Olsztyńskie wariacje

Czas na Olsztyn, bo o nim tu jeszcze nie pisałam.

No, to teraz to czynię i to z chęcią. Nie będę podawała powodu, dla którego pojechałam tam wczoraj z AP – bo to można przeczytać tu. Dość, na tym, że mimo barbarzyńskiej godziny pobudki – i konferencji niekoniecznie rewelacyjnej – Olsztyn, jak zwykle, okazał się być urokliwy, śliczny, wart odwiedzenia… i co tam jeszcze mamy w słownictwie na opisanie miasta, które wciąż nie docenione – również samo niespecjalnie zdaje sobie sprawę ze swoich walorów i niezbyt umie je wykorzystać.

Napisałam „jak zwykle”, bo do Olsztyna po raz pierwszy trafiłam parę lat temu – podczas przygotowań do egzaminu warmińsko-mazurskiego. Od tego czasu zajeżdżam tu co jakiś czasy, niezmiennie zauroczona.

I gorąco polecam – kto jeszcze tam nie był – koniecznie należy odwiedzić to miasto.

A wszystko zaczęło się 31 października 1353r. Wtedy to dzisiejszy Olsztyn otrzymał prawa miejskie i nazwę Allenstein (Gród nad Łyną – dla Polaków Holstin, później wymawiano Olstyn). Mądre Głowy twierdzą, że nazwa pochodzi z języka pruskiego. No a skądże by miała pochodzić, skoro to ziemie pruskie! Przy okazji praw miejskich, pada imię zasadźcy i zarazem pierwszego burmistrza – Jana z Łajs. Pochodził z rodziny, którą często spotkać można w dokumentach dotyczących kolonizacji południowej Warmii.

Potem dla miasta nastały tak zwane ciekawe czasy.

Moja niezmienna od lat sympatia do miasta – jest tym  mocniejsza, że w latach 1516-1519 i 1520-1521 administratorem dóbr Kapituły Warmińskiej był Mikołaj Kopernik. Podczas swoich tu bytności mieszkał w zamku kapitulnym.  Do dzisiaj pokazuje się na murze krużganku tablicę wykreśloną ręką Doktora Mikołaja (nad wejściem do komnaty, w której przemieszkiwał). Tablicę wykreślił wprost na murze, i przypuszcza się, że służyła mu jako pomoc do obliczeń pozornego ruchu słońca – podczas równonocy tak jesiennej jak i wiosennej.  Nad tą funkcją pomocniczą naukowcy wciąż dyskutują, ale to najmniej ważne. Ważne, że to konkretna pamiątka po Doktorze Mikołaju!

No i nie bez znaczenia jest też iż to tutaj – w olsztyńskim zamku – Pan Administrator Dóbr Kapitulnych osobiście kierował przygotowaniami do obrony podczas wojny z  Zakonem Krzyżackim w latach 1519 – 1521.

A wracając do funkcji Administratora, jaką pełnił Kopernik – warto odnotować, że objąwszy ją – osiadł w Olsztynie 8 listopada 1516 roku. W czasie administrowania dobrami kapitulnymi – prowadził akcję zasiedlania (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli) ziem opuszczonych głównie w wyniku wojen z krzyżakami.

W celu szczegółowego nadzoru nad osiedleniami – od roku 1481 prowadzono specjalne księgi ewidencjonujące zasiedlone ziemie pod zarządem administratorów. I wśród zapisków w Locationes mansorum desertorum (czyli:  Lokacjach Łanów Opuszczonych) można znaleźć 66 zapisów dokonanych ręką kanonika Mikołaja Kopernika. Z tego 37 dotyczy nowych zasiedleń.

A dalsza historia miasta?? Po tę odsyłam do kalendarium historii miasta.

Warto jeszcze odnotować Wielkiego Olsztynianina – a mianowicie Ericha  Mendelsohna. Bo to powód do wielkiej dumy miasta. Ilekroć bywam w okolicy z grupami – te nie mogą się nadziwić, że to tutaj taka postać przyszła na świat…

A propos bywania z grupami – niestety zbyt rzadko się to zdarza. Biura  podróży wciąż nie umieją na te tereny stworzyć oferty – podczas gdy nasze – indywidualne, przewodnickie pomysły jakoś się świetnie sprzedają 😉 .

Załączam parę zdjęć z Olsztyna. I serdecznie namawiam, by tu zajrzeć po drodze – albo wręcz specjalnie!

Olsztyn także stanowi znakomitą bazę wypadową w okolice.

Niestety zdjęcia są fatalnej jakości – ale na lepsze nie pozwolił aparat… Który zresztą definitywnie dokonał żywota. Może ktoś ma jakieś sugestie, co do sprzętu, jaki powinnam nabyć ??

I po wydarzeniu …

No i po konferencji – czy jak kto woli – sesji w Olsztynie.

Parę wrażeń na gorąco…

Strona krzyżacka notorycznie łamała dyscyplinę sesji. A ich wystąpienia były… średnio ciekawe (brak zwartości tekstów).

Oczekiwałam po wystąpieniu Wielkiego Mistrza parę ciekawych detali z bogatej historii Zakonu – a otrzymałam ciężkostrawną papkę martyrologiczną, i to na dodatek w formie listy personalnej! Dobrze chociaż, że lista nie obejmowała zakonników od początku trwania zakonu!!!  Martyrologia zakonników czy sióstr krzyżackich w kraju – gdzie nie tylko wojenna ale i powojenna martyrologia pozostawiła ślady – nie mogła nikogo wzruszyć.

Gdybym nie znała historii – to doprawdy zapłakałabym się nad losem tej formacji :mrgreen:

W wystąpieniu Wielkiego Mistrza padły słowa, które mi się tak niezmiernie spodobały – że aż zapisałam:
” … realizowali (Krzyżacy – przyp. mój) to, co wynikało z biblijnej opowieści o miłosiernym Samarytaninie…”

Zdaje się, że Wielki Mistrz – skądinąd szalenie sympatyczny starszy pan – zapomniał, do kogo te słowa padały ;-)

Natomiast referat Ks. prof. Alojzego Szorca – był pełen swady i  subtelnych igiełek złośliwości. To był niemal majstersztyk ciętej riposty.

Polska strona trzymała się czasu – niestety – bo referaty były ciekawe. Dobrze, że można było sobie zamówić książkę z referatami!

No i tłumacze… Nikt im nie powiedział chyba – że jeśli się smarka w mikrofon to słychać :lol: no i że słownictwo też należy poskromić… z tych samych powodów.

to tyle…

Szkoda że tak to wypadło – bo okazja przednia, a para poszła w gwizdek.

Niestety, po słynnej konferencji w Bierzgłowie – długo nic nie będzie w stanie zachwycić tak pod względem kultury przekazu jak i kultury organizacji…

Published in: on 2 lipca 2010 at 22:33  4 Komentarze  

Wystawa w Wiadomym Zamku…

Wspomniałam o wyjątkowej sesji naukowej – a tymczasem w Moim Zamku Wiadomym trwa…

„W dniach 26.06-12.09.2010 Muzeum Zamkowe w Malborku przygotowało niepowtarzalną wystawę, która ma na celu uświetnienie dwóch jubileuszy: 700-lecia przeniesienia siedziby wielkiego mistrza Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego z Wenecji do Malborka (1309-2009) oraz 600-lecia bitwy pod Grunwaldem.”

A tu odnośnik na stronę Zamku…

I bezwzględnie zachęcam do odwiedzenia wystawy – choćby dla samego dzwonu z Miłoradza… Czy dla samej Kaplicy Św. Anny…

Wyjątkowa sesja naukowa w Olsztynie…

2 lipca b.r. w Olsztynie odbędzie się międzynarodowa sesja naukowa z udziałem Dr Bruno Plattera – Wlk. Mistrza Zakonu Krzyżackiego.

Międzynarodowa sesja naukowa, 2 lipca 2010 roku
Zakon Krzyżacki w historii, ideologii i działaniu – symbole dziejowe”
Aula im. Marii i Georga Ditrichów, Wydział Humanistyczny UWM
ul. Kurta Obitza 1, Olsztyn

Wydarzenie na skalę europejską!

Usprawiedliwienie sezonowe z rybką w tle

Wszystkich, którzy mi wytykają brak nowych wpisów – przepraszam za milczenie. Przepraszam też za nieodpisanie na maile  (wiem, nieładnie… ale zwyczajnie zapomniałam 😦 )

Mam sezon i z trudem sama za sobą nadążam. Nie mam więc kiedy „przysiąść fałdów” i dopracować rozgrzebanych tematów… To zrobię – dopiero PO sezonie (który jednak z roku na rok trwa coraz dłużej… 😉 ).

Ale ponieważ sezon mamy nie tylko turystyczny – ale także na rocznice wszelkie, to na deser dodaję komiks Aidy.

Celny jak zwykle…

I przypominam – do Bitwy TYLKO 32 dni

Published in: on 15 czerwca 2010 at 20:34  Dodaj komentarz  

Grudziądzkie migawki

Grudziądz… Piękne miasto.

Widok spichlerzy nad Wisłą uzmysławia dziedzictwo średniowiecza. I nawet lata siermiężnej Polski Ludowej nie dały rady tej monumentalnej architekturze. Teraz wydaje się, że w Grudziądzu zaczęto sobie zdawać sprawę z tego, jak piękne to miasto. I jak ważne w historii!

Kibicuję Grudziądzowi w jego zmianach na lepsze, bo to miejsce, które ze wszech miar warte jest odwiedzenia. Tyle peanów – teraz zdjęcia.

Mściwy topór…

Dzisiaj jestem nie w humorze, bo Garbi poszedł do Ludzi. Trafił w dobre ręce, wiem… Ale żal tego warkotu silnika, i gwizdków. I tego Garbatego Życia 😉

No i żeby sobie ten nie-humor nieco poprawić, postanowiłam sięgnąć po komiks Aidy, który mnie zawsze nastraja refleksyjnie…

Ale jak zwykle parę słów wstępu:

Otóż czas jakiś temu trafiłam wreszcie (wraz z moimi nieodłącznymi Koleżankami – A.S, M.H. i D.L.) do Grudziądza. Natychmiast przyszła mi do głowy owa słynna żurawiejka o 18. Pułku Ulanów Pomorskich z Grudziądza. Zresztą,  jakże mogła mi nie przyjść do głowy, skoro w tradycji rodzinnej Grudziądz przedwojenny istniał bardzo silnie. Właśnie w kontekście Pułku Ułanów. Pamiętam znudzenie, z jakim  słuchałam po raz kolejny opowieści o   małżeństwie pewnego oficera z naszej rodziny z pewną panną z Prus… I za każdym razem opowieść kończyła się ową soczystą żurawiejką.

„Dupa twarda, jak z mosiądza, to ułani są z Grudziądza”

Ilekroć wsiadałam na konia, obligowana rodzinną tradycją, zawsze mi się ta żurawiejka przypominała. I jako dziecko panicznie bałam się tego, że faktycznie wspomniana w niej część ciała zamieni mi się w mosiężną. 🙂 Przy tej ilości spędzonych w siodle (i bez siodła) godzin – to aż dziw, że mi się jednak upiekło…

Grudziądz mnie zachwycił. Jest zwyczajnie piękny. I nie będę się tu rozpisywała – tylko odsyłam do działu „Zdjęcia„…

Trafiłam w końcu na Rynek – no bo trudno nań nie trafić. I doznałam szoku… Otóż na północnej pierzei Rynku wisi sobie dumna tablica o treści następującej:

Mściwy topór zrobił na mnie takie wrażenie, ze stał się częścią mojego motto życiowego 😉

Oczywiście natychmiast zaczęły się spekulacje – jak wygląda mściwy topór…  A sam Ryński stał się symbolem. Co zresztą widać w Pikiecie… Krysia oczywiście nie pozwoliła Mikołajowi tak zwyczajnie zniknąć z historii… W końcu był członkiem społeczności i to całkiem przecież znacznym jej członkiem. Znalazłam w sieci ciekawy artykuł na temat samego Mikołaja jak i szlaku z nim związanego – TU można go przeczytać.

Na deser – jak zwykle – zamieszczam krótką opowiastkę z czasów mikołajowych.

Żaba

Parę dni temu byłam na Żuławach – niespiesznie – rzekłabym – rzemiennym dyszlem podróżowałam.

Parę razy udało mi się ominąć wędrującą żabę, kiedy indziej po prostu się zatrzymałam – i pomogłam potencjalnemu księciu (a może i księżniczce) przejść przez jezdnię. Wszak to teraz czas żabich wędrówek.

żuławska piękność

A przy sposobności postanowiłam sięgnąć do archiwum rewelacyjnych Krysinych Komiksów:)

I proszę się nie dziwić, że ilekroć przychodzę przez Kaplicę – zawsze się uśmiecham i na chwile milknę, nasłuchując, to samo nakazując grupom, z którymi jestem:)

Published in: on 31 Maj 2010 at 19:50  Comments (1)  

Pająk

Winrych jest moim ulubionym Mistrzem. Kiedyś J.T. zapytał – dlaczego akurat on. Nie wiem. Może dlatego, że zanim został Wielkim Mistrzem – był komturem gdańskim… I że to za jego czasów Gdańsk stał się członkiem Hanzy. Nie potrafię wyjaśnić mojej do niego sympatii. Sympatie i antypatie (jak miłość) często są irracjonalne i niewytłumaczalne.

Dość na tym że On i już.  🙂

Ale skoro go lubię i za nim właściwie przyszłam do Malborka ( 😉 )  to chcę ,by wyglądał godnie…

Jakież więc było moje zdumienie i… zniesmaczenie, kiedy pewnego dnia, idąc z wycieczką, ujrzałam pająka bezczelnie zwisającego mu z nosa…

Jak zwykle wystarczyło, bym Krysi o tym powiedziała a natychmiast dostałam stosowną ilustrację 🙂

Od tego czasu – ilekroć koło winrychowego pomnika przechodzę – wydaje mi się, że mruga do mnie porozumiewawczo 🙂

Published in: on 25 Maj 2010 at 17:08  3 Komentarze  
Tags: , , , , , ,

Woda…

Wielka Woda zawsze przerażała. Szczególnie w ostatnich dniach napawa strachem – po tylu latach zaniedbań i systemowego (a także systematycznego) niszczenia całej tzw. infrastruktury…

A tymczasem – przecież niegdyś rozumiano, jak ważna jest ochrona przeciw powodziowa…

Za czasów Konrada von Jungingen (w roku 1407) powstały zalążki związków wałowych. Struktura była jasna: był Zarządca Wałów, któremu podlegało 5 Przysiężnych Wałowych i 12 Przysiężnych Kanałów. Sołtys wsi przeważnie zostawał Przysiężnym Wałowym… Miał obowiązek objeżdżania wałów i kanałów po zimie. Nadto – mieszkańcy każdej wsi mieli obowiązek pracy na przydzielonym odcinku wałów i kanałów. Jeśli się z tego obowiązku nie wywiązali – byli karani! Każdy właściciel ziemi z 1 włóki (czyli ok. 16,8 ha) musiał pracować (naprawiać) 1 sznur wału – czyli ok. 43,5 m.

A jak to dzisiaj wygląda? Wystarczy przejechać się po Żuławach…

Wczoraj miałam Nocne Zwiedzanie na Zamku, wiec jechałam „rzemiennym dyszlem” przez Sobieszewo, Świbno… Parę zdjęć zamieszam poniżej.