Z cyklu Zaproszenia – spacer śladami Von Wintera

Parę lat temu zainteresowałam się bardzo wyjątkową postacią w historii Gdańska. Chodzi o Leopolda von Wintera, nadburmistrza, czynnego w XIX wieku.

Nawiązując do mojego artykułu, zdecydowanie nie ma szans na to, by pojawiła się jakakolwiek tablica na budynku przy ul. Garbary, gdzie mieszkał. Oczywiście, ktoś zakrzyknie, że przecież ten prawdziwy budynek legł w gruzach w 1945 roku, jak i cały Gdańsk. Ale wypadałoby by odpowiednie agendy miasta WRESZCIE porozumiały się ze wspólnotą, czy też właścicielem sklepu, celem posadowienia na murze stosowanej tabliczki. Ciekawe, że w Toruniu jakoś potrafią…

Tłumaczenia, że von Winter Prusakiem był, i że lepiej poszukać jakichś polskich, słowiańskich bohaterów, a nie tych „Niemców polakożerców” (bo i takie infantylne maile także dostawałam po moim artykule!!!) – doprawdy są rodem z piaskownicy i dobitnie świadczą o poziomie wypowiadających się.

Tym bardziej więc cieszy, że Arek Zygmunt wymyślił, a Ewa Jaroszyńska rozpropagował, kolejny spacer.

Po sukcesie spaceru Primaaprilisowego, teraz kolej na świętowanie urodzin Leopolda.

A więc – trójmiejscy przewodnicy licencjonowani zapraszają na spacer w sobotę, 24 stycznia, o godzinie 11:00. Spotkanie w Gdańsku oczywiście, na skrzyżowaniu ulic Ogarnej i Garbary. 

Warto tam być, bo po prostu wypada 😉

Wypada złożyć hołd Człowiekowi, który wprowadził Gdańsk w nowoczesność. A o jego współpracowniku – Edwardzie Wiebe też będzie można się co nieco dowiedzieć 🙂

Geneza – bo wszystko ma swoją genezę

Tutaj – w tej sekcji jest miejsce na komiksy Aidy. Pomyślałam, że szkoda, by leżały w „szufladzie”. Owszem – widziały tzw. światło dzienne, bo parę z  nich Aida wstawiła na jednym z zaprzyjaźnionych for. Ale – zniknęły w przepastnych podrozdziałach. Normalne…

Parę z owych komiksów dostałam w prezencie od Twórczyni – i zostały stworzone niejako na moją cześć. Z tego też względu chcę, by były widoczne.

A bezstronnie – pomijając moją sympatię do Aidy – one są naprawdę dobre, a Aida jest zdolna.

Howgh

*         *          *         *

Czas na parę słów wstępu – ni z gruszki ni z pietruszki 🙂

Najpierw poległam na bigwantach zbrojnikowych.

Ale od pieca: otóż czas jakiś temu podjęłyśmy z się z A.S. tłumaczenia strony dla zaprzyjaźnionych Rycerzy. Czas nagli – Rocznica Wiadoma tuż-tuż – a dofinansowania niet’. Jako, że Rycerze są „nasi” od lat – to przecież nielojalne byłoby nie ruszyć palcem.

I tak zaczęła się moja przygoda z … bigwantami.

Po prostu trafiłam na wzmiankę w tekście i zaniemogłam. Nie pomogły dywagacje ani nawet zdjęcia znanych części zbroi. NIC. Bigwanty mnie zabiły i już. Zadzwoniłam do A.S. by zapytać, czy nie wie, ale ona też poległa… na Złotej Ordzie Tatarskiej. A poza tym – zapytała czy jej przypadkiem tymi bigwantami nie chcę obrazić…

Zapisałam się więc na wszystkie możliwe anglojęzyczne fora o zbrojach i uzbrojeniu średniowiecznym. Bo jak ja miałam to tłumaczyć, skoro ja po polsku nie wiedziałam, co to jest.

Aż w końcu odpisał mi jakiś forumowicz, a w tzw. międzyczasie K.G. przysłał mi nawet zdjęcie. I już wiem. 🙂

Przetłumaczyłam więc i regulaminy i część dla dowódców, nawet katalog rzemieślników. I nawet wstawiłam opis na gg, że Grunwald forever 🙂

Po czym – radośnie posłałam K.G. całość, łącznie z A.S.-ową częścią. I odtrąbiłam zwycięstwo.

Przedwcześnie 😉

Wkrótce otrzymałam maila z łatwizną – ciuchy… Mało to razy tłumaczyłam – na różnych spotkaniach czy podczas oprowadzania – części garderoby średniowiecznej? Pestka 🙂 i to przyjemna pestka.

Otóż nie pestka. Już w średniowieczu zadbano, żebym miała nad czym rwać włosy z głowy i żebym przypadkiem nie narzekała na nudę. Otóż często nazywano tę samą część garderoby inaczej – w różnych krajach. Kopiowano wzory, dodawano swoje inwencje, tworząc w ten sposób całkiem nowy element. Czasem go w ogóle nie nazywano. A czasem i owszem – jak na przykład … element zwany gacnikiem.

Zrozpaczona zawiesiłam na gg opis mniej więcej brzmiący tak:

„nie ma mnie – siedzę w rajtuzach, dubletach, gacniku i braies – jakkolwiek to brzmi :)”

Aida dodała do tego… nisko latające Plaueny 🙂

Podziałało to na mnie odstresowująco. Nie powiem – tłumaczenie ruszyło z kopyta. Myślę, że jutro powinnam skończyć.

A przy sposobności mnóstwo się nauczyłam. Poczytałam na forach krawiectwa odtwórczego co nieco i … tak jak w przypadku zbroi – jestem wdzięczna K.G. za postawienie mnie pod ścianą. 😉

Bigwantów i tak długo nic nie pobije.

Ale nisko latające Plaueny zostaną w słowniku, tak jak inne hasło:

„a Fleming leży”… czy „Klęczeli na rzadko”… czy hasło „Klęczeli krzyżem”

Ale to już zupełnie inna, warmińska  historia 🙂

Prima Aprilis według Aidy

Primal aprilis wg Krysi Jarosławskiej

Published in: on 1 kwietnia 2010 at 22:07  Comments (1)  
Tags: , , , , , , , ,

Pikieta

Niedawno na zaprzyjaźnionym świetnym blogu pojawiła się notka o złowieszczym tytule: „Czas się pożegnać”.

No i podniósł się raban. No bo jak tak można??? Blog należy (wciąż nie mogę zdobyć się na czas przeszły) do najciekawszych, jakie czytujemy. Pisany z wielkim taktem – dla wielu czytelników jest jedyną możliwością odwiedzenia Zamku i odetchnięcia jego atmosferą.

Już kiedyś przeżyliśmy (my – czytelnicy bloga – a jest nas sporo!!!) taką chwilę niepokoju, kiedy blog zamarł. Na szczęście wtedy to był fałszywy alarm. Teraz jednak wygląda na to, że Autor tym razem pisał poważnie.

Na blogu zapadła cisza…

JK nazwał to „uśmierceniem bloga”. Miał rację. Wieje pustką. Co jakiś czas pojawiają się komentarze w nadziei sprowokowania Autora, ale ten milczy…

Czy powróci?

Miejmy nadzieję, że tak!!! Kiedy już przetoczy się Wiadoma Rocznica, Autor bloga odpocznie nieco, a potem trawiony wyrzutami sumienia – odda nam bloga 😉  Czas faktycznie nie jest z gumy – niestety. Ale – może kiedy nastanie jesień i życie zwolni nieco tempa, to na blogu pojawi się nowy wpis…

Na razie jednak panuje cisza… i w związku z tym, kiedyś pozwoliłam sobie na roztoczenie wizji – jak to wszyscy, stosownie oflagowani, przykuwamy się do bramy głównej Wiadomego Zamku – w ten sposób wyrażając naszą dezaprobatę dla decyzji Autora.

Trafiłam na świetny grunt.

Aida – zdolna bestia – rysowniczka, projektantka, ilustratorka, a na dodatek mająca wyobraźnię (że ho-ho) – natychmiast podjęła temat.

No i proszę – jest pikieta – według Aidy 🙂

Pikieta - wg Aidy (projekt i wykonanie: Aida)

Wielcy Mistrzowie – wybrani z tzw. klucza- absolutnie subiektywnego klucza…  Ten bez głowy, ale za to z gaśnicą, to temat na osobną opowieść 😉 Kiedyś się obie weźmiemy i opiszemy to w stosownym momencie 😉

Ale pikieta jest na serio! Oddajcie nam bloga!

P.S. – do Aidy:

Teraz moje motto powinno brzmieć tak: „Ze słońcem w kieszeni i chmurą gradową… i mściwym toporem krzyżackim… z gaśnicą u nogi”

P.S.S. – do Aidy:

Podmieniłam – chyba lepiej z podpisami. Aczkolwiek my akurat jesteśmy tak do siebie podobne, że aż się rzucamy w oczy. Nie myślałam, że potrafię być taka naburmuszona 🙂

Dopisek z dnia 13.04.2010

Blog wrócił 🙂 nie pod dawnym adresem internetowym, ale najważniejsze, że jest!

Zamek Bierzgłowski 3-4 grudzień 2009

D.L. przysłała maila z informacją o konferencji w Zamku Bierzgłowskim.

Ponieważ program przedstawiał się niezwykle interesująco – postanowiłam nas tam wepchnąć za wszelką cenę. Mimo iż konferencja miała charakter zamknięty – na szczęście trafiłam na świetnych ludzi, którzy zrozumieli, że 4 przewodniczki chcą wiedzieć więcej.

Niestety, jak się okazało, D.L. nie mogła jechać z nami, więc pojechałyśmy w końcu w trójkę – Gosia, Aga i ja (tzw. stały zestaw).

I ten sposób w dniach 3 i 4 grudnia b.r. połączyłyśmy przyjemne z pożytecznym: zobaczyłyśmy na własne oczy oryginał słynnego tympanonu,  a także przysłuchiwałyśmy się niezmiernie ciekawej konferencji historycznej.

Konferencja nosiła tytuł: Procesy Zakonu Krzyżackiego z sąsiadami w XIV – XV wieku. Myśl polityczna i ośrodki jej kształtowania.

Organizatorem był Instytut Historii i Archiwistyki UMK w Toruniu w osobie prof. Wiesława Sieradzana.

Program zaś przedstawiał się następująco: Konferencja – Procesy

Tematyka – jak najbardziej uzasadniona – jako, że w tym roku mija 670 rocznica II procesu polsko-krzyżackiego (procesu warszawskiego).

I tym bardziej na miejscu, że odbyła się w zamku komtura bierzgłowskiego (w którym dzisiaj mieści się Diecezjalne Centrum Kultury).

Nie mówiono wyłącznie o samych procesach, a więcej o ich genezie i entourage’u epoki, a także całej otoczce dyplomatycznej. Dokumenty latami „przekopywane” przez historyków odsłoniły niezmiernie ciekawe informacje. Tym więc ciekawsze były referaty. A dla nas wprost bezcenne – do wykorzystania w naszej pracy przewodnickiej.

I tak dowiedziałam się o pracy dokumentacyjnej Benedykta Makraia – subarbitra Zygmunta Luxemburskiego. Przez pół roku (od listopada 1412 roku do maja roku następnego) objeżdżał on ziemie Państwa Zakonnego i Litwy, zbierając informacje od świadków w związku z nierozstrzygniętym konfliktem Wielkiej Wojny.

Aczkolwiek podróż rozpoczął w Brześciu Kujawskim, zaraz jednak udał się do Malborka. Stamtąd, zgodnie z sugestią Wielkiego Mistrza, objechał Ordenstaat. W jego itinerarium znalazło się także Kowno, w związku z roszczeniami Witolda. Potem zjechał „w dół” mapy – do Drohiczyna. Stamtąd przez Warszawę, ziemie: dobrzyńską i michałowską – do Szczecinka, gdzie podróż zakończył.

Informacje, jakie zbierał subarbiter – dotyczyły jeńców z 2 folwarków koło Wystruci (Insterburga – dzisiaj zwanego Czerniachowskiem), witoldowego zamku w Wielonie, oraz spornej Żmudzi. Co do jeńców – sprawa była o tyle ciekawa, że wszyscy opowiedzieli się za pozostaniem w niewoli, nie chcąc powracać do Panów Pruskich. To skłoniło do refleksji czy chcieli z własnej woli, czy też z powodów tzw. natury obiektywnej (sugestia, jakoby ich rodziny mogły stać się zakładnikami strony litewskiej, wydaje się być całkiem prawdopodobna)…

Pozostając w czasach Benedykta, poznałam jednego z kanoników warmińskich – Kacpra Schuwenpfluga. Ten utalentowany człowiek, mimo iż nie posiadał doktoratu z prawa, w czasie soboru w Konstancji dał się poznać jako bezkompromisowy i ostry retoryk ( a także złośliwiec… ;-)). Nie należał wszakże do zwolenników rozwiązywania konfliktów drogą zbrojną. Był współredaktorem 43 artykułów stanowiących replikę na polskie zarzuty wobec zaboru ziem przez Krzyżaków. Rezydując we Fromborku, pozostawał w służbie najpierw Henryka v. Plauena, a następnie Michała Küchmeistra. Jako uhonorowanie swojej służby – otrzymał biskupstwo ozylskie (Inflanty). Skądinąd jednak wiadomo, że go to nie usatysfakcjonowało (skarżył się na ubóstwo biskupstwa), marzyło mu się bowiem bądź biskupstwo warmińskie czy nawet arcybiskupi stołek w Rydze…

I tu ciekawostka – na 250 zidentyfikowanych kanoników warmińskich od XIV do XV wieku – co najmniej 60 związanych było z zakonem krzyżackim. Także na ten czas przypadają informacje o pierwszych stypendiach fundowanych przez Wielkich Mistrzów, jako, że Frombork uchodził w owych czasach za jeden z ważniejszych ośrodków umysłowych.

Inny z referatów dotyczył profanacji miejsc świętych w zeznaniach świadków… Padło tu parę ciężkich oskarżeń pod adresem Krzyżaków, co wywołało ożywioną dyskusję po referacie. Obrona Panów Pruskich jakiej podjął się dr Rozynkowski niejako podzieliła zgromadzonych na dwa obozy. Jako pozostające w służbie krzyżackiej w ich Domu Głównym – wszystkie trzy skłonne byłyśmy przejść raczej do obozu obrońców. Bo przecież świadkowie nie zawsze bywali (a i dzisiaj też nie zawsze bywają) obiektywni. Zwłaszcza w tak ważnych sprawach, jak roszczenia terytorialne, czy rewindykacja ziem zagrabionych.

A skoro minęło tyle wieków – już pewnie nigdy nie dowiemy się prawdy …  🙂

A swoją drogą, w czasach gdy morale odpowiedzialnych za stan państwa zeszły na psy, gdy dokoła tyle niegodziwości i zwykłego chamstwa – spór o to, czy profanowali czy nie – wydał mi się nagle cudowną okolicznością i szczęśliwym sposobem na oddalenie brudów czytanych w prasie czy oglądanych w TV.

Na konferencji dowiedziałam się też, iż tuż koło Archiwum Skarbca Koronnego na zamku krakowskim trzymano… bakalie, co miał0 niebagatelny wpływ na stan zachowania tegoż archiwum. Jako, że owe bakalie (a także po sąsiedzku archiwum) – nader często odwiedzane były przez myszy i szczury…  Do tego stopnia, że w XVI wieku kazano zatrudni0nym tam niewolnikom tatarskim wywieźć pogryzione dokumenty do spalenia…

Znamienne także słowa padły przy porównaniu archiwów:

Archiwum Koronne – skład,

Archiwum Krzyżaków – archiwum.

No i zastanawiające było podejście strony polskiej do przygotowania procesowego – podczas, gdy strona krzyżacka przedstawia dokumenty – strona polska dopiero ich poszukuje ( a więc z braku dokumentów często posiłkuje się świadkami, którzy coś gdzieś kiedyś słyszeli od kogoś 😉 )

Niemal jakbym słyszała słynny cytat z Wieszcza: „Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie…”

Jeden z wykładów omawiał tematykę procesu ryskiego, o którym tak na dobrą sprawę nieczęsto się mówi. Wspomina się go w kontekście Świętej Warmii, czy muśnie w opracowaniach. I koniec. A tu pojawił się jako odrębny temat – i to w połączeniu z Gdańskiem. Bowiem wydarzenia gdańskie w roku 1308 – zwane do dzisiaj nader chętnie Rzezią Gdańska – zostały wykorzystane w zeznaniach świadków procesowych tamże.

Pojawiła się też postać Johanna von Wallenrode – jako jedynego spośród Krzyżaków zaangażowanego w prace soborowe, a także uczestnika konklawe (podczas którego to wybrano na papieża Oddone ColonnaMarcina V) …

Ach… gdybyż ta konferencja odbyła się przed moją Regułą na kursie u J. !!!

Podczas tych dwóch dni zdałam sobie sprawę, z tego, że tematy poruszane oscylowały wokół paru wielkich osobowości i osobistości owych czasów – takich jak Benedykt Makrai, Kasper Schuwenpflug, Piotr z Ornety, Andrzej Łaskarz, Johann von Wallenrode czy wreszcie Paweł Włodkowic (przedstawiony w bardzo ciekawym i szczegółowym opracowaniu).

Pozostaje oczekiwać wydania materiałów pokonferencyjnych, bowiem nie wszystkie swoje notatki mogę odczytać. Dawno nie pisałam tak szybko – bo też dawno nie słuchałam tak ciekawych referatów i dawno tak mi nie zależało na zapamiętaniu wszystkiego.

Śmiało mogę stwierdzić, że czas w Zamku Bierzgłowskim spędziłam w świecie przesłuchań, świadków, mataczenia, zmagań intelektualnych,  procesów kanonicznych, wyroków, sądów arbitrażowych…

Szkoda, że tak mało się mówi o tym aspekcie historii średniowiecza w szkołach. A jeśli się już mówi, to nudno i usypiająco!

Kolejni ministrowie edukacji niestety okazują się być kolejnymi pomyłkami – poprzez nierozsądne reformy i poprawki do poprawek reform – skutecznie zniechęcający uczniów do nauki tej wspaniałej dziedziny jaką jest historia.

Na koniec zdjęcia – niewiele ich jest – zaledwie parę (co wywołało zdumienie po moim powrocie do domu). Ale też nie miałam czasu na latanie z aparatem. A szkoda, bo nie zrobiłam zdjęcia „witaczowi” – jak go Aga nazwała (jedno-psiemu komitetowi powitalnemu). Piesek malutki – w sensie, że niziutki – jakby był hodowany pod szafą 😉 ale z uśmiechniętym pyszczkiem, witający machnięciem ogonka (a może raczej parodią ogonka) każdego kolejnego gościa.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

🙂