Znalazłam zdjęcia z wyprawy do Wozławek, skleiłam z nich filmik i zamieszczam tutaj :
A tak na marginesie – tęsknię za leniwym październikiem w Prusach Wschodnich 🙂
Znalazłam zdjęcia z wyprawy do Wozławek, skleiłam z nich filmik i zamieszczam tutaj :
A tak na marginesie – tęsknię za leniwym październikiem w Prusach Wschodnich 🙂
Ważna informacja z MHM Gdańska
Godziny otwarcia Oddziałów Muzeum Historycznego Miasta Gdańska:
Ratusz Głównego Miasta, Dwór Artusa, Dom Uphagena, Muzeum Poczty Polskiej
i Muzeum Bursztynu
Sezon letni w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska rozpoczyna się od 1 czerwca 2012 r i trwać będzie do 15 września 2012 r.
W czerwcu 2012 r wszystkie Oddziały Muzeum otwarte są dla zwiedzających od godziny 10.00 do 19.00, w niedziele od 11.00 – 19.00, poniedziałki (dni wolnego wstepu) od 11.00 – 15.00, wejście co 30 min.
W dniu 7 czerwca 2012 roku (Boże Ciało) – Muzeum bedzie nieczynne.
W Święto Wojska Polskiego i Wniebowzięcia Matki Boskiej przypadające 15 sierpnia 2012 r.(środa) – Muzeum będzie nieczynne.
Wartowni nr 1 na Westerplatte
W dniach 20 maja – 2 września 2012 roku oddział będzie otwarty dla zwiedzających każdego dnia tygodnia od godziny 9.oo do 19.oo, w dniach 3-30 września 2012 roku od godziny 9.00 do 16.00.
Oddział będzie również czynny w święta: 7 czerwca 2012 r. ( Boże Ciało) i 15 sierpnia 2012 r.
Twierdza Wisłoujście
Czynna poniedziałek – niedziela 10.00 – 19.00 ostatnie wejście o godz. 18.30
Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie przysłało mi bardzo ciekawe zaproszenia na Warsztaty Bałtyjskie…
Ech… sezon w pełni i na pewno nie pojadę, a chętnie bym posłuchała opowieści o hipotetycznych śladach dziedzictwa kulturowego staropruskich Sasinów w okolicy reliktu ich dawnego grodu stołecznego.
Ale może ktoś z Szanownych Czytaczy będzie miał przysłowiową chwilkę, by zatrzymać się w biegu i przysiąść w sali muzealnej na prelekcję w dniu 31 maja, czwartek, godz. 18.00, Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie.
Sezon „jeżdżony i biegany”.
No i nie da rady pisać. Może by i dało, ale do „robienia” trasy ustalonej dochodzi robienie trasy swojej, na tzw. „zaś”. No i przygotowywanie się każdorazowe do każdej wycieczki…
I nagle okazuje się, że brakuje czasu na czytanie dla siebie i na pisanie z sensem 😉
A tymczasem – nazbierało się wrażeń, oj nazbierało… Daruję sobie te prywatne i złośliwe, a skoncentruję się raczej na uwagach z trasy.
Przede wszystkim – Bristol. Wielki zawód. To zdecydowanie i na pewno już nie ta klasa z opowiadań o babcinych wizytach. No i to nawet już nie ten hotel z dzieciństwa, kiedy pachniał luksusem i wyjątkowością przy każdej wizycie w Polsce. Wtedy nie każdego było na niego stać, nie każdy też mógł tam mieszkać… A dzisiaj? hm… praktycznie żadna różnica (poza cenową) między tym, a innymi dobrymi hotelami. A śniadania? słynne śniadania? są niestety takie same, jak gdziekolwiek indziej. Chociaż – bekon mają bardziej spalony 😉
Co do reszty – zdecydowanie miłe zaskoczenie w gdańskiej Brovarni. Chyba zmieniono tam szefa kuchni, bowiem ryba wreszcie ma smak. I wreszcie nie jest wyprana. Ale aby ugruntować wrażenie – muszę zabrać tam jeszcze parę grup 😉
Częstochowa… Hm… no cóż, może kiedyś doczeka się hotelu z prawdziwego zdarzenia. Ale, tu również zmiana na lepsze 😉 zeszłoroczny raban i pismo do centrali dał widać efekt… Miasto też zaczyna robić coraz lepsze wrażenie, jest coraz ładniejsze.
A co do całej reszty trasy – hm… Kraków jak zwykle tłumny i powala na kolana, Warszawa kolorowa i pełna ciekawostek, Toruń – jak zwykle zachwycający.
A jak na tle tych wielkomiejskich atrakcji wypada mój ukochany Frombork?
Świetnie!
Kawa i ciastko w Wieży Wodnej, w miłej atmosferze, i z widokiem na Wzgórze Katedralne. To wszystko powoduje, że wszystkie moje grupy, bez wyjątku, są zachwycone Fromborkiem. Pomijam już samą katedrę czy muzeum, które ma świetną ekspozycję (wielka zmiana na PLUS). Tu całość (łącznie z Tolkmickiem, Suchaczem czy Kadynami) sprawia, że to tutaj moje grupy (i ja) znajdują odpoczynek. I co ważniejsze, to tutaj w końcu naprawdę rozumieją życie Doktora Mikołaja K. Ale też i tutaj łatwiej tłumaczyć sens roku 1945. A także to, co wydarzyło się potem.
To tyle… Następny raport z trasy – nie wiem kiedy 🙂
Zdjęcia zamieściłam TUTAJ – bo na blogu zabrakło już miejsca 🙂
Znalezione na blogu Stary Malbork – ot, taka gratka:
MUZEUM ZAMKOWE W MALBORKU ZAPRASZA NA PROJEKCJĘ FILMÓW O ZAMKU
Między innymi film „Pożar dachów w Zamku Średnim” ze zbiorów Filmoteki Narodowej w Warszawie będzie można obejrzeć podczas konferencji „X Muza a odbudowa i konserwacja zamku w Malborku”, na którą zaprasza mieszkańców Muzeum Zamkowe.
Konferencja „X Muza a odbudowa i konserwacja zamku w Malborku” odbędzie się 16 maja.
Rozpocznie się o godzinie 10 w zamkowym centrum Karwan.
W PROGRAMIE KONFERENCJI:
10.00 – otwarcie konferencji przez dyrektora Muzeum Zamkowego w Malborku Mariusza Mierzwińskiego
10.10 – „W znaku Marii. Symbolika monumentalnej figury Marii z Dzieciątkiem z Kościoła Zamkowego w Malborku” — dr Barbara Pospieszna
10.20 – „O ikonografii Kościoła Najświętszej Marii Panny na Zamku Wysokim w Malborku” — mgr Justyna Lijka
10.30 – „Wyposażenie Kościoła Najświętszej Marii Panny” — mgr Bartłomiej Butryn
10.40 – „Zniszczenia zamku w 1945 roku” — mgr Ryszard Rząd
10.50 – „Uwarunkowania konserwatorskie rewitalizacji Kościoła Najświętszej Marii Panny na Zamku Wysokim w Malborku” — mgr Mirosław Jonakowski
11.00 – 11.30 – dyskusja moderowana przez dra hab. Janusza Hochleitnera
11.30 – 11.50 – przerwa
11.50-12.30 – „X Muza w Malborku” – pokaz filmów archiwalnych przygotowany przez mgr Jolantę Justę
• „Pożar dachów w Zamku Średnim” — zbiory kronik filmowych z Filmoteki Narodowej w Warszawie
• „Odbudowa Kościoła Najświętszej Marii Panny na Zamku Wysokim” — film autorstwa Macieja Kilarskiego ze zbiorów Muzeum Zamkowego w Malborku
• „Sylwetka Macieja Kilarskiego i jego metoda badawczo-konserwatorska” — wywiad nagrany w 2003 roku, ze zbiorów Muzeum Zamkowego w Malborku
godz. 12.30-13 – dyskusja
Konferencja poprzedzi otwarcie nowej ekspozycji w Muzeum Zamkowym.
O godz. 16 rozpocznie się wernisaż wystawy młyna na Zamku Wysokim.
Konferencja i wernisaż Młyna są otwarte dla publiczności
I znowu jak co roku – wpisuję usprawiedliwienie z sezonem w tle…
Dotychczas mogłam pisać chociażby w nocy, bo grupy miałam o tzw. przyzwoitej godzinie. Czyli po porannej kawie. Teraz już zaczynam „szlif bruków wszelkich” wcześnie – przed poranną kawą, więc chodzę spać niemal z kurami 🙂
Będę pisała albo nagrywała z tzw. marszu – ale na pewno nie regularnie – za co przepraszam …
Będzie ciekawie 🙂
30 maja 2012 czyli ŚRODA – Dom Uphagena – godz. 17.00.
Dr Dariusz Piasek (III LO Gdynia):
„Gdańsk na Żuławach – Żuławy w Gdańsku, czyli o związkach gdańsko – żuławskich w XVI-XVIII w.”
Od 25 maja do końca września czeka nas ciekawe wydarzenie w Ratuszu Głównego Miasta Gdańska. Otóż otwarta zostanie wystawa”Citius- Altius- Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu.”
To dla mnie ważne wydarzenie, jako córki mistrzyni Polski w biegach narciarskich; ale ważne dla mnie także ze względu na wspomnienie o Leonie Krzeczunowiczu i Wandzie Czaykowskiej (Krzeczunowiczowej)…
Poniżej wklejam żywcem tekst ze strony Muzeum Historycznego Miasta Gdańska:
Citius- Altius- Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu.
Od 25 maja do 30 września w Ratuszu Głównego Miasta Gdańska obejrzeć można będzie wystawę „Citius- Altius- Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu”. Pretekstem do jej organizacji jest EURO 2012. Bohaterami będą jednak nie tylko piłkarze ale sportowcy oraz dyscypliny sportowe od czasów nowożytnych Igrzysk Olimpijskich, tworzący wielobarwną mozaikę sportowej mapy Pomorza, Warmii i Mazur.
Podstawą prezentacji będzie tu nie tyle narodowość – polska czy niemiecka – lecz miejsce, skąd ci sportowcy pochodzą lub gdzie swe sukcesy osiągali. Pokażemy ciągłość uprawiania sportu, ludzi i ich motywacje, porażki i sukcesy w czasach pokoju i wojny. Wspaniałe sale Ratusza Głównego Miasta staną się areną wspomnień o ludziach sportu, ponieważ zgodnie z ideą twórcy nowożytnych Igrzysk- barona Pierra de Coubertina- sport jest wspólną wartością ludzi różnych ras, religii, kultur, ustrojów politycznych i narodowości. Pokażemy bogatą i długą tradycję organizacji sportowych: m.in. Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, Aeroklubu Gdańskiego czy Klubu Sportowego „Gedania”. Ideą wystawy jest pokazanie wartości kulturowej i siły ducha sportu – części ludzkiej kultury i aktywności.
Specjalne miejsce będą mieli zwłaszcza olimpijczycy z terenów objętych wystawą – zarówno polscy, jak i niemieccy. Będziemy mieli szczególną okazję przypomnieć takich sportowców jak Stefan Szelestowski, Jerzy Młynarczyk, Stanisława Walasiewiczówna, Karol Rómmel, Hans Woelke, Erwin Blask, Zygmunt Chychła, Bronisław Malinowski, Kazimierz Deyna, Zenon Plech, Andrzej Grubba, Leszek Blanik, Dariusz Michalczewski i wielu, wielu innych.
Wystawa stanie się okazją do spotkań z ludźmi sportu, którzy będą snuli swe opowieści i refleksje o sportowych pasjach.
Zapraszamy do śledzenia zapowiedzi wystawy o sporcie oraz do odwiedzenia nas od 25 maja. Szczegółowe informacje publikować będziemy na bieżąco tutaj i na naszym profilu na Facebooku oraz w wielu innych miejscach. Bądźcie z nami!
Kurator wystawy: dr Janusz Trupinda
Ważne to dla mnie wydarzenie, bo nie mam pamiątek sportowych po Matce. Zniszczyła większość, cierpiąc pod koniec życia na chorobę Alzheimera. Ocalało niewiele zdjęć. Ale jedno, z jej sportowych czasów zamieszczam, bo ładne.
A tak swoją drogą, czasem sobie przypominam te kilometry robione na biegówkach rano, przed pójściem do szkoły, i rzuty dyskiem, pod czujnym okiem lekkoatletycznej rodzicielki. A także przypominam sobie zaskoczenie pewnego naiwnego kretyna, który moją matkę zaczepił w ciemnym parku, chcąc jej zabrać torebkę… Nie miał biedak pojęcia, że ta subtelna „etykieta dworu hiszpańskiego” była … dyskobolką. 🙂
Znalazłam taką wiadomość – wpisaną przez Bogdana Gałązkę na nieśmiertelnym (?) Facebooku:
Z Gothic Cafe nikt nie wychodzi głodny, ale jeśli macie ochotę zabrać ze sobą odrobinę naszych smaków lub podzielić się nimi z kimś, kto nie mógł akurat nas odwiedzić – mamy dla Was pyszne rozwiązanie.
Dla tych, którzy mają do nas chwilowo za daleko, lub nie mogą doczekać się odwiedzin w Malborku, przygotowujemy właśnie możliwość zamówienia sobie naszych łakoci w paczce, prosto do domu.
Nooooooooooooo, to dopiero rewelacyjna informacja!!!
Teraz można będzie zamówić do domu – między innymi – choćby owe słynne i absolutnie niebiańskie PRALINY Mistrza Gałązki !!
Na elegancki prezent!!!
Na każdą okazję 🙂
Ach, i te ich konfitury o smaku zupełnie domowym – jak u przysłowiowej babci…. Mniam…
W niedzielę wiozę grupkę na Zamek – więc na pewno wpadnę na lunch i … PRALINKĘ 😉
I kolejny ciekawy artykuł Lecha Słodownika – jaki w całości kopiuję z portalu NaszElbląg.pl
Wprawdzie od zarania dziejów Elbląga przeważającą część jego mieszkańców stanowili Niemcy, tym niemniej w mieście osiedlali się również przedstawiciele innych nacji, by wymienić wypędzonych Hugenotów z Francji, Szkotów i Anglików, mennonitów, protestantów wypędzonych z Salzburga w Austrii, Żydów, Polaków oraz Szwajcarów.
Hotel Dwór Królewski na rogu ul. Krótkiej i Placu Słowiańskiego. Na prawo – wejście do pierwszej siedziby konsulatu Szwajcarii w Elblągu - Autor: archiwum Lecha Słodownika
Elbląg stanowił swoisty tygiel narodowościowy i kulturowy – ale w dobrym tego słowa znaczeniu. W dziejach miasta nie odnotowano jakiś głośnych waśni, animozji narodowościowych czy religijnych, a wręcz przeciwnie – wszyscy czuli się tutaj dobrze i na ogół szybko asymilowali się z miejscowymi. Po I wojnie światowej była w Elblągu krótko Agencja Polska (przejęta później przez Konsulat Polski w Kwidzynie) oraz działały konsulaty Danii, Estonii, Szwecji, Holandii i Szwajcarii.
W nowożytnych dziejach Elbląga Szwajcarzy odegrali niepoślednią rolę, więc parę słów na ten temat. Przed II wojną światową na terenie Niemiec mieszkało prawie 54 tys. Szwajcarów, z czego na terenie Prus Zachodnich i Wschodnich ok. 2 tys. Osadnictwo szwajcarskie w Elblągu, na Żuławach i innych terenach miało w większości charakter gospodarczy. Wg danych statystycznych ok. 60 % osadników szwajcarskich zaangażowanych było w produkcji serów, 30 % w przemyśle mleczarskim a ok. 10 % w innych dziedzinach gospodarki. Z tego powodu już w 1879 r. został otwarty w Królewcu pierwszy konsulat szwajcarski, który w 1920 r. został przeniesiony do Elbląga i był w tamtym czasie siódmym przedstawicielstwem Szwajcarii na terenie Niemiec.
Od 1.04.1939 r. konsulat w Elblągu reprezentował interesy Szwajcarów również z terenu Wolnego Miasta Gdańska oraz z Okręgu Kłajpedy. Do dzisiaj w bliższej i dalszej okolicy Elbląga zachowało się wiele mleczarni i serowni, które przed 1945 r. prowadzili z dużymi sukcesami Szwajcarzy. W Elblągu dużą serownię i skład serów szwajcarskich oraz tylżyckich prowadził przy Mühlendamm 52 i 53 (obecnie R. Traugutta) Heinrich Wüthrich, który miał ponadto zakłady w Adamowie, Wikrowie, Nowakowie, Nogatowie, we wsi Stobiec oraz na terenie Wolnego Miasta Gdańska.
Spośród elbląskich Szwajcarów kilku było elektromechanikami, inżynierami a nawet kaznodziejami. Wymienić trzeba m.in. wybitnego inżyniera Theodora Müllera, który był bliskim współpracownikiem F. Schichaua i K. Ziese. W Malborku i Królewcu działały stowarzyszenia skupiające Szwajcarów.
Pierwszym konsulem honorowym Szwajcarii w Elblągu został 10.12.1920 r. Ernst Stucki, który urzędował początkowo w biurze przy Placu Fryderyka Wilhelma 18 (obecnie Plac Słowiański) obok hotelu „Dwór Królewski”, a następnie przy Alei Grunwaldzkiej 45, w masywnym, secesyjnym budynku z przełomu XIX/XX w. Z początkiem września 1943 r. został przemianowany w konsulat zawodowy. Po 1945 r. znajdowała się tutaj pierwsza siedziba elbląskiego starostwa powiatowego.
Konsul E. Stucki będąc już dosyć nobliwym wieku, poślubił latem 1944 r. w kościele NMP młodą elblążanką, swoją gosposię i na początku 1945 r. wyjechał do Szwajcarii. Zastępował go wicekonsul Karl Brandenburger, którego wspomnienia z walk o Elbląg i pierwszych powojennych miesięcy 1945 roku stanowią niezwykle cenne źródło historyczne do poznania tamtego ponurego i tragicznego okresu. Elbląscy Szwajcarzy kierowali się wówczas dosyć naiwnym przekonaniem, że ich ta wojna nie dotyczy a czerwonoarmiści uszanują szwajcarskie paszporty. Wkrótce okazało się, że „wsypani do jednego wora” z Niemcami byli podobnie traktowani. Obrabowano ich z wszelkiego dobytku, paszporty oraz listy ochronne porwano (ZSRR nie miał wówczas żadnych kontaktów dyplomatycznych ze Szwajcarią) i internowano w piwnicy budynku przy Lessingstraße (w latach 1975 – 1999 siedziba Urzędu Wojewódzkiego).
Stopień ich naiwności obrazowały m.in. takie fakty jak wywieszane na domach flagi Szwajcarii lub zamieszczane napisy w rodzaju: „Ten dom jest własnością obywatela Szwajcarii. Pod groźbą kary zabronione jest jakiekolwiek jego uszkadzanie lub niszczenie”. Szwajcarzy nie zdawali sobie sprawy, że dla sowieckich kul, bomb oraz krasnoarmiejców jest to wszystko ganz egal /wsio rawno! Nie polepszyła ich losu także bezpośrednia rozmowa K. Brandenburgera z sowieckim generałem G. I. Anisimowem.
Czy obecnie są jakieś ślady pobytu pracowitych i zaradnych Szwajcarów w Elblągu i okolicy? Oczywiście tak. Jest to zachowany budynek konsulatu, zabudowania nieczynnych już serowni, mleczarni oraz funkcjonujące wśród starszych ludzi takie określenia słowne jak „szwajcar”, „ober-szwajcar”, czy „wyglądasz jak szwajcar” etc. Odnoszą się one do nie istniejącego już zawodu mleczarza zajmującego się udojem krów, obrządkiem przy świniach, który nie zawsze schludnie wyglądał i niezbyt zachęcająco „pachniał”. W Elblągu przy ul. Sadowej/Bema znajduje się stosunkowo dobrze zachowany cmentarz, gdzie chowano Szwajcarów z miejscowej protestanckiej gminy reformowanej. Już kilkanaście lat mieszka w naszym mieście Brigida Strazzer-Gawron, która znalazła tutaj swoją drugą – szczęśliwą ojczyznę i jest powszechnie akceptowana przez tubylców.
Niestety, nie ma już żadnych przedstawicielstw dyplomatycznych, chociaż… niektórzy mówią, że naprzeciwko dawnego konsulatu Szwajcarii przy Alei Grunwaldzkiej 45 mamy od 1995 r. amerykańską ambasadę, czyli… restaurację McDonalds!
Lech Słodownik