Z cyklu Zaproszenia – zakup obrazu dla Muzeum Historycznego Miasta Gdańska

Żeby nie było, że pamiętamy muzeum tylko jego zaściankowość, jaka z niego „wylazła” przy sposobności afery z kari-matami 🙂 – gwoli reporterskiej uczciwości zamieszczam ciekawie brzmiące zaproszenie, jakie wpadło do mojej skrzynki mailowej:

Obraz i to jaki!

To rzadkość na rynku sztuki ze względu na czas powstania, osobę artysty i nieznane losy innych jego dzieł. Do zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Gdańska trafi unikatowy obraz gdańskiego malarza. Jego zakup umożliwiła współpraca Muzeum z Browarem Amber. Tajemnica obrazu rozwieje się  28 stycznia br. o godz. 10.15 w Dworze Artusa, Oddziale MHMG. Ten dzień to rocznica urodzin Jana Heweliusza, najlepszy termin na prezentację takiego dzieła.

Rok 2011 w Gdańsku należał do Jana Heweliusza. Wtedy to dzięki „połączonym siłom” MHMG i Browaru Amber, na rynek trafiła nowa marka piwa – Johannes. Część przychodu ze sprzedaży piwa warzonego tradycyjną metodą przeznaczano na zakup muzealnych eksponatów.

Dzięki dofinansowaniu przez browar, 28 stycznia br. w zbiorach MHMG pojawi się nowy obraz przedstawiający….

– Na razie zdradzimy tylko, że to bardzo reprezentacyjny portret – mówi Adam Koperkiewicz, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. – Ze względu na jego tematykę, a także osobę autora rewelacyjnie wpisuje się w kanon zbiorów malarstwa naszej instytucji.

Przed oficjalną prezentacją obrazu Muzeum ujawnia jeszcze, że autorem dzieła jest malarz związany z dziewiętnastowiecznym środowiskiem artystycznym Gdańska. Obrazy artysty wchodziły w skład przedwojennych zbiorów Muzeum Miejskiego. Autor dzieła miał również udział w tworzeniu nie zachowanej dekoracji malarskiej wnętrza jednej z najważniejszych budowli publicznych w Gdańsku.

Serdecznie zapraszamy!

„O donatorze obrazu słów kilka”… sobie daruję, bo te można będzie z pewnością znaleźć na stronie Muzeum, a nadto z pewnością w postaci licznych ulotek na spotkaniu. 😉

Z cyklu Ciekawe – o kłamstwie historycznym

Bardzo ciekawy tekst. Może wreszcie skończy się wpływ Sienkiewicza i wreszcie będzie czytany prawidłowo – czyli tak, jak czyta się powieścidła, i że nie będzie więcej postrzegany jako wykładnia historyczna…

Gdański Mariacki – czyli co można wyczytać ze ścian

Tym razem nie będzie tekstu, a co tam, SAME OBRAZKI wystarczą…

Tym razem mój Mariacki od zewnątrz, jako kopalnia informacji.

😀

Styczniowe życzenia – plaża – reda i skim

Wiem, wiem, już kiedyś TUTAJ pisałam o pewnym styczniowym sztormie…

Dzisiaj nie było sztormu, ale noworocznie mnie wzięło na wspomnienia, kiedy fotografowałam Konrada inaugurującego 2013 rok kąpielą w wodzie mającej około +3⁰ C…

* / *

Dobrego 2013 roku wszystkim – aby każdy miał swój statek – święcący jasno i wyraźnie

😀

statek1

Wieczornie…

Od jakiegoś czasu w modzie jest nocne zwiedzanie…

Spacer ulicami w pięknym oświetleniu, nawet podczas chłodów, daje niezapomniane wrażenia (żeby posłużyć się wytartym sloganem reklamowym). Od lat niezmierną popularnością cieszy się nocny Wiadomy Zamek – i coraz częściej widać także zapotrzebowanie na nocny (czy raczej wieczorny) Gdańsk, Toruń czy Elbląg…

Jako dodatkową atrakcję takiego spaceru wieczornego po mieście, warto by poddać pod rozwagę kierownictwom muzeów udostępnienie danego obiektu podczas takiego spaceru. Każdy zabytek zyskuje niewątpliwie na atrakcyjności właśnie wieczorem. Niejednokrotnie prowadzę grupy do mojego Ulubionego Kościoła, gdzie w przytłumionym świetle, czasem podczas ćwiczeń głosowych rewelacyjnej organistki, mogą podziwiać ogrom budowli. Po latach wciąż wspominają te spacery, twierdząc, że dopiero wieczorem „usłyszeli” historię.

Zapraszam więc na spacer po wieczornym Gdańsku i do wieczornego zamglonego Torunia.

Z cyklu Ciekawe – Kopernik znaleziony w sieci

Lubię Doktora Kopernika.

Polubiłam go wiele lat temu, kiedy to wreszcie uczciwie i rzetelnie zabrałam się za studiowanie jego życia. Bo życie ten pan miał naprawdę bardzo wielowątkowe i na pewno nie nudne. Nie, nie chodzi o te bzdurne sensacje wokoło jego rzekomego związku z Anną Schilling (ale tak to jest, jeśli opinie ferują ludzie nie mający pojęcia o głębokiej przyjaźni czy o powiedzeniu „siedzieć na jednej grzędzie”). Zresztą tutaj zawarłam mój stosunek do tego całego niemądrego szumu medialnego, niemądrego bo spłycającego postać Doktora. To takie znamienne dzisiaj, że jeśli gdzieś nie ma choć kawałka seksu (najlepiej w stylu hard porno), przekleństwa, agenta, spisku czy morderstwa, to wiadomość, czy historia staje się nieciekawa i bywa uważana za nieprawdziwą…

A Doktor Kopernik jest interesujący jako Człowiek na tle WTEDY i TAM.

Toteż ucieszyłam się ze znaleziska (ponownie w sieci) 🙂

Załączam owo znalezisko, czyli odsyłacz do ciekawego programu o Doktorze Koperniku.

Temat Mikołaja Kopernika będzie zajmował kolejne pokolenia, bo wciąż niewiele wiadomo choćby o jego młodości. Nawet czasy stosunkowo dobrze udokumentowane niosą ze sobą tajemnice. Jak choćby położenie słynnego pavimentum, które to sobie sam zbudował dla prowadzenia obserwacji. Między bajki bowiem można włożyć opowieści, że to było na tzw. Wieży Kopernika… Wciąż także ciekawi sprawa wpisania De Revolutionibus do Indeksu Ksiąg Zakazanych (i usunięcia z niego dopiero po niemal 300 latach). Ciekawi też pochodzenie rodziny i geneza nazwiska… No i ten złamany nos, czy szrama na czole. Wciąż porowokują domysły.

Niedługo znowu jadę do Doktora Kopernika podładować akumulatory psychiczne; pewnie też znowu mi się przyplącze jakaś zagwozdka. Bo jak na razie wszystkie zostały rozwiązane 😉

Dom Uphagena w Gdańsku – kolejny wykład z cyklu „Kultura dawnego Gdańska”

Do mojej skrzynki mailowej wpadło zaproszenie na kolejny ciekawy wykład w Domu Uphagena:

28 listopada 2012 r. (środa, godz. 17.00)

mgr Tomasz Bednarz (Centralne Muzeum Morskie),

Tajemnica katastrofy W-27 –

osiemnastowiecznego wraka niderlandzkiego statku handlowego z Zatoki Gdańskiej

O piecach w Królewskiej Fabryce Karabinów w Gdańsku

Już pisałam o tym, że słuchać Panie Jagodę Semków i Weronikę Wojnowską to czysta przyjemność.

Dzisiaj więc postanowiłam jechać do Królewskiej Fabryki Karabinów na ul. Łąkową żeby je spotkać. Miejsce, a raczej dzielnicę, znam z czasów kuratorowania nieletnim, więc niemal z rozrzewnieniem przemaszerowałam z Danką L. i Ewą H. przez nie zmieniony od lat mrok.

W salce panował psychodeliczny klimat, spotęgowany przez niebieskie światło i przywodzący na myśl filmy o zombie… Ale na szczęście znalazł się pewniem młody i na dodatek cierpliwy człowiek, który szybko postawił dodatkowe (normalne) światło, łamiące nieco ten trupi błękit.

Samo spotkanie było świetne. Z całym mnóstwem ciekawych opowieści o PIECACH, historii ich powstania, o miejscach, gdzie wyrabiano kafle. Tu padły nazwy jakże znane! Srokowo, Biskupiec (dzisiaj tu mieści się restauracja i dyskoteka Stara Kaflarnia), Królewiec, Braniewo, Elbląg, Kadyny, Toruń czy Kolbudy.

Po krótkiej walce z techniką, komputer wreszcie „odpalił” i mogliśmy nie tylko słuchać, ale oglądać prezentację… Po raz pierwszy usłyszeliśmy też o subtelnej różnicy między piecami toruńskimi (o trzech „skrzyniach” bez prześwitu), gdańskimi (o dwóch skrzyniach z prześwitem i często na nóżkach drewnianych), czy choćby elbląskimi (te były ceramiczne). Od dzisiaj już wiemy, że generalnie wszystkie te piece nazywane są gdańskimi 😉

Jagoda Semków i Weronika Wojnowska: dwa bieguny – jedna pasja.

Razem tworzą tandem od lat tak jednoznaczny, że nie zdziwiłoby mnie, gdyby za nimi truchcikiem podążały piece gdańskie, berlińskie, ludowe, żuławskie, pałacowe czy jakie tam jeszcze istnieją 😉

Przy obu Paniach też można się ogrzać. Niczym przy tych ich wszystkich po całej Polsce tropionych piecach. Obie emanują ciepłem życzliwości, serdeczności, a przy tym niespożytej energii i nieczęstego dzisiaj … wdzięku.

O wiedzy nie wspominam, bowiem od lat je „śledzę” i jestem dla tej ich wiedzy pełna podziwu. Zresztą tu nie o mój podziw chodzi, bo ja je zwyczajnie lubię. Ale ich wiedza o piecach jest tak szeroka, że służą pomocą innym, organizując odczyty, konferencje, wykłady. Zresztą w tej chwili już, po 15 latach zajmowania się piecami, są uznanymi autorytetami w tej dziedzinie. Współpracują z kwartalnikiem Świat Kominków, wchodząc w skład rady programowej pisma.

Od lat też niezmiennie boleją nad tym, iż nie powstało jeszcze muzeum pieców. Z powodzeniem obie mogłyby zainicjować taką placówkę – gdyby tylko znalazło się odpowiednie miejsce. Mają bowiem eksponatów do stworzenia muzeum aż nadto. Kto nie był jeszcze w Dzwonnicy we Fromborku – niech żałuje i nadrobi, póki jest. Można tam jeszcze oglądać ich wystawę. Dopracowana do najmniejszych szczegółów. Nie tylko wypełniła puste wnętrze jednego z pięter, ale też pozwala pochylić się nad pięknem pieców. Dzisiaj jest ich już coraz mniej. Niszczone są bezmyślnie podczas renowacji mieszkań, czy domów, lub zapadają w niepamięć, rozkradane z opuszczonych ruin dawnej świetności nieistniejącyh już Prus Wschodnich.

(N.B. w numerze 3(30)2011 Świata Kominków znajduje się bardzo ciekawy artykuł obu Pań pt. „Na tyłach historii”, traktujący o piecach kaflowych w pałacach i dworach Warmii i Mazur.)

I właściwie to tyle na dziś 🙂

Ja ogrzeję się w cieple ich opowieści już niedługo, w styczniu przyszłego roku. Bowiem od dawien dawna mamy w zwyczaju (stały skład) kończyć sezon przewodnicko-pilocki właśnie we Fromborku. Ładujemy akumulatory na następny, nie tak odległy już, sezon.

Z cyklu Ciekawe – Beata Sztyber w Zielonej Bramie

Oto zaproszenie – jakie wpadło do mojej skrzynki mailowej:

W Zielonej Bramie prezentowana jest wystawa „Bartholomäus Schachman (1559–1614): Sztuka podróży”,wprowadzająca w świat Orientu, jego modę i obyczaje. W sobotnie przedpołudnia wystawa uzupełniana jest słowem – bajkami „Tysiąca i jednej nocy”, czytanymi przez kustoszy Muzeum Narodowego w Gdańsku.

W sobotę, 6 października 2012 roku o godzinie 11, bajki poczyta i o postaciach oraz zwierzętach z bajek opowie, kustosz Beata Sztyber.

Zapraszamy dzieci i dorosłych na godzinę ze światem Bliskiego Wschodu w tle.

Beata Sztyber!!!

Serdecznie polecam wszystkim, którzy cenią sobie piękno języka, jakość przekazu no i wiedzę ogromną podawaną ze swad i urokiem osobistym 🙂

(i zjada mnie zazdrość, bo ja w tym czasie mam grupę 😉 )

Z cyklu Zaproszenia – Gdańsk – wystawa w Ratuszu Głównego Miasta

Od 25 maja do końca września czeka nas ciekawe wydarzenie w Ratuszu Głównego Miasta Gdańska. Otóż otwarta zostanie wystawa”Citius- Altius- Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu.”

To dla mnie ważne wydarzenie, jako córki mistrzyni Polski w biegach narciarskich; ale ważne dla mnie także ze względu na wspomnienie o Leonie Krzeczunowiczu i Wandzie Czaykowskiej (Krzeczunowiczowej)…

Poniżej wklejam żywcem tekst ze strony Muzeum Historycznego Miasta Gdańska:

Citius- Altius- Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu.

Od 25 maja do 30 września w Ratuszu Głównego Miasta Gdańska obejrzeć można będzie wystawę „Citius- Altius- Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu”. Pretekstem do jej organizacji jest EURO 2012. Bohaterami będą jednak nie tylko piłkarze ale sportowcy oraz dyscypliny sportowe od czasów nowożytnych Igrzysk Olimpijskich, tworzący wielobarwną mozaikę sportowej mapy Pomorza, Warmii i Mazur.

Podstawą prezentacji będzie tu nie tyle narodowość – polska czy niemiecka – lecz miejsce, skąd ci sportowcy pochodzą lub gdzie swe sukcesy osiągali. Pokażemy ciągłość uprawiania sportu, ludzi i ich motywacje, porażki i sukcesy w czasach pokoju i wojny. Wspaniałe sale Ratusza Głównego Miasta staną się areną wspomnień o ludziach sportu, ponieważ zgodnie z ideą twórcy nowożytnych Igrzysk- barona Pierra de Coubertina- sport jest wspólną wartością ludzi różnych ras, religii, kultur, ustrojów politycznych i narodowości. Pokażemy bogatą i długą tradycję organizacji sportowych: m.in. Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, Aeroklubu Gdańskiego czy Klubu Sportowego „Gedania”. Ideą wystawy jest pokazanie wartości kulturowej i siły ducha sportu – części ludzkiej kultury i aktywności.

Specjalne miejsce będą mieli zwłaszcza olimpijczycy z terenów objętych wystawą – zarówno polscy, jak i niemieccy. Będziemy mieli szczególną okazję przypomnieć takich sportowców jak Stefan Szelestowski, Jerzy Młynarczyk, Stanisława Walasiewiczówna, Karol Rómmel, Hans Woelke, Erwin Blask, Zygmunt Chychła, Bronisław Malinowski, Kazimierz Deyna, Zenon Plech, Andrzej Grubba, Leszek Blanik, Dariusz Michalczewski i wielu, wielu innych.

Wystawa stanie się okazją do spotkań z ludźmi sportu, którzy będą snuli swe opowieści i refleksje o sportowych pasjach.

Zapraszamy do śledzenia zapowiedzi wystawy o sporcie oraz do odwiedzenia nas od 25 maja. Szczegółowe informacje publikować będziemy na bieżąco tutaj i na naszym profilu na Facebooku oraz w wielu innych miejscach. Bądźcie z nami!

Kurator wystawy: dr Janusz Trupinda

Ważne to dla mnie wydarzenie, bo nie mam pamiątek sportowych po Matce. Zniszczyła większość, cierpiąc pod koniec życia na chorobę Alzheimera. Ocalało niewiele zdjęć. Ale jedno, z jej sportowych czasów zamieszczam, bo ładne.

A tak swoją drogą, czasem sobie przypominam te kilometry robione na biegówkach rano, przed pójściem do szkoły, i rzuty dyskiem, pod czujnym okiem lekkoatletycznej rodzicielki. A także przypominam sobie zaskoczenie pewnego naiwnego kretyna, który moją matkę zaczepił w ciemnym parku, chcąc jej zabrać torebkę… Nie miał biedak pojęcia, że ta subtelna „etykieta dworu hiszpańskiego” była … dyskobolką. 🙂