Nowy obraz w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska

Niejako w cieniu nagród Heweliusza odbyła się dzisiaj w Dworze Artusa uroczystość odsłonięcia nowego obrazu. Obraz został zakupiony:

„dzięki dofinansowaniu pochodzącemu ze sprzedaży piwa Johannes”.

Phi, obraz – można by zakrzyknąć. Ale przy mizerii kulturalnej w kraju, gdzie owa kultura staje się dobrem coraz bardziej luksusowym, taka uroczystość daje nadzieję, że jednak nie wszystko przepadło 🙂

Ładując baterię do aparatu, podsłuchałam kąśliwe uwagi:

* że piwo od rana, i to nie najlepsze (za nami ustawiona była lada do degustacji piwa… sponsoring ma swoje prawa, o czym krytykujący widać zapomnieli 😉 ),

* że lepiej widać banner reklamowy browaru niż obraz,

* że ustawa o wychowaniu w trzeźwości (nie widziałam, żeby kogokolwiek zmuszano do picia 😉 )…

No cóż, drodzy malkontenci – gdyby nie ten browar – figę miałoby Muzeum, a nie obraz.

Przecież – jak powszechnie wiadomo, nie ma pieniędzy na kulturę (i w tym moim stwierdzeniu WYJĄTKOWO nie ma kąśliwości, bo to nie tylko polska bolączka).

TUTAJ parę słów o autorze obrazu. A TUTAJ parę zdjęć, jakie udało mi się pośród całkiem sporego tłumu ciekawskich „ustrzelić”…

Cieszmy się więc obrazem – „niech jest„.

Na zdrowie 🙂

Dom Uphagena w Gdańsku – kolejny wykład z cyklu „Kultura dawnego Gdańska”

Do mojej skrzynki mailowej wpadło zaproszenie na kolejny ciekawy wykład w Domu Uphagena:

28 listopada 2012 r. (środa, godz. 17.00)

mgr Tomasz Bednarz (Centralne Muzeum Morskie),

Tajemnica katastrofy W-27 –

osiemnastowiecznego wraka niderlandzkiego statku handlowego z Zatoki Gdańskiej

Prusy Wschodnie. Historia i mit.


Na jednym z forów internetowych napisałam recenzję książki, którą serdecznie polecam!!!

Andreas Kossert.

Prusy Wschodnie. Historia i mit.

Świetna książka, po prostu świetna!

Zawiera wszystko, co niby wiedzą ci, którzy są jakkolwiek związani sercem i duszą z tym kawałkiem świata. Ale podane to wszystko zostało z chłodnym obiektywizmem. I w taki sposób, że beznamiętne fakty mieszają się z cytatami – tworząc z książki coś na kształt koronki – uplecionej z faktów, wspomnień i cytatów różnych „niegdysiejszych”…

Podkreślanie tzw. wielokulturowości Prus (nie lubię tego słowa, bo spłyca pojęcie, ale widać nikt nie wymyślił niczego mądrzejszego) i „rzucanie w oczy” ciekawostkami – po prostu nie pozwala się od książki oderwać.

Polecam na stronie 130 – wzmianka o … flakach – to dla smakoszy 😉

I cytat, bo nie mogę się oprzeć jego urodzie:

„Królewiec to nie tylko stolica Prus, Królewiec to także stolica cukierników. Kto nie zna królewieckiego marcepana? Królewiec wszystkich miast w Europie i na świecie ma na pewno najwięcej pracowni dzieł sztuki nie kanelowanych, lecz kandyzowanych, owych rzeźb z najdelikatniejszego cukrowego alabastru, które jednakowoż równie krótko opierają się zębowi czasu, jak i temu w ustach, dosłownie umierając od słodyczy, z jaką oddają się w służbę smakowi. Królewiec ma – cum grano salis – mniej więcej tyle cukierni, co Lipsk księgarń”

Zapłaciłam w Ossolineum w Gdańsku 43,- zł, – warta każdego grosza!!!

Polecam z czystym sumieniem. Zwłaszcza tym, którzy wciąż nie mogą zrozumieć tego bogactwa kultur i zwyczajów. Tym, którzy na historię tych ziem patrzą wciąż „jednośladowo”. W barwach białej i czarnej, nie widząc odcieni….