herb i wyjątkowy w heraldyce ziem polskich.

Od lat go pokazuję moim grupom podczas podróży po ziemiach dawnych Prus Królewskich. Tłumaczę jego znaczenie, bo jest raczej nieznany tzw. szerszemu ogółowi. Od lat też staram się przekonać kolejne pokolenia kursantów, że jest to naprawdę wyjątkowy i piękny herb. Nie tylko zwyczajną urodą wizualną – ale też urodą znaczenia.

A ponieważ znalazłam w przepastnym archiwum opis herbu, jaki kiedyś zamieścił na swojej stronie Pan Bogdan Możdżeń, pozwalam sobie wkleić ów opis (z drobnymi skrótami). Niestety strona nie istnieje, a szkoda. Dzięki życzliwości Pana Bogdana lata temu łatwiej mi było zdać egzamin 🙂

Przy sposobności – dobrze by było, aby w szkołach na terenach byłych Prus Królewskich, nauczyciele wyjaśnili uczniom, co to za herb… tak bym pytając moich młodych wycieczkowiczów, nie słyszała jak dotychczas: „a to jakiś niemiecki herb”.

Jak ma być kształtowana tzw. świadomość tych ziem, tzw. lokalny patriotyzm, skoro nie zna się TAK podstawowych znaczeń!!!

Żeby zrozumieć historię tego wyjątkowego w polskiej heraldyce herbu, trzeba pamiętać o specyfice Prus Królewskich na tle dziejów Rzeczpospolitej.

Terytorialnie interesujący nas herb obejmuje niedawno zlikwidowane województwa: elbląskie, gdańskie, toruńskie i północną, pomorską część województwa bydgoskiego.

Herb pozostawał w użyciu od 1454, w tym nieprzerwanie w całym okresie istnienia Prus Królewskich, czyli w latach 1466-1772.

Od początku do końca istnienia Prus Królewskich herb prowincji był także herbem dwóch spośród jej trzech województw: chełmińskiego i malborskiego. Trzecie województwo, województwo pomorskie, posiadało własny symbol, czerwonego, koronowanego gryfa.

Herb prowincji miał jednak znaczenie spajające i nadrzędne. Znajdowało to wyraz przede wszystkim w rysunku pieczęci Prus Królewskich, jak również w powszechnym zastosowaniu herbu w symbolice mieszczańskiej i szlacheckiej.

W okresie rozbiorowym herb Prus Królewskich przejęła prowincja Prusy Zachodnie, stanowiąca część składową Królestwa Prus i zarazem Rzeszy Niemieckiej. Trwało to do 1920 roku.

Przyjmuje się, że herb Prus Królewskich ustanowił i nadał stanom pruskim król Kazimierz Jagiellończyk w roku 1454, w bardzo ważnej historycznie chwili, kiedy zbuntowane przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu społeczeństwo pruskie zwróciło się do króla Polski o roztoczenie nad Prusami panowania i opieki. Jak jeszcze będzie o tym mowa, geneza herbu pozostaje w najściślejszym symbolicznym, prawnym i politycznym związku z inkorporacją Prus. Było to zdarzenie, które ze względu na jego znaczenie i historyczną trwałość zalicza się do najświetniejszych osiągnięć w dziejach Polski.

(…)

Herb Prus Królewskich ustanowiony przez Kazimierza Jagiellończyka przedstawiał czarnego orła z koroną na szyi lub tułowiu, ze zbrojnym ramieniem w srebrnym, czyli w białym polu.

Interpretację heraldyczną godła Prus Królewskich dał w roku 1928 Sylwiusz Mikucki przeciwstawiający się ówczesnym twierdzeniom nauki niemieckiej, jakoby czarny herb Prus Królewskich wyrażał wyłącznie niemieckość naszego regionu.

Przeciwnie, Mikucki dowodził, że czarny orzeł mieczowy wywodzi się z aktu ustanawiającego polskiego króla i że wyraża ogromnie ważny dla Polski program polityczny.

Według S. Mikuckiego, od roku 1308, od czasu zaboru Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków, żaden z królów polskich nie zaniechał w swojej tytulaturze tytułu dziedzica Pomorza. Dlatego z chwilą, kiedy rycerstwo i mieszczaństwo Prus w 1454 roku dobrowolnie zwróciło się do króla Polski o opiekę, Kazimierz Jagiellończyk przybrał tytuł pana już nie tylko Pomorza Gdańskiego, lecz pana całych Prus.

6 marca 1454 roku król Kazimierz Jagiellończyk wydał akt inkorporacji Prus do państwa polskiego. Na dobrowolne i usilne prośby stanów pruskich król wcielił do Polski nie tylko Pomorze Gdańskie, utracone 150 latach wcześniej, ale też Ziemię Chełmińską oraz terytoria, które wcześniej nigdy do Polski nie należały: obszar Elbląga, obszar Królewca i całe pozostałe Prusy.

Zdaniem S. Mikuckiego, ustanowiony przez Kazimierza Jagiellończyka herb, czarny orzeł mieczowy, jest wyrazem tego właśnie stanu prawnego, który wyrażał nie tylko żądanie zwrotu zagarniętego przez Krzyżaków Pomorza, lecz również zgłaszał pretensje do całych Prus, żądanie, przypomnijmy, poparte dobrowolnie wyrażoną prośbą miejscowego rycerstwa i mieszczan.

Na wyrażenie praw i pretensji do ziem pruskich Kazimierz Jagiellończyk potrzebował wyrazu heraldycznego.
Prusy pod panowaniem zakonnym nie posiadały innego herbu, jak tylko dobrze wszystkim znane godło wielkiego mistrza: w polu srebrnym krzyż złoty obwiedziony na czarno, z tarczą złotą na przecięciu się jego ramion, w której mieścił się cesarski orzeł czarny.

Król mógł zatem przyjąć wyłącznie ten herb, ale nie w postaci pełnej. Kazimierz Jagiellończyk w dziedzinie czysto zakonnej, kościelnej, nie rościł sobie żadnych praw do Krzyżaków, pozostawiając je papieżowi. Król nie rościł sobie także praw do wszystkich posiadłości Zakonu Krzyżackiego, rozsianych po całej Europie, lecz tylko do ich części pruskiej, która wypowiedziała Zakonowi posłuszeństwo.

Wobec tego król przyjął herb krzyżacki, ale z pewnymi ważnymi zmianami.

Odrzucił krzyż jako godło zakonne, znak instytucji religijnej, zachował natomiast orła mistrzów krzyżackich oraz jego czarny kolor.

By jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to herb dawnych ziem zakonnych, które obecnie weszły w skład Korony Polskiej i znalazły się pod opieką dynastii Jagiellonów, Kazimierz Jagiellończyk dodał do herbu koronę na szyi orła i opancerzoną rękę z mieczem.

Korona wyraża opiekę i władzę króla polskiego nad Prusami, stanowi w terminologii heraldycznej tzw. udostojnienie herbu. Jest to w całej pełni symbol polityczny: symbol Korony Polskiej, Corona Regni Poloniae.

Zbrojne ramię pochodzi z herbu litewskiego Pogoń i wyraża opiekę roztoczoną nad Prusami przez dynastię Jagiellonów.

Zdarza się, że współcześnie czarny kolor orła w wyniku uprzedzeń i resentymentów przeszkadza Polakom w zrozumieniu sensu heraldycznego herbu Prus Królewskich.

Przykładowo w dyskusji o herbie województwa toruńskiego w 1995 roku zadecydowało stanowisko, że czarna barwa herbu nie zostanie przyjęta przez opinię publiczną.

Dlatego zacytuję Sylwiusza Mikuckiego dosłownie, przytoczę pogląd wypowiedziany 70 lat temu. Mikucki pisze:

„Tak tedy widzimy, że herb ziem pruskich wywodzi się bezpośrednio od herbu państwa zakonnego i bynajmniej nie usiłuje zatrzeć swego rodowodu. Jedynie bowiem przez jak najdobitniejsze zaznaczenie swego pochodzenia mógł on w całej pełni jasno i zrozumiale dla wszystkich wyrazić to, dla czego został stworzony i co miał symbolizować. Mimo jednak tego, że pochodzi w prostej linii od herbu krzyżackiego, nie był symbolem niemieckości tych terytoriów, do których się odnosił, lecz stał się wyrazem praw i pretensji króla polskiego do ziem pruskich, poprzednio pod panowaniem Zakonu pozostających, łączył się nie ze sprawą narodowościową, lecz ówczesnymi stosunkami prawno-publicznymi i jedynie na tle tych ostatnich można należycie znaczenie jego zrozumieć i wyjaśnić.

(…) nie można żadną miarą łączyć genezy herbu z jakimkolwiek momentem narodowościowym, co zgadza się najzupełniej z faktem, że w powstaniu miast i stanów pruskich przeciw Zakonowi, które wspólnie złączyło żywioł polski i niemiecki, czynnik narodowościowy nie odgrywał żadnej roli, główną zaś podstawą wyzwoleńczych dążeń związkowych pruskich były przyczyny natury polityczno-społecznej”. (koniec cytatu)

Tak więc trzeba z całą mocą podkreślić, że herb Prus Królewskich, czarny orzeł mieczowy, chociaż bezpośrednio pochodzi z herbu mistrzów krzyżackich, z racji jagiellońskiego nadania w pełni i bez jakichkolwiek zastrzeżeń należy do 500-letniej polskiej tradycji heraldycznej.

Nie ma żadnych obaw o akceptację tego symbolu, o ile wyjaśni się ludziom genezę i treść herbu.

(…)

Trzeba również przypomnieć, że czarny orzeł nie jest w polskiej tradycji czymś wyjątkowym. Motyw czarnego orła występuje w piastowskim herbie Śląska, w herbach staropolskich województw płockiego i rawskiego oraz w herbie woj. sieradzkiego.

Bardzo wcześnie herb Prus Królewskich występuje na polskich pieczęciach królewskich. Zjawia się po raz pierwszy na majestatycznej pieczęci króla Kazimierza Jagiellończyka.

Już za czasów Kazimierza Jagiellończyka orzeł mieczowy wprowadzono również na stempel miejscowej monety pruskiej. Na monetach gdańskich herb mieczowy przetrwał do XVIII w.

Prusy Królewskie posiadały własną pieczęć z godłem prowincji. Do 1480 roku była to pieczęć gubernatora Prus, następnie, po wygaśnięciu tego urzędu, była to pieczęć nazywana w języku polskim pieczęcią krajową ziem pruskich, w języku łacińskim Sigillum Terrarum Prussiae, w języku niemieckim Landessiegel. Jako ciekawostkę podam, że z biegiem czasu kilkakrotnie zmieniano wzór tej pieczęci. Jedną ze zmian wprowadzono podczas obrad sejmiku generalnego Prus Królewskich w Grudziądzu w styczniu 1614 roku. Nowa pieczęć, podobnie jak wszystkie poprzednie i wszystkie następne, nosiła wizerunek orła z koroną i mieczem.

Prawdopodobnie najstarsze znane barwne przedstawienie herbu, pochodzące sprzed 1480, znajdowało się w kościele w miejscowości Próchnik (niem. Doerbeck) pod Elblągiem. Na ścianie chóru obok siebie widniały królewski biało-czerwony herb Polski oraz czarny orzeł prowincji pruskiej z koroną i uzbrojonym ramieniem. Kościół przyozdobiono herbami z polecenia gubernatora Prus Królewskich, Ścibora Bażyńskiego.

Odtąd na przestrzeni wieków XV, XVI, XVII i XVIII wizerunek czarnego orła mieczowego spotykamy powszechnie w dokumentach źródłowych, zabytkach materialnych i na najważniejszych budowlach Prus Królewskich, zwłaszcza w Gdańsku, w Elblągu i w Toruniu.

Spośród wielu dostępnych przekazów wymienię najważniejsze:

  • Czarne orły mieczowe w czasach Rzeczpospolitej zdobiły ratusze Starego Miasta i Głównego Miasta w Gdańsku, najważniejsze bramy miejskie Gdańska, dom gdańskiego burmistrza Konstantego Ferbera oraz zabytki zgromadzone w Dworze Artusa. Barwne przedstawienia czarnego orła Prus Królewskich w triadzie z biało-czerwonym orłem Polski i herbem Gdańska przedstawiają dzieła gdańskiej sztuki malarskiej:

– obraz Okręt Kościoła z r. 1500

– wizerunek ratusza gdańskiego A. Mollera z r. 1601

– plafonowa panorama Gdańska pędzla Izaaka van den Blocke z 1608 (Alegoria handlu gdańskiego)

  • Czarny orzeł mieczowy nadany przez Kazimierza Jagiellończyka głęboko wrósł w tradycję Torunia i całej Ziemi Chełmińskiej.
  • Polska i polonizująca się szlachta województwa chełmińskiego umieściła czarnego orła na chorągwi ziemskiej swojego województwa. Oryginalny egzemplarz tej chorągwi pochodzący z XVI w. zachował się w z zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
  • Istnieje również zachowana chorągiew tzw. kwatery chełmińskiej z wieku XVIII. I ona nosi znak Prus Królewskich.
  • Wizerunek herbu województwa chełmińskiego i Prus Królewskich dał Jan Karol Dachnowski. Ten żyjący w I połowie XVII w. sekretarz miasta Chełmna w swoim „Herbarzu szlachty Prus Królewskich” przedstawił herb Prus Królewskich w rysunku czarno-białym.
  • Szlachta województwa chełmińskiego posiadała własną pieczęć ziemską, której wizerunek z XVII wieku jest znany. Nosi ona godło Prus Królewskich.
  • Czarny orzeł mieczowy zdobi kartę tytułową dzieła z 1684 roku, Historia Prus starych i nowożytnych, pióra Krzysztofa Hartknocha, historyka i znawcy Prus, człowieka związanego całe życie z Prusami i 10 lat z Toruniem.
  • W 1740 roku powstał album rysunków Jerzego Fryderyka Steinera, zaliczany do najważniejszych osiągnięć ikonografii Torunia w całej historii miasta. Jeden z kolorowych rysunków przedstawia toruński Dwór Artusa, a na nim, po bokach portalu głównego, widzimy medaliony z biało-czerwonym orłem Polski i czarnym orłem Prus Królewskich i woj. chełmińskiego.
  • Katedra św.św. Janów w Toruniu, główna świątynia diecezji toruńskiej: na epitafium Mikołaja Kopernika połączonym z epitafium uwielbianego przez średniowiecznych torunian króla Polski Jana Olbrachta, trzy metry od miejsca, gdzie spoczywa serce króla, widnieje udany w kompozycji czarny herb Prus Królewskich. Obok niego koronowany orzeł Polski. Herb pochodzi z roku 1589. W 1733 roku epitafium i herb odnowił Jakub Kazimierz Rubinkowski (…).
  • Motyw czarnego orła do dziś zachował się w herbie Wąbrzeźna.
  • Herb Prus Królewskich od początku jego funkcjonowania rejestrowały źródła heraldyczne i historyczne powstałe poza Prusami, czyli, jak się wtedy mawiało, w Koronie.

Listę tych źródeł trzeba rozpocząć od Jana Długosza. W przypisywanej mu pracy zatytułowanej „Klejnoty” znajdujemy charakterystykę naszego herbu. Długosz opisuje ten herb jako, cytuję: „w polu srebrnym orzeł czarny z koroną złotą na szyi, z ramieniem zbrojnym wyrastającym ze skrzydła”.

Inne źródła to:

Wieniec herbów ziem i województw Królestwa Polskiego w Statucie Łaskiego z 1506 roku (Commune incliti regni Poloniae privilegium).

Zestaw herbów ziem i lenn Rzeczypospolitej w herbarzu polskim „Arma Regni Poloniae” Marka Ambrożego z Nysy.

Bartosz Paprocki, w dziele „Herby rycerstwa polskiego” z 1584 roku podaje herb Prus Królewskich jako czarny orzeł w białym polu.

Wizerunki czarnych orłów naszej części Rzeczpospolitej zawiera Kronika Polska Joachima Bielskiego z 1597 roku.
Wieniec herbów ziem i województw polskich w winiecie tytułowej Konstytucji Sejmu Walnego Koronnego w Warszawie, 1601.

Herb Prus Królewskich w Kaplicy Królewskiej w katedrze w Płocku.

Bardzo udany wizerunek herbu Prus Królewskich i woj. chełmińskiego znajdziemy w katedrze w Sandomierzu.

Na uwagę zasługuje fakt, że po roku 1772, po rozbiorach Polski, państwo pruskie uszanowało stary symbol i przejęło go jako herb prowincji Prusy Zachodnie, w których składzie do r. 1920 znajdowały się ziemia chełmińska i Grudziądz. Chociaż Prusacy doskonale wiedzieli, kto ustanowił herb i w jakich okolicznościach to nastąpiło, elementy heraldyczne związane z Polską zostały zachowane.

Po 1920 społeczeństwo Pomorza skłaniało się bardziej ku godłu pomorskiego gryfa, czarny orzeł mieczowy zanadto kojarzył się z dopiero co zakończonym okresem niewoli i na pewien czas wyszedł z użycia.

Co jednak niezwykle ciekawe, im bliżej wybuchu II wojny światowej, im bardziej napięte stawały się stosunki polsko-niemieckie, tym dojrzalej i bardziej obiektywnie spoglądano na prawdę historyczną w naszej regionalnej heraldyce.

W 1938 roku herb Prus Królewskich znalazł się w kompozycji heraldycznej herbu sugerowanego przez toruński dwumiesięcznik Teka Pomorska dla powiększonego w tym czasie województwa pomorskiego.

Być może ostatnie wydawnictwo z dziedziny heraldycznej w niepodległej Polsce, wydane w 1939 roku „Herby miast i ziem polskich” Antoniego Chomickiego, praca opublikowana przez Wydawnictwo warszawskiego czasopisma „Archiwum Heraldyczne”, podaje dla woj. chełmińskiego i całych Prus Polskich herb czarno-biały.

W 1962 roku, już w zupełnie nowych warunkach politycznych, znany badacz pieczęci i herbów, prof. Marian Gumowski, poproszony o opinię na temat projektowanego herbu województwa bydgoskiego, zaproponował połączenie w jednym symbolu herbów Kujaw, ziemi dobrzyńskiej i czarnego herbu Prus Królewskich.

W Polskich herbach ziemskich Stefana K. Kuczyńskiego z 1993 roku, czarnemu herbowi Prus Królewskich został poświęcony odrębny rozdział, wyczerpująco podbudowany licznymi przekazami źródłowymi.

Niedawno w gdańskim Dworze Artusa zrekonstruowano słynny piec, jeden z największych zabytków w świecie tego typu. Na jego kaflowym oblicowaniu konserwatorzy sztuki odtworzyli herby Królestwa Polskiego, Gdańska i oczywiście czarnego orła mieczowego Prus Królewskich.

Tyle Pan Bogdan.

Od siebie dodam, że trzymaczami herbu są jednorożce. Oto co pisze o symbolice jednorożca prof. St. Kobielus w swoim „Bestiarium chrześcijańskim”:

(…) jednorożec jest symbolem Chrystusa i Jego Wcielenia, czystości, dziewictwa, duchowej płodności, siły, dzikości, pychy, wyniosłości, czujności a jego róg probierzem trucizn… W wielu przypadkach wyobrażeń jednorożca używano do alegorycznych personifikacji Czystości (…)

Wikipedia idzie na skróty i mówi:

(…) Starożytni autorzy przypisywali mu dobroć, odwagę, moc i cnotę. Późniejsze wersje mówiły o nim jako o zwierzęciu groźnym i dzikim, symbolizującym siłę rycerską. Według legendy może być schwytany i oswojony tylko przez dziewicę. Z tej racji symbolizuje także czystość i dziewictwo. W Chinach, jednorożca nazywano qilin. Stanowił tam godło monarchy, symbolizując przede wszystkim sprawiedliwość. Legenda mówi, że miał ukazywać się na rozprawach sądowych, by zabić winnych i uwolnić niewinnych (…)

Miłego korzystania 🙂

A tak na marginesie – czy ktokolwiek kiedykolwiek pokusił się o policzenie ile razy można spotkać ten piękny herb na ziemiach dawnych Prus Królewskich ?

Dziury w cegłach

Na wstępie truizm – jako przewodnik i pilot wycieczek – sporo jeżdżę.

Jeżdżę nie tylko z wycieczkami, ale także by się do nich przygotowywać, albo prowadząc kwerendy w terenie dla moich turystów (czy zwyczajnie, tak po prostu, dla siebie samej). Obszar moich zainteresowań obejmuje zarówno województwo pomorskie, jak i warmińsko-mazurskie, jeżdżę też po całej Polsce.

No i … Oczywiście miejscem, gdzie każdy poszukiwacz przeszłości zawsze się zatrzymuje, jest kościół – zwłaszcza, jeśli jest średniowieczny. I każdorazowo penetrując tereny przykościelne – robię zdjęcia ścian samej świątyni, bowiem można z nich wiele wyczytać.

Czas jakiś temu na ścianach kościołów zwróciły moją uwagę dziury w cegłach – w formie dołków, jak po łyżeczce do lodów. Są albo okrągłe, albo przywodzące na myśl kielnię. Zaciekawiło mnie też, że są one przeważnie zebrane wokoło głównego (zachodniego) portalu, a także na południowej ścianie, mniej więcej do miejsca, gdzie wewnątrz zaczyna się prezbiterium (ale to nie jest regułą, bo często dziury są na ścianie wschodniej także).

Zazwyczaj dziury znajdują się na wysokości dogodnej dla człowieka, nierzadko trzeba jednak się schylić, by je sfotografować. W niektórych jednak kościołach – dziury są wyżej, a także po północnej stronie. Czasem nawet nad kruchtą północną, ale wśród cegieł późniejszych. Czy zatem zostały wtórnie użyte?

Nie znalazłam takich dziur na kościołach klasztornych – co naturalne, zważywszy zabudowania klasztorne (z reguły po południowej stronie kościoła), ale dziur nie ma nawet przy wejściu.

Posadowienie dziur wokół portalu zachodniego czy na południowej ścianie wiąże się z tym, iż to strona światła a portal … No cóż… jak mówi Chrystus w Ewangelii wg Św. Jana: “Ja jestem bramą. Jeśli kto wejdzie przeze mnie, będzie zbawiony;… i będzie wchodził, i wychodził, i pastwiska znajdzie…”

Wracając do dziur i cegieł….

Zaczęłam zbierać hipotezy na ten temat, a także informacje, czy i gdzie jeszcze poza moim terenem są znajdowane. Dowiedziałam się, o takich dołkach w Szwecji, Brandenburgii, Meklemburgii czy na Rugii. Występują też na terenie całej Polski.

Jedną z hipotez jest charakter ekspiacyjny dziur. Mianowicie – grzesznik po wyspowiadaniu się miał odprawiać pokutę wiercąc palcem w ścianie kościoła. Sprawdziłam. Po takim doświadczeniu przez parę dni palce miałam oklejone plastrem. Poza tym, wiercąc dość długo, nie zrobiłam żadnej „krzywdy” cegle. Ta teoria upadła więc, jako nielogiczna. Wprawdzie – znając pomysły księdza Stolarczyka (słynnego pierwszego proboszcza w XIX-wiecznym Zakopanem), to kto wie…

Niemal tak popularna jak ekspiacyjna, jest teoria o znachorstwie. Owszem, pył uświęcony zadawany bywał czasem do pożywienia dla krów, czasem też stosowany przez lokalnych znachorów. Jednak marginalne zastosowanie takiego pyłu, a także liczne podówczas pielgrzymki – nasuwają myśl, że jeśli faktycznie miało coś takiego miejsce, to bardziej w sanktuariach, do których pielgrzymowano.

Spotyka się też wersję, iż w taki wydrążony dołek chory wdmuchiwał swoją chorobę. Ale – pojawia się wątpliwość, by kościół – zwłaszcza średniowieczny zezwolił na takie praktyki. A poza tym – czy fakt istnienia mniejszej ilości dziur w niektórych miejscowościach lub ich brak – oznacza, iż społeczność ta była zdrowsza?

Najbardziej wiarygodna jest teoria o łuku ogniowym, czy jak kto woli – o świdrze ogniowym.

Nie będę tu opisywała samego łuku ani techniki wykonania – odsyłam zainteresowanych na stronę eksperta od survivalu – Bartosza Gorayskiego, który daje bardzo ciekawy i jasny wykład, jak zrobić i jak użyć, tak łuk jak i świder ogniowy.

W swoim wykładzie Autor strony wskazuje, jakie drewno może – a więc także i kiedyś mogło – być użyte do zrobienia nie tylko łuku, ale przede wszystkim świdra. Ważne też było, co pełniło rolę hubki…

Kiedy ogląda się dziury na ścianach kościołów, widać wyraźnie, że jedne z nich są głębsze inne płytsze, jedne bardziej osmolone, inne mniej.

Zastanawiające ślady na kościele ŚŚ. Janów w Toruniu. Zdjęcie poniżej:

torunskie dziury swietojanskie

Czy możliwe by to łuk ogniowy pozostawił takie ślady?

Co jednak w końcu oznaczają owe dziury i jakie miały znaczenie?
W czasach, kiedy chrześcijaństwo dopiero się osadzało, między innymi na dzisiejszych ziemiach polskich – nie tylko kościoły budowano na miejscach dawnych praktyk religijnych. Absorbowano lub inaczej: oswajano też wiele z dawnych zwyczajów i wierzeń.

Szczególnie ważny był kult solarny. Wszystkie ludy, począwszy od starożytnych Egipcjan poprzez Słowian, German, Skandynawów czy Prusów aż do naszych czasów czciły i czczą tak słońce jak i ogień. Często nie zdając sobie z tego sprawy, jesteśmy bardzo umocowani w wierzeniach naszych przodków. A także w przesądach…

Jako, że od słońca pochodzi ogień – bogowie ognia stanowili niegdyś ważne postaci w panteonie bóstw.

Dla Prusów takim bogiem mającym władzę nad ogniem był Perkunas (odpowiednik nordyckiego Thora). U Litwinów i Żmudzinów Perkunasowi palono wieczny ogień, którego miały pilnować westalki tak za dnia jak i w nocy. Jeśliby kiedykolwiek ów ogień zgasł – musiał natychmiast być na nowo… niecony.

Nie od parady wspominam właśnie Perkunasa, bowiem pośród licznych swoich świąt – miał też święto na Wielkanoc.

I stąd już blisko do dziur w cegłach.

Otóż w czasach przedchrześcijańskich okres przypadający obecnie na Wielkanoc świętowany był jako przejście z ciemności ku światłu. Z mroku ku życiu. A życie dawał ogień. Najlepiej, gdy był niecony.

Niecono ogień za pomocą właśnie świdrów ogniowych. Kiedyś odbywało się to niecenie o ołtarz ofiarny lub podstawę pomnika bóstwa, potem o cokoły świątyń czy wręcz o ich ściany. I stąd owe wklęsłe ślady w murach. Jeden koniec świdra oparty był o deszczułkę, drugi właśnie o ścianę… Daruję sobie opis użycia świdra ogniowego – odsyłając do strony Pana Gorayskiego.

http://survival.strefa.pl/bg_ogien4.htm.

Dość na tym, iż od otrzymanego w ten sposób ognia zapalało się paschał będący symbolem zmartwychwstałego Chrystusa.

Po zakończonej liturgii wierni zabierali ogień do domu i tam rozpalali wygasłe paleniska. W niektórych parafiach taki zwyczaj zachował się do dzisiaj.

Kiedy zrezygnowano ze świdrów, i czy zastąpiono je kamiennym krzesiwem? A może równocześnie używano i jednego i drugiego? Dokładnie nie wiadomo, bowiem ten aspekt obrzędowości jest jakoś omijany przez naukowców.

Wspomniałam o kamiennym krzesiwie, bowiem obok dziur okrągłych znaleźć można na ścianach kościołów także dziury o wrzecionowatym kształcie, przypominające ślady po kielni. I tu znowu istnieje wiele hipotez dotyczących powstania tych dziwnych śladów.

Tu dziury na ścianie kościoła Św. Jakuba w Olsztynie

olsztynskie dziury swietojakubowe

Jedna mówi o uderzaniu mieczem (czy szablą) o mury świątyni na szczęście – i miała to być forma poświęcania broni przed bitwą/wyprawą/wojną. Inna zaś o ostrzeniu broni o mury świątyni, a tym samym uświęcaniu krwi przelanej w bitwie. Jest także hipoteza mówiąca o zamianie świdra ogniowego na kamień…

Która z hipotez jest właściwa?

Obserwuje się dziury po świdrze ogniowym na świątyniach kamiennych, na ceglanych, ba! Nawet na drewnianych.

Potem ten zwyczaj zanika. Kiedy było to potem? Czy wpływ na to miała Reformacja? Czy też inne aspekty religijności zaczęły być w modzie?
Wciąż nas zaskakują ślady przeszłości i wciąż nam owa przeszłość przesyła informacje, tylko nie zawsze potrafimy je prawidłowo odczytać.

Dla zainteresowanych:

Artykuł T. Wróblewskiego pt. Zagadkowe ślady na ścianach kościołów wielkopolskich w: Studia i materiały do dziejów Wielkopolski i Pomorza, Tom IV, Zeszyt 2, 1958 s. 195-205

M. Baruch  Boże Stopki. Archeologia i folklor kamieni z wyżłobionymi znakami

http://survival.strefa.pl/bg_ogien2.htm

Poniżej zamieszczam listę miejscowości (niekompletną oczywiście – i uzupełnianą stale), w których istnieją takie dziury w cegłach na średniowiecznych kościołach (parę informacji dostałam od Znajomych – dziękuję, czekam na fotki 😉 ) :

  • Braniewo (mimo zmasakrowania kościoła przez „wyzwolicieli”)
  • Dobre Miasto
  • Elbląg
  • Fiszewo
  • Frombork (Katedra)
  • Gdańsk
  • Gniew
  • Iława (M. – dziękuję za informacje !)
  • Kończewice
  • Koźliny
  • Kraków – kościół Św. Wojciecha w Rynku
  • Krzywe Koło
  • Kwietniewo
  • Lichnowy
  • Lubiszewo
  • Marynowy
  • Mątowy Wielkie
  • Miłoradz
  • Morąg
  • Myślice
  • Nowy Staw
  • Olsztyn
  • Osice
  • Ostaszewo
  • Ostrów k. Sulęcina (dziękuję za podpowiedź !!! 🙂 )
  • Pasłęk
  • Pruszcz Gdański
  • Reszel
  • Rypin (ziemia dobrzyńska) – i znowu M. dziękuję za informację !
  • Starogard Gdański
  • Steblewo
  • Tczew
  • Trutnowy
  • Tuja
  • Wocławy
  • Zalewo

p.s. Tak sobie podczytuję różne domniemania na temat pochodzenia tych dziur w cegłach…

I zastanawia mnie, dlaczego nie chcemy wierzyć w najprostsze i logiczne wytłumaczenie?

Zrozumiałam to 11 kwietnia bieżącego roku…

Otóż właśnie tego dnia odbyły się chrzciny mojej wnuczki… Dla mnie – ateistki (a może raczej wręcz agnostyczki) było to swego rodzaju przeżycie. I pomijam tu fakt, że to były chrzciny mojej wnuczki…

Chodzi mi o całą otoczkę… Otóż była to Wielkanocna Sobota.
No i zza ołtarza padły słowa o wygaszeniu światła… Zrobiło się ciemno, i potem tłum wylał się z kościoła. Na stronę południowo – zachodnią kościoła… Kotłowali się tam na zewnątrz dość długo – wiadomo cała oprawa trwa – w końcu jest to misterium. I kiedy wreszcie wrócili do kościoła – każdy niósł światło.

Światło.

Poświęcone Światło.

Dotarło do mnie wtedy, czego tak naprawdę byłam świadkiem!!!

Wprawdzie nikt teraz nie nieci ognia o ściany kościołów. Ale kiedyś? Jasne, że tak. Po całym dniu ciepłym – to właśnie ściany południowe były tymi najcieplejszymi.

Człowiek religijny wytłumaczy to tak, że strona południowa to ta „dobra” (porównać można z posadowieniem klasztorów i kościołów choćby u cystersów – od północnej strony – tej ciemnej a wiec złej – znajduje się kościół, a więc świętość. Ochrona przed złem.)

Sens Wielkiej Soboty polega na budzeniu się życia. Ogień – to przecież życie i oczyszczenie. Musi być święty. A że przy sposobności adaptowano wiarę przodków (pogańskich) do nowych realiów? Toż nawet kościoły budowano często w miejscach dawnego kultu…

A zanikło niecenie ognia – w XVI wieku… Protestantyzm wniósł wiele nowego i częstokroć przekreślił tzw. stare.  Jak to każde „nowe”…

Dostałam od znajomego „Dociekliwca” artykuł w języku niemieckim… ale że to nie jest mój język, to trochę potrwa zanim go przetłumaczę :?

Hm… właściwie powinnam napisać, zanim A.P. go przetłumaczy. A ona nie bardzo ma czas. Wiadomo, uczelnia i takie tam. Niedługo zacznę jej w ogóle schodzić z drogi, żeby tym tekstem we mnie nie rzuciła., twierdzi bowiem, że tekst jest wyjątkowo dziwnie popełniony ;-). Cokolwiek powie – ja jej wierzę. Przecież nie znam języka.