Frombork – znakomita kawa i ciasto w Wieży Wodnej

O mojej sympatii do tego wyjątkowego miejsca „na końcu świata” – jak pisał o Fromborku Mikołaj Kopernik – nie muszę nikogo przekonywać. To widać po moich wpisach na blogu. Zresztą to sympatia do Fromborka była powodem mojego podejścia do egzaminu na przewodnika terenowego po województwie warmińsko-mazurskim.

Samo miasteczko – zamieszkałe przez około 2,5 tysiąca mieszkańców jest nazywane Perłą Warmii, Świętej Warmii.

Od lat dziwi mnie, że wciąż jest miastem „na końcu świata”, i że wciąż trudno namówić biura turystyczne na wplecenie tego zakątka kraju do programów wycieczek. A przecież jest tu co zwiedzać, tak jak jest co oglądać poza Fromborkiem.

I najlepszym dowodem tego jest fakt, że często miewam do Fromborka grupy – moje prywatne. Nawet jeśli nie oprowadzam ich po Wzgórzu Katedralnym (bo nie zawsze jest na to czas), to przynajmniej zajeżdżamy do miasta.

Ale w lecie – kiedy mam tzw. „rutynowe” grupy do Katedry i Muzeum – to po zwiedzaniu – idziemy obowiązkowo na kawę i ciastko do Wieży Wodnej.

Letnie leniwe popołudnia, smaczna kawa i przepyszne ciastko na talerzu – i widok na Wzgórze Katedralne.

Czegóż więcej potrzeba ?

Gospodarze Wieży Wodnej świetnie trafiają w gust gości, a dbałość o klientów jest prawdziwie staropolska. Dlatego od lat … nie pamiętam ilu – zaglądam tam chętnie. Nie tylko na kawę i ciastko, ale też na odpoczynek psychiczny.

Wieży Wodnej nie można nie zauważyć, bo jest położona vis a vis Wzgórza Katedralnego. A od wiosny przed wejściem wystawiony jest ogródek kawiarniany, chętnie odwiedzany przez turystów. Sama Wieża – wybudowana w latach 70. XVI wieku za zadanie miała ułatwiać dostarczanie wody na Wzgórze Katedralne. I dzięki systemowi czerpaków – istotnie tę rolę spełniała znakomicie. Mawia się, iż było to drugie takie urządzenie na świecie. Dzisiaj na szczycie znajduje się punkt widokowy, a w przyziemiu – wspomniana kawiarnia i sklep z pamiątkami i wydawnictwami.

A więc – do zobaczenia we Fromborku na kawie i ciastku po zwiedzeniu Katedry i Szpitala Św. Ducha.

Pikieta

Niedawno na zaprzyjaźnionym świetnym blogu pojawiła się notka o złowieszczym tytule: „Czas się pożegnać”.

No i podniósł się raban. No bo jak tak można??? Blog należy (wciąż nie mogę zdobyć się na czas przeszły) do najciekawszych, jakie czytujemy. Pisany z wielkim taktem – dla wielu czytelników jest jedyną możliwością odwiedzenia Zamku i odetchnięcia jego atmosferą.

Już kiedyś przeżyliśmy (my – czytelnicy bloga – a jest nas sporo!!!) taką chwilę niepokoju, kiedy blog zamarł. Na szczęście wtedy to był fałszywy alarm. Teraz jednak wygląda na to, że Autor tym razem pisał poważnie.

Na blogu zapadła cisza…

JK nazwał to „uśmierceniem bloga”. Miał rację. Wieje pustką. Co jakiś czas pojawiają się komentarze w nadziei sprowokowania Autora, ale ten milczy…

Czy powróci?

Miejmy nadzieję, że tak!!! Kiedy już przetoczy się Wiadoma Rocznica, Autor bloga odpocznie nieco, a potem trawiony wyrzutami sumienia – odda nam bloga 😉  Czas faktycznie nie jest z gumy – niestety. Ale – może kiedy nastanie jesień i życie zwolni nieco tempa, to na blogu pojawi się nowy wpis…

Na razie jednak panuje cisza… i w związku z tym, kiedyś pozwoliłam sobie na roztoczenie wizji – jak to wszyscy, stosownie oflagowani, przykuwamy się do bramy głównej Wiadomego Zamku – w ten sposób wyrażając naszą dezaprobatę dla decyzji Autora.

Trafiłam na świetny grunt.

Aida – zdolna bestia – rysowniczka, projektantka, ilustratorka, a na dodatek mająca wyobraźnię (że ho-ho) – natychmiast podjęła temat.

No i proszę – jest pikieta – według Aidy 🙂

Pikieta - wg Aidy (projekt i wykonanie: Aida)

Wielcy Mistrzowie – wybrani z tzw. klucza- absolutnie subiektywnego klucza…  Ten bez głowy, ale za to z gaśnicą, to temat na osobną opowieść 😉 Kiedyś się obie weźmiemy i opiszemy to w stosownym momencie 😉

Ale pikieta jest na serio! Oddajcie nam bloga!

P.S. – do Aidy:

Teraz moje motto powinno brzmieć tak: „Ze słońcem w kieszeni i chmurą gradową… i mściwym toporem krzyżackim… z gaśnicą u nogi”

P.S.S. – do Aidy:

Podmieniłam – chyba lepiej z podpisami. Aczkolwiek my akurat jesteśmy tak do siebie podobne, że aż się rzucamy w oczy. Nie myślałam, że potrafię być taka naburmuszona 🙂

Dopisek z dnia 13.04.2010

Blog wrócił 🙂 nie pod dawnym adresem internetowym, ale najważniejsze, że jest!