Przyjaciele naszych długich zim…

Lubię tandem Jagoda Semków i Weronika Wojnowska, i słuchać mogę bez końca.

Przekonałam się o tym parę „ładnych” lat temu. Byłyśmy przed egzaminem warmińsko-mazurskim i tradycyjnie zaszyłysmy sie „u Ritza” we Fromborku. Jagoda poświęciła nam cały swój czas, by zrobić nam szkolenie (jak zresztą robi to od lat). Temperatura na zewnątrz panowała tak w granicach minus miliard, a my – z Jagodą – zamknięte przez kilka godzin w Katedrze (w której było niewiele cieplej) – słuchałyśmy jej wykładu. O tym jak Maciek Meyer spadł z rusztowania, jak to relikwie w końcu przybyły, kiedy i w jaki sposób świeczniki ocalały, jak to z klęczeniem na rzadko było… dlaczego Pierro Rugierri marzł w swojej sedilli. I, że mimo wszystko… Fleming leży… To ostatnie zdanie pewnie nie dla wszystkich i nie do końca jest zrozumiałe… Ale grunt, że Fleming leży 😀

Toteż, jak Danusia L. dała mi znać, że już w środę, czyli 21.11. o godzinie 17:00 będę mogła posłuchać ciekawych rzeczy, i na dodatek wypowiadanych ładną polszczyzną, to zdecydowałam o przesunięciu wycieczki. Bo ja MUSZĘ tam być. Nawet na to konto polubiłam stronę (na FB) pt. Opowiadacze Historii. I to od nich dowiedziałam się szczegółów spotkania. Wklejam w całości poniżej:

Szanowni Państwo,

serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu Opowiadacze Historii, które odbędzie się 21.11.2012 o godz. 17.00 w Królewskiej Fabryce Karabinów przy ul. Łąkowej 35/38 (wejście od tyłu zespołu przez bramę przy Gdańskich Melioracjach).

Tym razem zaprosiliśmy Jagodę Semków i Weronikę Wojnowską z Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, które opowiedzą nam o piecach kaflowych z przełomu XIX i XX wieku. Wspólnie obejrzymy, dotkniemy i powspominamy również liczne i wciąż zachowane piece kaflowego z Dolnego Miasta.

Serdecznie zapraszamy!
Opowiadacze Historii

Z cyklu Ciekawe – Europa Jagellonica w Warszawie

Nie pamiętam, kto pierwszy zamieścił na nieśmiertelnym FB informację o wyjątkowej wystawie, organizowanej jednocześnie w Muzeum Narodowym i Zamku Królewskim w Warszawie. (Tak na marginesie, może FB zajmie wkrótce miejsce bełkotu telewizyjnego, i prasy, która nie nadaje się nawet do obierania na niej marchewki…).

Ową wystawą jest Europa Jagellonica 1386–1572. Sztuka i kultura w Europie Środkowej za panowania Jagiellonów.

Przeczytałam różne informacje, wysłuchałam transmisję z konferencji prasowej i stwierdziałam, że jadę! Że muszę, że nie przeżyję jeśli nie zobaczę 🙂

Ewa Bratosiewicz szybko zareagowała na moje CHCĘ/MUSZĘ, i kiedy zebrała nas się grupka chętnych – zorganizowała nam szkolenie na wystawie. Absolutnie ekskluzywne szkolenie, wyłącznie dla nas – czyli Towarzystwa Wzajemnej Sympatii, jakie zjechało do Warszawy na jeden dzień z różnych zakątków Polski. Na jeden dzień, na chwilę… Zaopatrzeni w aparaty, i kanapki. I w apetyty na dużą dawkę wiedzy. Przewodnicy i muzelanicy są „okropnymi” klientami kultury. Wiele wiedzą, jeszcze więcej chcą się dowiedzieć, i z reguły czują niedosyt 😉

Ale… Oba szkolenia były bardzo ciekawe. Tak w Zamku jak i w Muzeum Narodowym. A oboje nasi prelegenci wykazali się iście niebiańską cierpliwością, bowiem okiełznać towarzystwo takie jak nasze, to naprawdę nie lada sztuka 😀

A sama wystawa?

TUTAJ jest łącze do strony z migawkami fotograficznymi z wystawy o sztuce i kulturze Europy w dobie Jagiellonów 🙂

Wystawa jest świetna, na pewno warto jechać, nawet z drugiego końca Polski. Tym bardziej, że potrwa tylko do 27 stycznia 2013. Do tego – oferta edukacyjna towarzysząca wystawie jest również bardzo ciekawa.

Żałować należy, że tutaj, na miejscu nie mamy takich wystaw, i z takim „przytupem”. Ostatnią wielką – i to nie w Gdańsku a w Malborku – była ta, o J.C. Schultzu, a jeszcze przed nią wprost monumentalna i rewelacyjna – Imagines Potestatis. A potem … zapadła cisza 😦 Miejmy nadzieję, że to cisza chwilowa, bo nie zawsze można jechać w odległe zakątki kraju na wyjątkowe zdarzenia muzealne. Tym bardziej, że na miejscu mamy tak dzieła, jak i kolekcje, które mogłyby przy odrobinie dobrej woli ściągnąć tłumy… Ale, szkoda czasu by konstatować lokalną mizerię muzealną. Celem wpisu jest zachwyt nad tym, co wiedzieliśmy w Warszawie 🙂

Published in: on 18 listopada 2012 at 01:52  2 Komentarze  

ERRATA – z cyklu Ciekawe – o Bobrach w Delcie Wisły

Drodzy Państwo,

dowiedziałam się własnie – że prelekcja pt. „Bóbr – kłopotliwy mieszkaniec wałów przeciwpowodziowych”, odbędzie się:

15 listopada 2012 roku (czwartek)

godz. 16:00 w siedzibie Centrum Informacji i Edukacji Ekologicznej w Gdańsku,

ul. Straganiarska 43/46.

Oto, co można przeczytać na stronie Centrum Informacji i Edukacji Ekologicznej

Bóbr – kłopotliwy mieszkaniec wałów przeciwpowodziowych

Centrum Informacji i Edukacji Ekologicznej w ramach cyklu comiesięcznych spotkań miłośników ekologii zaprasza na prelekcję

„Bóbr – kłopotliwy mieszkaniec wałów przeciwpowodziowych”
którą zaprezentuje dr Adrian Zwolicki

Spotkanie odbędzie się 15 listopada 2012 roku (czwartek), o godz. 16:00 w siedzibie Centrum Informacji i Edukacji Ekologicznej w Gdańsku, ul. Straganiarska 43/46.

Tematyka spotkania:

  • Ile jest bobrów na  Żuławach Wiślanych i kiedy jest ich za dużo?
  • Jakie są przyczyny konfliktu miedzy bobrem i człowiekiem?

Prelekcja finansowana ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku w ramach projektu „Inwentaryzacja populacji bobra europejskiego – Żuławy Wiślane w obszarze województwa pomorskiego (wraz z rzeką Liwą) z określeniem sposobu minimalizacji szkód” Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych Województwa Pomorskiego w Gdańsku

Serdecznie zapraszamy!
Prelekcja odbędzie się w Centrum, liczba miejsc w Centrum jest ograniczona, prosimy o punktualne przybycie.

Published in: on 14 listopada 2012 at 22:10  Dodaj komentarz  

Mściwy topór krzyżacki – dylemat

Zamilkłam.

Komiks zaległ w mojej skrzynce mailowej – a ja opętana nagłą i pilna pracą, siłą rzeczy opuściłam stanowisko przy komputerze. Potem nagle technika zdecydowała za mnie, i nie dość, że mi „zjadło” całą galerię zdjęć, i do tego wpisy, to na dodatek telefon odmówił współpracy.

No i odkryłam, że to ma nawet i plusy.

Zdecydowanym minusem jednak jest mściwy topór wiszący nade mną… Jakoś dziwnie na czasie mi ten komiks Krysia nadesłała 😉 rozumiem, że podobny dylemat miała sama. I chętnie by zamiast nazwiska Niksza – zobaczyłaby moje – na wiadomej tablicy na rynku w Grudziądzu…

Ale, ale… Zirytowana moim milczeniem Autorka posunęła się nawet do tege, że UWAGA !!!! zamieściła komentarz odautorski 🙂

Święto lasu i wszystkich Świętych 🙂

Wklejam więc komentarz, i załączam odnośnik do KOMIKSU… i idę na obiad, ciesząc się, że swoją głowę mam tam, gdzie być powinna…

p.s. prosze się nie martwić, jeśli nie wszystko będzie zrozumiałe… Od lat porozumiewamy się z Krysią między wierszami i czasem same gubimy wiersze 🙂

Zamieszczam komentarz odautorski do komiksu, ponieważ jak znam życie, autorka bloga jak zwykle wykręci się brakiem weny: bo deszcz pada, bo słońce świeci, bo marzec, bo listopad, bo groszek w zupie, bo kot wpadł na drzwi i tak dalej.

W efekcie ja te wpisy muszę odpracowywać za nią, i tym samym nici z twórczej międzyludzkiej dyskusji.

Jak zwykle i wszędzie to samo – nikt inny tego nie zrobi, człowieku męcz się sam.

Przypominam tylko na marginesie, że rozwój kultury wymaga wymiany myśli.

I, że komentarze odautorskie są nudne i żmudne, o czym zaraz się boleśnie przekonacie.

Oto i on:

1.      Cokolwiek Ryński przeskrobał, ma że tak powiem przerąbane. I to przy samej… tego… przepraszam.

No, w każdym razie, jak go znajdą to  będzie płacz i zgrzytanie zębów. Fakt, że te zęby będą zgrzytały w innej części zamku (Bóg jeden wie, gdzie Ryński znów posiał swoją głowę) raczej nie poprawia sytuacji.

2.      Czerwona wstążeczka na toporze: w demonologii ludowej przedmioty, które mają zwrócić uwagę istoty z zaświatów, muszą mieć kolor czerwony. Dlaczego? Duch/demon/upiór jest zjawiskiem psychicznym, a czerwony kolor ściąga uwagę „w dół“ na poziom fizjologiczny.

W przeciwieństwie np. do fioletu/ultramaryny, który ciągnie myśl  „w górę“. Psychologia tłumaczy to tym, że krew jest czerwona a niebo niebieskie, a z punktu widzenia magii, jeśli stwór zwróci na coś uwagę a więc – zauważy – to to na niego zadziała. Każdy komu się kiedyś śniło, że go bolą zęby wie, co mam na myśli. Więcej na ten temat m. in. u Gieysztora i Marii Janion.

3.      Jeśli właśnie pomyśleliście, że ludzie bywają okrutni, to – suprajs! – macie rację. Witamy w rzeczywistości.

4.      Honor: to takie bardzo niepopularne i w sumie niezrozumiałe pojęcie w naszym czasie i miejscu.

Ludzie zachowujący się szlachetnie i honorowo (jak np. altruiści albo choćby pewien prokurator, który z
przyzwoitości strzelił sobie w łeb) są uważani za wariatów, idiotów a w najlepszym razie za łatwych do wykorzystania frajerów. Mimo wszystko pojęcie honoru istniało i nadal istnieje. Z tego punktu widzenia, w komiksie pojawia się pewien dylemat.

a)      W dawnych czasach istniał zwyczaj – nie tylko w Polsce –  że jeśli ktoś w odpowiedni sposób poprosił w twoim domu o azyl, należało mu go udzielić. W praktyce bywało różnie, ale generalnie tak
było po ludzku, po rycersku, i po chrześcijańsku.

b) Punkt a), punktem a), ale jeszcze pozostaje pkt. 26 Reguły zakonnej, który mówi, że bracia mają żyć ze sobą „harmonijnie“, i że absolutnie nie może być: „złych rozmów, szeptania, obmów, chwalenia
się starymi czynami, KŁAMSTW, przekleństw, lżenia, kłótni, lub czczych słów wychodzących z ust braci.“ W praktyce bywało różnie – jak to w rodzinie – ale nas interesuje komiks. Swój to swój, i ze swoimi się trzyma.

c) Wiemy czym się niby Ryński Krzyżakom naraził. Ryński się wtedy nie przyznał, i zapewne i dziś by się nie przyznał, nie ulega jednak wątpliwości, że mu łeb ucięli („…na rynku w Grudziądzu / na płycie z
mosiądzu / tralala…“ etc.).  Nie tylko za karę, ale też dlatego, że honor wymaga rewanżu (por. ang. „revenge“ – zemsta). Zwróćcie jednak uwagę, że łeb uciął mu dopiero Plauen (nie osobiście…), więc Ulryk może mieć z Ryńskim niewyrównane porachunki. Z drugiej strony Plauen urżnął Ryńskiemu ten łeb oficjalnie, więc niby za cały Zakon wendetę odpracował. Choć kwestia prawnie pozostaje sporna, z pewną przewagą na korzyść Ryńskiego, to na jego miejscu nie narażałabym się – ot, tak na wszelki wypadek.

5. No, na piątym obrazku, to już myślałam, że Ulryk jednak nie wytrzyma. Ryński chyba też tak myślał. Mimo wszystko U. zachował się przyzwoicie. Być może słuchał wykładów prof. Bartoszewskiego. A być
może jest porządny. Ja nie wiem. Ja tu tylko rysuję.

7. Jeśli myślicie, że tło wygląda nierealistycznie, idźcie w marcu rano do refektarza zimowego. Radzę zabrać aparat.

8. Na szóstym obrazku Ulryk podkręca wąsa. Jest to merytoryczny błąd – w owych czasach wąsa nie podkręcano. Można było za to w zamyśleniu głaskać się po brodzie. Rysownik uznał jednak, że podkręcanie wąsa jest bardziej cool.

9. Koniec komiksu wcale nie oznacza happy endu – co będzie dalej pozostawiam wyobraźni czytelników. Możecie dopisywać propozycje. A może głosowanie? Czy ma ktoś potłuczone skorupki? (Nie te od jajek…)

Published in: on 12 listopada 2012 at 18:26  Dodaj komentarz  

4 pory roku – jesień

Od 10 lat jeżdżę tą samą drogą na i z „nocnego” w Wiadomym Zamku…

4 pory roku na Żuławach od lat wpadają mi w obiektyw… Nigdy jednak nie tak samo i nigdy nie to samo 🙂

To jest właśnie to – co tutaj nazywamy magią Żuław.

Bo to jest taka kraina, którą się kocha bezwarunkowo z całym jej błotem, wiatrem czy palącym słońcem. Z babim latem snującym się po świeżo zaoranej ziemi, błyszczącej w jesiennym słońcu. Z mgłami zabierającymi świat sprzed oczu nagle i na wiele kilometrów. To kraina dla koneserów – jak to ktoś kiedyś ładnie ujął. Dla mających czas i ochotę na zachwyt nad kluczem gęsi nad głową, czy wróblem na gałęzi… Dla szaleńców robiących po kilkaset zdjęć jednego dnia – podczas odlotów boćków 😉

Sama mam parę takich miejsc, gdzie zawsze się zatrzymuję, żeby zrobić zdjęcia. Jest to przeważnie ten sam rząd starych wierzb płaczących, albo ten sam rząd topoli, czy ten sam rozłóg pól, no i ten sam wał nad Wisłą, często nawet ci sami ludzie. Ale za każdym razem inaczej 🙂

No a na koniec – nocny widok Wiadomego Zamku – jak nagroda 🙂

Jedyne, co mi psuje radość z mojej dzisiejszej sesji zdjęciowej to fakt, że jakiś durny paproch mi się dostał do aparatu, a ja go nie zauważyłam… Wylazło to świństwo dopiero, kiedy przeglądałam zdjęcia w komputerze… Ale trudno. Załączam takie jakie są… z paprochem w roli głównej 😉

A więc TUTAJ jest moja dzisiejsza jesień…

Z paprochem … i burakami (cukrowymi).

Published in: on 9 listopada 2012 at 23:51  6 Komentarzy  

Z cyklu Ciekawe – o ceramice kadyńskiej w elbląskim Muzeum

To gratka dla każdego kto, tak jak ja, jest zauroczony i zafascynowany zjawiskiem, jakim jest niewątpliwie ceramika kadyńska… Tak właściwie to od niej zaczęły się moje fascynacje przewodnickie. A popielnica z jaszczurką do dziś mi się śni… 😦

Tak więc – kiedy Muzeum w Elblągu opublikowało wpis na FB – bez wahania zgłosiłam obecność 🙂 bowiem ceramiki kadyńskiej nie odpuszczę…

Oto treść zaproszenia do kawiarenki Clio przy Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Elblągu.:

Serdecznie zapraszamy do Muzeum Archeologiczno – Historycznego w Elblągu na kolejne spotkanie w kawiarence Historycznej Clio – wtorek, 13 listopada 2012 r., o godzinie 17.30 – Bulwar Zygmunta Augusta 11 (budynek Gimnazjum). Wstęp wolny.

Mowa będzie o ceramice kadyńskiej.

Gościem najbliższego spotkania będzie dr Barbara Pospieszna, Kurator ds. Badań i Zbiorów Artystycznych w Muzeum Zamkowym w Malborku. Wśród licznych zainteresowań naukowych, specjalne miejsce w jej życiu zawodowym zajmuje dawna ceramika.

Niedawno w opracowaniu B. Pospiesznej ukazał się obszerny katalog kolekcji ceramiki wyprodukowanej w Królewskich Warsztatach Majoliki i Terakoty w Kadynach, zgromadzonej przez znanego elbląskiego kolekcjonera Edwarda Parzycha. Ta największa w Polsce kolekcja „cesarskiej” ceramiki, obejmująca około 500 obiektów, jest częściowo, chociaż w bardzo bogatym wyborze, prezentowana na wystawie w elbląskim Muzeum. Nowa aranżacja została otwarta kilka tygodni temu.

Część katalogowa, obejmująca noty dotyczące kolekcji (obiekty, dane biograficzne i bibliograficzne dotyczące autorów) została poprzedzona przez Autorkę obszernym wstępem historycznym ukazującym dzieje fabryki, charakterystykę nurtów stylistycznych i wzornictwa w różnych okresach jej funkcjonowania. W opracowaniu znalazły się także dane dotyczące technologii wyrobów kadyńskich, ich odbioru na rynku sztuki w czasach funkcjonowania Królewskich Warsztatów oraz współczesnego kolekcjonerstwa ceramiki z Kadyn. Dzięki opracowaniu dr B. Pospiesznej ceramika kadyńska należy do najlepiej rozpoznanych i opisanych naukowo zjawisk dawnego rzemiosła artystycznego naszego regionu.

Organizatorzy: Polskie Towarzystwo Historyczne O/Elbląg i Muzeum Archeologiczno – Historyczne w Elblągu.

Dęby sztynorckie

Trasa przez Sztynort prowokuje refleksje zgoła niewesołe.

Stan, do jakiego dopuszczono i wciąż się dopuszcza tzw. dziedzictwo historyczne dawnych Prus Wschodnich – woła o pomstę. I na nic zdają się lata całe szukania wyjścia z impasu „restauracyjnego”. Zupełnie, jak w tym powiedzeniu, gdzie „krytyk i eunuch z jednej są parafii, każdy wie jak, żaden nie potrafi” 😦

Tak też jest własnie w siedzibie (niestety dawnej już i coraz dawniejszej, także pod względem stanu technicznego) rodu von LehndorffOstatnio jednak jakby coś drgnęło w tym miejscu – bo rok temu widziałam rusztowania na fasadzie pałacu… Ale żeby rusztowania zadziałały, dobrze by było, aby na nich ludzie uwijali się w pracy… Niestety – wiało pustką. Ale, jako, że postanowiłam sobie widzieć tylko plusy podczas tej wyprawy – nie będę opisywała lat zmagań z materią betonu (mentalnego).

Przejechaliśmy więc „mimo” zabudowań pałacowych i przy-pałacowych, zdążając do Harszu na nocleg. Jednakże przed przesmykiem przez jezioro przystanęliśmy zauroczeni urodą dębów. Nie, to nie ta słynna aleja (którą przecież zaczęto wycinać czas jakiś temu !!!).

Dęby jednakże mają tak niesłychaną urodę, że bez względu na wiek i miejsce – warte są obiektywu.

Drzewo magiczne.

W epoce brązu kojarzone z bóstwami gromowładnymi. Dziś wiemy, że cechuje go dobre przewodnictwo elektryczne, no i że ma głęboki system korzeniowy, a także że rośnie nad podziemnymi ciekami wodnymi.. Wtedy tego nie wiedziano…

A więc na terenach nadbałtyckich dąb poświęcony był bogowi Perkunowi (w skandynawii Thorowi, a w kulturze celtyckiej Taranisowi)… Dąb był także drzewem Zeusa gromowładnego.

Drzewo kojarzone z wojną, wiecami, a jego drewno używane było do budowy fortyfikacji, ale także do budowy okrętów wojennych… Dla tej akurat właściwości (między innymi) Anglia sprowadzała dęby m.in. z Królestwa Polskiego, i m.in. dlatego powołano Kompanię Wschodnią

Dąb… Drzewo niestety nie potrafi mówić, ale jak się tak dobrze przyjrzeć korze drzewa, gałęziom, czy otoczeniu – sami sobie potrafimy odpowiedzieć na pytanie: czego był świadkiem…

TUTAJ – zdjęcia dębów po drodze…

Published in: on 7 listopada 2012 at 12:14  Dodaj komentarz  

Granice trzy

Dwa lata temu na łamach tego bloga wyrażałam zdumienie ujrzawszy płot na granicy dwóch światów.

Tym razem jednak dosłownie zaniemówiłam na widok kamery wycelowanej – jak mi się wydawało – prosto w nas, i śledzącej każdy nasz ruch 😉

Otóż podczas naszego tegorocznego urlopu wybraliśmy się zobaczyć na osobiste, własne oczy Trójstyk GranicZnajduje się to miejsce w północno-wschodnim kąciku Polski nieco na północ od drogi 651 z Żytkiejm do Wiżajn. A może nawet jest to czwórstyk granic- bo tutaj województwo warmińsko-mazurskie styka się z podlaskim, a zarazem z Litwą i Rosją. „Pachnie” absurdem, ale prócz tego pięknym lasem i miejscem do spędzenia paru chwil. Oczywiście nie o tej porze roku.

I właściwie tyle w temacie…

Acha – tam stał słupek z napisem „biegun zimna”… No i faktycznie – tego dnia panowała tam temperatura „minus miliard”, i na dodatek wiało!

😉

Published in: on 6 listopada 2012 at 21:46  2 Komentarze  
Tags: , , , , , , , ,

Zwykła niezwykła wycieczka cz.2 – Sejny

Od tej jesieni Sejny jawić mi się zawsze będą jako sympatyczny PRZYSTANEK na trasie 🙂

I nawet fakt, że nie mam ani jednego zdjęcia tamtejszej Madonny Szafkowej (żadne się nie udało) – nie jest w stanie zmienić tego odczucia****.

**** (wpis z 7.11. – MAM zdjęcia Madonny Szafkowej, mam osobiste 🙂 nie ma to jak zrobić porządek w plikach zatytułowanych „różne zewsząd”… wśród różnych zdjęć zewsząd – znalazłam całkiem – całkiem zdjęcia, które niniejszym wklejam do albumu pt. Sejny)

Na dodatek pogoda była piękna (jak na tę porę roku) i wszyscy zaangażowani byli w szukanie grobu przodka (nie, nie mojego, ja nie mam związków z tym kresem Rzeczypospolitej) na tutejszym starym cmentarzu. Nawet, kiedy zamykałam samochód przed Domem Litewskim (każdemu z czystym sercem polecam tamtejszą Karczmębo mają smaczne jedzenie, a przy tym – zacne porcje), jedna z pań zagadniętych uprzednio na cmentarzu, zatrzymała mnie z informacją, że już zna lokalizację grobu… 

A same Sejny ?

No cóż… Jadąc tu po raz pierwszy, nie przypuszczałam, że tyle treści kryje się już w samej nazwie miasteczka. Zresztą, jak twierdzą historycy – jest ona pochodzenia  jaćwieskiego… bo to Jaćwież przecież. Tutaj  jest ciekawy opis tych ziem.

Dotychczas z Sejnami kojarzyło mi się wyłącznie Powstanie Sejneńskie. Mało się o nim mówi, ba! chyba w ogóle. Ale tutaj, w Sejnach nie sposób o tym nie wspominać, zwłaszcza stojąc przy pomniku Poza tym – Sejny to też wspomnienie nieodległych Dobkiszek, położonych (po litewskiej stronie granicy), na południe od trasy Simnas (Simno) – Alytus (Olita – która sama jest ciekawym miastem). Ale wracając do Dobkiszek – tutaj urodził się Szymon Konarski.

Bez względu na związki (lub ich brak) rodzinne czy historyczne, warto sobie zdać sprawę z tego, że ta ziemia ma naprawdę niesłychanie bogatą (co za truizm) historię…

Wystarczy stanąć przed okazałym gmachem klasztoru dominikanów. Można się zadumać nad etniczną złożonością tych ziem, natknąwszy się na pomnik biskupa Baranowskiego (czy Baranauskasa, jak chce litewska część mieszkańców Sejn) nieopodal kolegiaty.

Ale bogactwo i różnorodność Sejn to również ciekawe miejsce, dla miłośników Czesława Miłosza – z racji jego związków rodzinnych z odległą o nieco ponad 8 km na pn-wschód Krasnogrudą.

Dla tych, którzy lubią podróże dalsze niż bliższe – dobrym źródłem do poznania litewskich okolic Sejn jest przewodnik Tomasza Krzywickiego pt. Litwa.

A wracając do Sejn – to nie tylko samo miasteczko. To także liczne szlaki turystyczne i ciekawe miejscowości w tzw. okolicy.

No i – nigdy bym się nie spodziewała, że w tym sennym miasteczku pogranicza znajdę tyle ciekawostek.

🙂

Zwykła niezwykła wycieczka cz.1 – wilki

W zleceniu wyraźnie „stało”, że jadę m.in. do Mariampola na Litwie. A grupę miałam spotkać w Suwałkach. Rano.

A więc trzeba było jakoś do nich i po nich dojechać…

Wyjechałam z Gdańska o zmroku, po skończeniu oprowadzania – tak by dojechać do Giżycka na nocleg. Tam się zdecydowałam zatrzymać, by rano ruszyć do Suwałk po moją grupkę.

Na trasie było niemal pusto…

Za Kętrzynem – chyba gdzieś w okolicach Kwiedziny, nagle z lasu wyszedł pies. Zwolniłam – w nocy pies… Taki jakiś duży i dorodny. Sam na drodze, w lesie, nie wiadomo co mu strzeli do głowy… Miałam nadzieję, że nie ranny jakiś, bo przecież nie przejechałabym obok, tak po prostu. Pies stanął na poboczu i odwrócił głowę, spoglądając w światła reflektorów. Skoro stanął na poboczu, a na rannego nie wyglądał, to przejechałam sobie wolno, przypatrując mu się „jednym okiem”. Zgłośniłam sobie muzyczkę, i w dobrym nastroju jechałam dalej – odliczając, ileż to mi jeszcze zostało do Giżycka… Kawałek za zjazdem do Martian, znowu jechałam przez las (tak, jakby las stanowił tu jakiś ewenement). I znowu musiałam zwolnić – bo na drodze ponownie ukazał się pies. Tak samo duży, jak poprzedni. Stał, podobnie jak tamten – na poboczu. W jego postawie jednak było coś, co mimowolnie przywołało na myśl historie Mowgli’ego

Wyłączyłam długie światła, żeby go nie oślepiać, i wolno podjechałam. Spojrzał w moim kierunku, po czym spokojnie wrócił w leśną ciemność, z której wyszedł. Przejechałam wolno, zastanawiając się skąd dwa podobne psy w dość dużej odległości tak od domostw, jak i od siebie.

I nagle mnie olśniło. Na myśl mi przyszedł sierpniowy artykuł na portalu MojeMazury.pl.

Wilcy wrócili 🙂

Zupełnie irracjonalnie zrobiło mi się nieswojo, zwłaszcza kiedy przypomniałam sobie oczy tych obu „psów”. Jednocześnie pomyślałam o wspaniałych zdjęciach wilków, jakie kiedyś Adam Wajrak zamieścił  gdzieś w sieci. No cóż, rzadko zdajemy sobie sprawę, jak piękne to zwierzęta, dopóki ich nie spotkamy osobiście. Ja to moje spotkanie zapamiętam na pewno! Oba zwierzęta były piękne i wzbudzały szacunek…

A ja – w zachwycie po niespodziewanym spotkaniu, zajechałam w końcu do Giżycka. Tradycyjnie – ze trzy razy przejeżdżałam przez most obrotowy na kanale Łuczańskim, zanim dojechałam do mojego hotelu. Kiedy po raz drugi przejeżdżałam przez Kanał, pomyślałam, że następnym razem zatrzymam się w hotelu St. Bruno. Nocleg w hotelu, koło którego i tak się przejeżdża niemal zawsze, może być alternatywą na krążenie po mieście nocą. Pamiętam ten obiekt, zanim stał się hotelem. Nikt chyba nie przypuszczał, że ten walący się budynek stanie się niejako wizytówką Giżycka.

A tak w ogóle, to warto – jadąc do, lub przez Giżycko, przypomnieć sobie jego historię. TUTAJ jest odnośnik… No i koniecznie trzeba wygospodarować czas na odwiedzenie Twierdzy Boyen… Robi wrażenie nawet na odpornych na pruską architekturę militarną 🙂

p.s. i niech mi NIKT nie mówi, że w Giżycku nie można się zgubić 🙂 mnie się to zdarza systematycznie od paru ładnych lat 😀