A na Żuławach…

Zmęczeni wszechobecną, potęgującą się histerią, umiejętnie podsycaną przez wszystkie media, wsiedliśmy w samochód i wyjechaliśmy z miasta. Byle dalej od bełkotu, byle dalej od cywilizacji. Skoro mamy zachować dystans, to zróbmy to, na całego. A gdzie najlepiej  zniknąć w przestrzeni, zregenerować siły i odprężyć się?

Po resztę wpisu zapraszam do Tutivillusa.

Published in: on 28 marca 2020 at 00:38  Dodaj komentarz  

Na wiosnę – na wróble też…

To musi być wiosna!

Właśnie podsłuchałam międzypokoleniową głośną debatę wróblową…

Po resztę wpisu – zapraszam do Tutivillusa.

🙂

Kraciasta sobota…

Sobota 22 lutego upłynęła mi na dwóch arcyciekawych szkoleniach…

Zapraszam do lektury wpisu i do obejrzenie zdjęć – do Tutivillusa.

 

Takie ferie…

Wiadomo, że wnuki przewodników nie mają lekkiego życia. Muszą zwiedzać, poznawać nowe miejsca, a najlepiej jeszcze pamiętać, co widziały. Tak też było i tym razem.

Na resztę artykułu zapraszam do Tutivillusa.

🙂

Published in: on 4 lutego 2020 at 00:21  Możliwość komentowania Takie ferie… została wyłączona  

Cały kanał na YouTube

Ku mojej radości wróciła możliwość robienia filmików w YouTube 🙂

A wiec – przyjemnego oglądania.

Published in: on 24 listopada 2019 at 20:33  Comments (1)  

Gwoli ścisłości…

Szanowni 🙂

Oto ODNOŚNIK do nowego wpisu na blogu Tutivillusa.

Niewiele się tam dzieje, bo i czasu nie mam za wiele, i przyznam, że i wena gdzieś sobie „wzięła i poszła”. Parę artykułów leży w szufladzie przysłowiowej i czeka na dokończenie. Zdjęcia też czekają na podpisy i opisy. A tymczasem szykuje się następna porcja zdjęć i wrażeń z Łużyc Górnych w marcu.

To tyle wieści na teraz, wracam do porządkowania zdjęć 🙂

Do zobaczenia u Tutivillusa 🙂

Sątopy

Sątopy, To kolejna miejscowość, w której się zatrzymaliśmy na chwilkę, oczywiście, po to by zajrzeć do kościoła. Posadowiony na wzniesieniu, widoczny jest z daleka, poza tym – umiejscowiony jest prawie jak kapliczka na rozdrożu.

Znajdowała się tu niegdyś druga po Smolajnach letnia rezydencja biskupów warmińskich. A wieś lokowana została w lutym roku 1337. Tutaj – jak w wielu innych miejscach Dominium Warmińskiego – pojawia nam się wójt krajowy Henryk z Luter.
Kościół wzniesiony został w połowie wieku XIV, a w wieku XVI świątynia otrzymał ołtarz Św. Jodoka (pentaptyk). Niestety w roku 1930 (?) ołtarz zabrano ze świątyni i przekazano do Muzeum Warmińskiego w Lidzbarku (Warmińskim). W 1953 po konserwacji przekazany został do Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie.

Warto pamiętać (co nie przychodzi łatwo, zwłaszcza jak się pomyśli jak daleko to jest od tzw. wielkiego świata) że tutaj część swojej młodości spędził aktor Paul Wegener (nie mylić z Paulem Wegenerem, gauleiterem rejencji Weser-Ems).

Paul Wegener – aktor – znany jest głównie z reżyserii i głównej roli w Golemie (z roku 1915).

(dygresja!!!  mówiąc o Golemie, jak mantrę powtarza się Pragę, jako to miejsce, gdzie wszystko się rozgrywa. A tymczasem figa proszę Państwa, Golem to Chełm. I rabin Eliasz ben Aaron Jehuda. A cała historia jakoby rozegrała się w Chełmie właśnie, w drugiej połowie wieku XVI.  Proszę, oto odnośnik do stosownego – ciekawego artykułu pana Roberta Kuwałka.

Ale też pamięta się Wegenerowi grę w filmach propagandowych w czasach III Rzeszy, całkowicie zapominając o wsparciu finansowym jakiego udzielał opozycji anty-hitlerowskiej. Tuż po wojnie to on właśnie wskrzesił i był animatorem życia kulturalnego w Berlinie. W tzw. towarzystwie pamięta się jednak głównie o jego sześciu małżeństwach, z czego aż dwa z tą samą partnerką. Zadumani nad niegdysiejszym znaczeniem tych ziem, zastanawiając się, gdzie stał dom, w którym Wegener mieszkał, wdrapaliśmy się na wzniesienie, do kościoła p.w. Św. Jodoka.

Wystrój tej świątyni wprawia w zdumienie. I jest wart obejrzenia – zdecydowanie polecam!

A który to Jodok jest patronem kościoła – można znaleźć w ciekawym artykule Andrzeja Rzempołucha na stronie Muzeum w Olsztynie. Dość powiedzieć, że już 600 lat przed pojawieniem się Św. Franciszka, Jodok rozmawiał ze zwierzętami i uzdrawiał ludzi w swojej pustelni. Potem był autorem wielu cudów, i kiedy zmarł w swojej pustelni, w roku 668, na tym miejscu wybudowano klasztor. Niestety nie przetrwał do naszych czasów (klasztor, nie przetrwał), zniszczony podczas szaleństwa rewolucji. Ale w miejscowym kościele Św. Piotra, (w miejscowości Saint-Josse-sur-Mer) zachowały się relikwie świętego, a „szmatka” zwana całunem Świętego Jodoka, znajduje się w Luwrze, gdzie „pojechała” do konserwacji (znamy to także i z naszego, gdańskiego podwórka… jak choćby trójząb Neptuna przy Chlebnickiej, czy pęk kluczy u bezgłowego komendanta Katowni i Wieży Więziennej).

Święty Jodok okrzyknięty został patron pielgrzymów (do dzisiaj do jego relikwii odbywają się liczne pielgrzymki), także niewidomych, ale też i piekarzy i żeglarzy (to do niego modlą się Wilki Morskie podczas sztormów). Opiekuje się szpitalami i przytułkami. To do niego poiwnni się modlić małżonkowie a wieczną miłość małżeńską, i o potomstwo, bowiem jest patronem płodności (sam jednak wybrał życie pustelnika).  To Jodok strzegł od zarazy (podobniej jak Roch), chornił przed pożarem, pożaru, burzy i gradobicia.

Czczony głównie we Francji i Nadrenii; także w Hesji, Szwabii i Bawarii. Na ziemiach polskich kult Jodoka potwierdzony jest już w XIII w. na Śląsku, Pomorzu i w Prusach

(z postacią Św. Jodoka spotkamy się w innym miejscu na Warmii – we Fromborku. Wystarczy wejść do kruchty zachodniej i spojrzeć na wspaniały portal – prawa strona archiwolty – od strony zewnętrznej. Nad Pannami Głupimi Św. Jodok przedstawiony został w krótkiej tunice z kijem 3-sękowym)

Usprawiedliwienie…

Drodzy Wierni i Stali Czytelnicy, Drogie Panie i Panowie…
Zaczęłam górnolotnie, bo czuję się winna.
Właśnie dostałam uwagę, że pusto, że brak nowych wpisów.
PRZEPRASZAM
Jedyne, co mam na swoje wytłumaczenie, to sezon. A ten w tym roku jest szalony. Nie dający się porównać z żadnym z poprzednich. Dodatkowo – cała reszta moich zapasów energii poszła na grafomaństwo żuławskie. Termin miałam do połowy lipca, umowę podpisałam, przysłowiowa kobyłka rżała u płota…
Teraz zaś przygotowuję się do kolejnej wycieczki, jaką za parę dni będę pilotowała po Polsce…
Obiecuję jednak, że napiszę… Dam głos.
Mam parę fajnych tematów, które nie mogą zostać w szufladzie 😉
Pozdrawiam wszystkich – i dziękuję że tu zaglądacie…

Opublikowano przez WordPress dla Androida

Published in: on 29 lipca 2014 at 07:59  4 Komentarze  

Świątecznie i noworocznie :)

Ponieważ, mimo czasu przedświątecznego ja wciąż szlifuję bruki wszelkie, więc aby potem nie zapomnieć – składam wszystkim życzenia już, na zapas i z rozpędu także i na Nowy Rok:

Do wszystkich moich Miłych Gości sporadycznych i do Czytaczy wiernych,

już teraz składam życzenia najpiękniejszych Świąt:

z iskierką magii, i z radością, i z miłością, i z dziecięcym dreszczykiem na widok pakunków pod choinką, z wyśmienitym jedzeniem (bo co to za Święta bez objadania się ulubionymi potrawami).

Życzę tradycyjnie – stołu zawsze zastawionego, i chęci do spędzania przy nim czasu z ludźmi tego wartymi.

Życzę Wam też, aby każdy dzień Nowego, już 2014, roku był dniem świątecznym, i żeby każdy, bez wyjątku, był wart otwarcia rano oczu.

Życzę też na cały rok odporności na idiotyzmy codzienności, umysłu bez smutków i trosk, szaleństwa w sercu i duszy, ochoty na pomysły „odjechane”, i spotkań w gronie lubianym, podróży może niedalekich, ale za to ciekawych i wartych zapamiętania.

Pieniędzy ? a pewnie, tych też życzę – może jakiś totek się trafi…

Ale przede wszystkim – jak zwykle i jak zawsze – niezmiennie

ZDROWIA Wam życzę.

I pogody ducha…

🙂

i dedykuję moją ulubioną Carol Of The Bells

Published in: on 19 grudnia 2013 at 20:52  Comments (1)  

Rzemiennym dyszlem – kawałek Chełmna z czekoladą i Torunia z pierogami…

Wolne…

To słowo nauczyłam się smakować niczym najlepszą delicję. Tym bardziej, że jak mi się coś zdaje, mój sezon skończy się dopiero w styczniu.

No więc… wolne mieliśmy akurat w tym samym dniu i w niemal tym samym składzie. Ruszyliśmy rano. To znaczy – dobrze po 9:00 zdecydowaliśmy się ruszyć. Celem był Toruń, a po drodze Chełmno. Niestety – jako, że dni są bardzo krótkie (dzięki idiotycznej zmianie czasu na zimowy, która nic nie daje, poza właśnie wcześniejszym zmrokiem), a na dodatek – że zrezygnowaliśmy z jazdy autostradą – w Chełmnie weszliśmy tylko do Fary. Argumentem był brak czasu po drodze do Torunia. Bo przecież to Toruń był naszym celem…

Ale, to wcale nie znaczy, że odmówiliśmy sobie ciastka czekoladowego i szarlotki w Vanilla Cafe (mieszczącą się nad kwiaciarnią Jarzębina). Na to nam jakoś nie zabrakło czasu. 😉  Ale też Chełmno to miejsce na cały dzień. No bo jak tu spokojnie przejść obok detali na budynkach, które – choć wciąż czekają na lepsze czasy – mają swój urok. Jak tu nie „zapaść” się w kojącą ciszę kościołów, czy nie przespacerować się ulicami, wciąż tęskniącymi do starych dobrych czasów rentiersko-urzędniczych plotek u progu domów. Toteż, do Chełmna wrócimy wiosną, kiedy to nie będzie wiatru wciskającego się przejmującym zimnem pod kurtkę, i mżawki skutecznie zniechęcającej do aktywności fotograficznej.

Tak więc – obiecując sobie dłuższą wiosenną wizytę, ruszyliśmy do Torunia.

A tam… No cóż, jak zwykle – nieśpiesznie, i właściwie bez celu. No bo tak trudno zdecydować się na czym zawiesić oko najpierw. Czy na Krzywej Wieży, czy na Świętych Janach, a może na Jakubie, skąpanym w purpurowym zachodzie słońca, czy też może raczej na Ratuszu. Jak zwykle – skończyło się na Mariackim. No i na spacerze w zapadającym zmroku. Jako, że Toruń to także doskonałe pierogi, nie obeszło się bez wizyty w Leniwej przy Ślusarskiej. Niezmiennie pyszne. Tym razem rzuciliśmy się na te z fetą i szpinakiem i na mięso ze szpinakiem. No i mniam!

Tak z rękę na sercu mogę powiedzieć, że ta włóczęga była absolutnie bez celu i jakiegokolwiek programu. Ot, tak. Po prostu, dla samego bycia tam. A dlatego, że w Toruniu bywamy często i nie musimy czegoś konkretnego dotknąć, zobaczyć, zachwycić się czymś, by wiedzieć, że oto jesteśmy w Miejscu Wyjątkowym.

Upolowałam parę widoczków zacnych tak w Chełmnie, jak i w Toruniu.

Niestety OCZYWIŚCIE zapomniałam statywu. Przepraszam za niektóre rozmazane fotki…

🙂