Z cyklu Ciekawe – Jagoda Semków o nekropoliach

Lubię podczytywać Portal Kulturalny Warmii i Mazur. Często można trafić na takie oto perełki: Jagoda Semków opowiada o nekropoliach. Ktoś może się skrzywić, że ot, smutny temat. Ale w kontekście świetnej wystawy, jaką  do października tego roku można zwiedzać (a właściwie kontemplować), ten temat pasuje jak ulał…

Przyjemnego słuchania – a Jagody słucha się z przyjemnością, bo przywodzi na myśl hasło „Człowiek Renesansu”. 🙂

W biegu – z trasy – po drodze

Sezon „jeżdżony i biegany”.

No i nie da rady pisać. Może by i dało, ale do „robienia” trasy ustalonej dochodzi robienie trasy swojej, na tzw. „zaś”. No i przygotowywanie się każdorazowe do każdej wycieczki…

I nagle okazuje się, że brakuje czasu na czytanie dla siebie i na pisanie z sensem 😉

A tymczasem – nazbierało się wrażeń, oj nazbierało… Daruję sobie te prywatne i złośliwe, a skoncentruję się raczej na uwagach z trasy.

Przede wszystkim – Bristol. Wielki zawód. To zdecydowanie i na pewno już nie ta klasa z opowiadań o babcinych wizytach. No i to nawet już nie ten hotel z dzieciństwa, kiedy pachniał luksusem i wyjątkowością przy każdej wizycie w Polsce. Wtedy nie każdego było na niego stać, nie każdy też mógł tam mieszkać… A dzisiaj? hm… praktycznie żadna różnica (poza cenową) między tym, a innymi dobrymi hotelami. A śniadania? słynne śniadania? są niestety takie same, jak gdziekolwiek indziej. Chociaż – bekon mają bardziej spalony 😉

Co do reszty – zdecydowanie miłe zaskoczenie w gdańskiej Brovarni. Chyba zmieniono tam szefa kuchni, bowiem ryba wreszcie ma smak. I wreszcie nie jest wyprana. Ale aby ugruntować wrażenie – muszę zabrać tam jeszcze parę grup 😉

Częstochowa… Hm… no cóż, może kiedyś doczeka się hotelu z prawdziwego zdarzenia. Ale, tu również zmiana na lepsze 😉 zeszłoroczny raban i pismo do centrali dał widać efekt… Miasto też zaczyna robić coraz lepsze wrażenie, jest coraz ładniejsze.

A co do całej reszty trasy – hm… Kraków jak zwykle tłumny i powala na kolana, Warszawa kolorowa i pełna ciekawostek, Toruń – jak zwykle zachwycający.

A jak na tle tych wielkomiejskich atrakcji wypada mój ukochany  Frombork?

Świetnie!

Kawa i ciastko w Wieży Wodnej, w miłej atmosferze, i z widokiem na Wzgórze Katedralne. To wszystko powoduje, że wszystkie moje grupy, bez wyjątku, są zachwycone Fromborkiem. Pomijam już samą katedrę czy muzeum, które ma świetną ekspozycję (wielka zmiana na PLUS). Tu całość (łącznie z Tolkmickiem, Suchaczem czy Kadynami) sprawia, że to tutaj moje grupy (i ja) znajdują odpoczynek. I co ważniejsze, to tutaj w końcu naprawdę rozumieją życie Doktora Mikołaja K. Ale też i tutaj łatwiej tłumaczyć sens roku 1945. A także to, co wydarzyło się potem.

To tyle… Następny raport z trasy – nie wiem kiedy 🙂

Zdjęcia zamieściłam  TUTAJ – bo na blogu zabrakło już miejsca 🙂

Frombork na dobry początek – czyli mroźnie i medycznie z Garbusem nad Zatoką Świeżą

No i po weekendzie.

Niezwyczajny weekend to był, bo spędzony na Końcu Świata. Na NASZYM ulubionym Końcu Świata 🙂

Od lat, na początku każdego roku – spędzamy weekend na Wzgórzu Katedralnym. My – czyli tzw. Desant Gdański (tym razem wszakże w niepełnym składzie). Doładowujemy akumulatory psychiczne, uczymy się do kolejnych egzaminów, szkolimy z nowości. Rozpoczynamy Nowy Sezon. Ale nade wszystko chłoniemy atmosferę tego wyjątkowego miejsca, jakim dla nas jest Frombork. Tak więc i tym razem nasze Przytulisko z widokiem na Katedrę czekało na nas, kiedy zajechałyśmy w mroźne sobotnie przedpołudnie. Przytulisko i Jagoda S, niezmiennie serdeczna od lat. Cierpliwie odpowiadająca na miliardy pytań, jakie mamy do Niej podczas naszego wyjątkowego corocznego i zupełnie ekskluzywnego, prywatnego szkolenia.

Udało nam się „załapać” na zwiedzanie ciekawej wystawy i fascynującą opowieść Jagody tak o przygotowaniach, jak i szczegółach kwerendy przed wystawą. Przy sposobności oczywiście wspomniałyśmy słynny zeszłoroczny cytat ze świetnej książki Jowity Jagli pod tym samym, co wystawa tytułem „Boska Medycyna i Niebiescy Uzdrowiciele„… Cytat źle przeczytany w zapadającym zmroku. Zresztą trudno było się nie pomylić czytając tekst przy słabym świetle lampki. A chodziło o Wita i podglądającego go Hiliasa… To, co usłyszałyśmy brzmiało ni mniej ni więcej tak:

(…)Wit modlił się do Boga, prosząc o pomoc, wtedy Bóg zesłał mu siedem aniołów, które go otoczyły. Scenę tę podejrzał Hilias, zmarł ze strachu i natychmiast oślepł.

Oczywiście powinno być ZAMARŁ… ale wtedy, rok temu – zmęczone trasą i sezonem, który trwał wyjątkowo długo – nie wpadłyśmy na to, żeby przeczytać fragment raz jeszcze 🙂 Dzisiaj ten cytat jest naszym hasłem na wszelkiego rodzaju zasłyszane bzdurne wypowiedzi.

Wracając do mijającego weekendu – z chęcią obejrzałyśmy wystawę, o której w zeszłym roku tylko słyszałyśmy. A na dodatek – chodzenie po wystawie z Jagodą, jako przewodnikiem – dało nam niesłychanie dużo wiedzy, niedostępnej nigdzie indziej.

A tak przy sposobności – warto odwiedzić Jej bloga, gdzie opisuje (wspólne z p. Weroniką Wojnowską) piecowe peregrynacje.

Załączam nieco zdjęć ze wspomnianej wystawy i mroźnego Fromborka.

A co z tytułowym Garbusem?

Otóż, każde miejsce o długiej i nierzadko burzliwej historii ma swoich strażników. Takiego strażnika ma też i fromborskie Wzgórze Katedralne. Widmo człowieka, o zdeformowanej sylwetce, przywodzącego na myśl Quasimodo, w milczeniu obchodzi teren Wzgórza nocą. Pojawia się zza Kamienia Biskupiego i zapada za niego ponownie w całkowitych ciemnościach, już po wygaszeniu reflektorów oświetlających Katedrę. Postać Garbusa, jak go nazwano, widziana bywała przez wiele osób; a to kątem oka, a to gdzieś w tzw. przelocie,  niedaleko dawnej studni, a to nieopodal wejścia na północne międzymurze. Czasem Garbus spotykany był w okolicach Kapitularza. Widywali go także uczestnicy badań archeologicznych, prowadzonych czas jakiś temu na Wzgórzu. Kiedy więc wykopano w okolicach Kamienia szczątki ludzkie ze zdeformowanym kręgosłupem, dla niektórych był to szok. Dla niektórych jednak było to także potwierdzenie ich słów, w które nie wszyscy przedtem wierzyli. Zadecydowano o wywiezieniu szczątków do Warszawy by je zbadać. Samochód wiozący je psuł się ponoć parę razy, zanim wreszcie wyjechał przez bramę.

Czy Garbusy znalazł spokój w dalekim dużym mieście, którego nie było, gdy tutaj tętniło życie kapitulne? Czy przestał się pojawiać na Wzgórzu Katedralnym? Na te pytania odpowiem kiedy indziej, bo … duuuuuuużo by pisać 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Frombork – znakomita kawa i ciasto w Wieży Wodnej

O mojej sympatii do tego wyjątkowego miejsca „na końcu świata” – jak pisał o Fromborku Mikołaj Kopernik – nie muszę nikogo przekonywać. To widać po moich wpisach na blogu. Zresztą to sympatia do Fromborka była powodem mojego podejścia do egzaminu na przewodnika terenowego po województwie warmińsko-mazurskim.

Samo miasteczko – zamieszkałe przez około 2,5 tysiąca mieszkańców jest nazywane Perłą Warmii, Świętej Warmii.

Od lat dziwi mnie, że wciąż jest miastem „na końcu świata”, i że wciąż trudno namówić biura turystyczne na wplecenie tego zakątka kraju do programów wycieczek. A przecież jest tu co zwiedzać, tak jak jest co oglądać poza Fromborkiem.

I najlepszym dowodem tego jest fakt, że często miewam do Fromborka grupy – moje prywatne. Nawet jeśli nie oprowadzam ich po Wzgórzu Katedralnym (bo nie zawsze jest na to czas), to przynajmniej zajeżdżamy do miasta.

Ale w lecie – kiedy mam tzw. „rutynowe” grupy do Katedry i Muzeum – to po zwiedzaniu – idziemy obowiązkowo na kawę i ciastko do Wieży Wodnej.

Letnie leniwe popołudnia, smaczna kawa i przepyszne ciastko na talerzu – i widok na Wzgórze Katedralne.

Czegóż więcej potrzeba ?

Gospodarze Wieży Wodnej świetnie trafiają w gust gości, a dbałość o klientów jest prawdziwie staropolska. Dlatego od lat … nie pamiętam ilu – zaglądam tam chętnie. Nie tylko na kawę i ciastko, ale też na odpoczynek psychiczny.

Wieży Wodnej nie można nie zauważyć, bo jest położona vis a vis Wzgórza Katedralnego. A od wiosny przed wejściem wystawiony jest ogródek kawiarniany, chętnie odwiedzany przez turystów. Sama Wieża – wybudowana w latach 70. XVI wieku za zadanie miała ułatwiać dostarczanie wody na Wzgórze Katedralne. I dzięki systemowi czerpaków – istotnie tę rolę spełniała znakomicie. Mawia się, iż było to drugie takie urządzenie na świecie. Dzisiaj na szczycie znajduje się punkt widokowy, a w przyziemiu – wspomniana kawiarnia i sklep z pamiątkami i wydawnictwami.

A więc – do zobaczenia we Fromborku na kawie i ciastku po zwiedzeniu Katedry i Szpitala Św. Ducha.