Z cyklu Ciekawe – znalezione w sieci

I pomyśleć, że kiedyś tak krytykowałam internet…

Obecnie sporo z niego korzystam i właściwie nie wyobrażam sobie życia bez informacji czerpanych z sieci. Jasne, wiadomości te trzeba filtrować, ale bez internetu nie miałabym na przykład dostępu do bogatej bilioteki Kujawsko-Pomorskiej. No i niebagatelna rola internetu w skracaniu czasu korespondencji… ech, w końcu podobno tylko krowa nie zmienia poglądów.  😉

Jakieś dwa lata temu pisałam o sensacyjnym odkryciu w Kwidzynie, a także o ciekawej publikacji niejako podsumowującej prace. Dzisiaj zaś, szukając tzw. tematów zastępczych (bo mam dośc trudne tłumaczenie do zrobienia i szukam okazji, by się do niego oderwać) – trafiłam na kapitalny program.  Nie wiem kiedy został nakręcony, ale nazwa producenta (Discovery) daje gwarancję ciekawego materiału. A fakt udziału w programie takich sław, jak choćby panowie: R. Czaja, S. Jóźwiak, czy J. Trupinda, że nie wspomnę o innych – znacznie podnosi atrakcyjność materiału. Jako, że dane mi było uczestniczyć w niezmiernie ciekawej konferencji będącej pokłosiem wykopalisk i badań, z tym większą ciekawością oglądnęlam program.

Miłego oglądania 🙂

Mała Pętla Żuław Steblewskich

Właśnie zakończył się czas moich ulubionych wycieczek. To wycieczki na których moje uwielbienie dla Kraju Niskiego znajduje swoje ujście, bo sama układałam trasę. A wszystko zaczęło się, gdy Gosia H. z powodu natłoku zajęć w pracy nie mogła poprowadzić wycieczki w ramach programu Stowarzyszenia Żuławy Gdańskie. Ela Skirmuntt-Kufel zaproponowała mi prowadzenie za Gosię, a ponadto pozwoliła wybrać i opracować trasę, którą sama lubię.

No i wybrałam 🙂

Prowadzę te wycieczki od paru już lat i z niezmienną radością. Za każdym razem bowiem odnajduję coś nowego w miejscach już przecież tak dobrze znanych…

Za każdym razem też mamy inne światło, ale też  inne dzieci jadą. Jedne – jak te ze szkoły w Cedrach Wielkich – są STĄD i doskonale znają te tereny, więc z nimi to raczej była wyprawa „Towarzystwa Zgodnej Adoracji Żuław”… Inne jadą na Żuławy po raz pierwszy, więc moja rola polega na „zakochaniu” ich w tej niezwykłej przejrzystości krajobrazu (cytuję za prof. Bogną Lipińską).

Kiedy układałam program (a może raczej trasę) wyjazdu, zastanawiałam się jakiej chwili w historii się trzymać, jakimi i czyimi śladami podążyć. Zdecydowałam się na czasy państwa krzyżackiego. Zbyt mało wiadomo o tym czasie w historii i wciąż zbyt schematycznie i po sienkiewiczowsku się do tej spuścizny podchodzi…

Przy tym – te wyjazdy są niezwykle ważne dydaktycznie. Pokazują bowiem jak mało jest miejsc, w których dba się o zabytki przeszłości i jak niesłychanie trudna do zmiany jest mentalność tzw. decydentów.

I tu od razu rzuca się w oczy niesłychany kontrast. Jak choćby Grabiny Zameczek – jako szczyt bezmyślnej i niestety nie ukaranej dewastacji, i Krzywe Koło – jako wzór zadbanej wsi i serdecznego podejścia do miejsca zamieszkania…

Mam cichą nadzieję, że kiedy moi Wycieczkowicze dorosną i może staną się Decydentami, nie będą podejmowali takich szkodliwych decyzji (tu ciśnie się słowo absolutnie nieparlamentarne) jak ta, która spowodowała zawalenie się w końcu domu w Żuławkach, ani też nie zezwolą na poniewieranie nagrobków na przykościelnych terenach, tylko dlatego, że nie ma kto się o nie upomnieć… itd… itd… itd…

Wklejam parę zdjęć z części pierwszej Małej Pętli Żuław Steblewskich (powinnam napisać raczej – wariantu Małej Pętli …).

A TUTAJ jedna z moich opowieści (bo nie mam czasu na rozpisywanie się… 😉 )

Olsztyńskie wariacje

Czas na Olsztyn, bo o nim tu jeszcze nie pisałam.

No, to teraz to czynię i to z chęcią. Nie będę podawała powodu, dla którego pojechałam tam wczoraj z AP – bo to można przeczytać tu. Dość, na tym, że mimo barbarzyńskiej godziny pobudki – i konferencji niekoniecznie rewelacyjnej – Olsztyn, jak zwykle, okazał się być urokliwy, śliczny, wart odwiedzenia… i co tam jeszcze mamy w słownictwie na opisanie miasta, które wciąż nie docenione – również samo niespecjalnie zdaje sobie sprawę ze swoich walorów i niezbyt umie je wykorzystać.

Napisałam „jak zwykle”, bo do Olsztyna po raz pierwszy trafiłam parę lat temu – podczas przygotowań do egzaminu warmińsko-mazurskiego. Od tego czasu zajeżdżam tu co jakiś czasy, niezmiennie zauroczona.

I gorąco polecam – kto jeszcze tam nie był – koniecznie należy odwiedzić to miasto.

A wszystko zaczęło się 31 października 1353r. Wtedy to dzisiejszy Olsztyn otrzymał prawa miejskie i nazwę Allenstein (Gród nad Łyną – dla Polaków Holstin, później wymawiano Olstyn). Mądre Głowy twierdzą, że nazwa pochodzi z języka pruskiego. No a skądże by miała pochodzić, skoro to ziemie pruskie! Przy okazji praw miejskich, pada imię zasadźcy i zarazem pierwszego burmistrza – Jana z Łajs. Pochodził z rodziny, którą często spotkać można w dokumentach dotyczących kolonizacji południowej Warmii.

Potem dla miasta nastały tak zwane ciekawe czasy.

Moja niezmienna od lat sympatia do miasta – jest tym  mocniejsza, że w latach 1516-1519 i 1520-1521 administratorem dóbr Kapituły Warmińskiej był Mikołaj Kopernik. Podczas swoich tu bytności mieszkał w zamku kapitulnym.  Do dzisiaj pokazuje się na murze krużganku tablicę wykreśloną ręką Doktora Mikołaja (nad wejściem do komnaty, w której przemieszkiwał). Tablicę wykreślił wprost na murze, i przypuszcza się, że służyła mu jako pomoc do obliczeń pozornego ruchu słońca – podczas równonocy tak jesiennej jak i wiosennej.  Nad tą funkcją pomocniczą naukowcy wciąż dyskutują, ale to najmniej ważne. Ważne, że to konkretna pamiątka po Doktorze Mikołaju!

No i nie bez znaczenia jest też iż to tutaj – w olsztyńskim zamku – Pan Administrator Dóbr Kapitulnych osobiście kierował przygotowaniami do obrony podczas wojny z  Zakonem Krzyżackim w latach 1519 – 1521.

A wracając do funkcji Administratora, jaką pełnił Kopernik – warto odnotować, że objąwszy ją – osiadł w Olsztynie 8 listopada 1516 roku. W czasie administrowania dobrami kapitulnymi – prowadził akcję zasiedlania (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli) ziem opuszczonych głównie w wyniku wojen z krzyżakami.

W celu szczegółowego nadzoru nad osiedleniami – od roku 1481 prowadzono specjalne księgi ewidencjonujące zasiedlone ziemie pod zarządem administratorów. I wśród zapisków w Locationes mansorum desertorum (czyli:  Lokacjach Łanów Opuszczonych) można znaleźć 66 zapisów dokonanych ręką kanonika Mikołaja Kopernika. Z tego 37 dotyczy nowych zasiedleń.

A dalsza historia miasta?? Po tę odsyłam do kalendarium historii miasta.

Warto jeszcze odnotować Wielkiego Olsztynianina – a mianowicie Ericha  Mendelsohna. Bo to powód do wielkiej dumy miasta. Ilekroć bywam w okolicy z grupami – te nie mogą się nadziwić, że to tutaj taka postać przyszła na świat…

A propos bywania z grupami – niestety zbyt rzadko się to zdarza. Biura  podróży wciąż nie umieją na te tereny stworzyć oferty – podczas gdy nasze – indywidualne, przewodnickie pomysły jakoś się świetnie sprzedają 😉 .

Załączam parę zdjęć z Olsztyna. I serdecznie namawiam, by tu zajrzeć po drodze – albo wręcz specjalnie!

Olsztyn także stanowi znakomitą bazę wypadową w okolice.

Niestety zdjęcia są fatalnej jakości – ale na lepsze nie pozwolił aparat… Który zresztą definitywnie dokonał żywota. Może ktoś ma jakieś sugestie, co do sprzętu, jaki powinnam nabyć ??