Koń Sobieskiego…

… „Koń jaki jest – każdy widzi”.

Niestety, ksiądz dobrodziej widać nie przewidział, że jednak NIE każdy 😉

Otóż…

Stoi sobie pomnik w Gdańsku: król Sobieski siedzi na koniu. Koń cudny. Król nieco mniej, ale że przecież był w swoisty sposób związany z Gdańskiem, to sobie jest. Tym bardziej, że jak mało co w Moim Mieście – skwer na Targu Drzewnym udał się zarządzającym miejską zielenią…

I tak sobie ten pomnik stał spokojnie, do momentu, aż w roku 2000 poszłam na kurs przewodnicki. Jak na każdym kursie – i my mieliśmy serię obejść miasta z instruktorami. Któraś z kolei nasza trasa wiodła obok pomnika. Instruktor do znudzenia wymieniał daty bitew wszelkich, w których brał (czy nie) udział Jan Sobieski, zupełnie nie zauważając KONIA. Nie wytrzymałam i zadałam pytanie. Pytanie o rasę owego konia.

Dopuszczam odpowiedź „nie wiem”. Absolutnie jednak nie dopuszczam odpowiedzi: „a cóż to za pytanie??” czy co gorsza: „ale to nie ważne”… A to właśnie usłyszałam na moje pytanie.

Zawzięłam się. Nie dość, że właśnie dlatego postanowiłam być innym przewodnikiem, niż autor owych  „błyskotliwych” odpowiedzi, ale jeszcze postanowiłam sama sobie znaleźć odpowiedź prawidłową.

„A po co ci to?” „Nikt nigdy o to nie pyta” słyszałam dokoła. Nie wiedziałam jeszcze po co mi to. Ale tak na wszelkie wypadek zabrałam się za poszukiwania, wychodząc z założenia, że skoro sama jestem dociekliwym turystą – to mogę trafić na kogoś z podobnym podejściem… Wtedy byłam dopiero na kursie i nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie to ważne i jak bardzo prawdopodobne.

Za poszukiwania zabrałam się u źródeł, czyli we Lwowie. Zadzwoniłam wprost do dyrektora Muzeum Historycznego Miasta Lwowa. Tam niczego konkretnego nie dowiedziałam się od pana dyrektora, bowiem konwersacja nam się rozbiła o… rodzinę. 🙂 Naszą wspólną rodzinę. 

Nie zrażona tym wcale, rzuciłam się w wir poszukiwań. Niczym Koziołek Matołek już przeze mnie cytowany, zaczęłam od… Wilanowa. Wszak tam czas jakiś stał ów cudny koń. Niestety poraziła mnie identyczna odpowiedź, jaką usłyszałam od przewodnika na kursie. Noooo, gratulacje za podejście do tzw. sprawy… Zwróciłam się ku swoim – i w gdańskim Ratuszu Głównego Miasta uzyskałam wiele cennych wskazówek od zawsze i niezmiennie życzliwego dra Jerzego Kuklińskiego… Zwróciłam się także do paru znanych stadnin polskich. Wszędzie uprzejmie mnie wysłuchiwali, nie dziwili się ani nie wystraszyli (w przeciwieństwie do Wilanowa). Wszędzie kazali dokładnie opisać konia, po czym okazywało się, że nijak nie pasuje do tam hodowanych. Aż w końcu w Janowie Podlaskim odesłali mnie do Rzecznej… Tam zaś, po stanowczym odrzuceniu wersji z trakenem w roli głównej, odesłano mnie do… Radosława Sikory, autorytetu i eksperta od husarii, autora szeregu publikacji na temat wojskowości XVII wieku. Że też nie wpadłam na to wcześniej!!! Przecież mam przyjemność go znać z czasów arcyciekawego projektu Jakuba Pączka – czyli z czasów strony o JOX Jaremie Wiśniowieckim. Napisałam więc do eksperta i zanim otrzymałam od niego wyczerpującą odpowiedź, najpierw dostałam taki cytat:

Koń turek, chłop Mazurek, czapka megierka, szabla węgierka…

Szperając dalej, zachęcona korespondencją z Radkiem i wskazówkami Pana Kuklińskiego, znalazłam mnóstwo informacji. No, ale teraz wiedziałam czego szukałam i jak szukać. 😉

Między innymi, taki cytat mi kiedyś wpadł w oko:

Często sięgano po domieszki ras wschodnich, gdyż powszechnie uznawano, że najlepsze są „Koń turek, chłop Mazurek, czapka magierka, szabla węgierka”. Większość koni kawaleryjskich były to produkty krajowe, uszlachetniane „turkami” właśnie, czyli końmi anatolijskimi, perskimi, turkmeńskimi, kurdyjskimi, krymskimi, kaukaskimi i arabskimi włącznie. Rzadko widoczna była domieszka cięższych koni. Konie husarskie, choć miały być nieco cięższe i roślejsze niż dla „lżejszych znaków”, musiały ważyć niewiele tylko ponad 500 kg. Dźwiganie jeźdźca z uzbrojeniem i wyposażeniem dla Konia lżejszego byłoby trudnym zadaniem, zaś koń ciężki nie posiadałby by wymaganej zwrotności i szybkości. Konie zwane wówczas polskimi stanowiły zatem tak naprawdę swoisty melanż genetyczny. Przy tym jednak miały swoją urodę – we wspomnieniach i anegdotach o Janie III Sobieskim Francois Paul d’Alerac miał pisać: „Siedzi ta jazda na najpiękniejszych koniach w kraju”. Ze względu na urodę ceniono też w Polsce hiszpańskie dzianety, jednak miały one niewielki wpływ na hodowlę konia „polskiego”

Odtrąbiłam więc rozwiązanie zagadki, która to zajęła mi nieco życia. Wtedy bowiem jeszcze pracowałam na tzw. posadzie i nie zawsze miałam możliwość korzystania z internetu, a sama nie miałam jeszcze komputera w domu.

😉

Po paru latach, już jako przewodnik, oprowadzając właścicieli słynnych stajni „Skądś-Tam”, zaprosiłam moich panów na spacer. Nasza trasa wiodła nieopodal pomnika. I nagle dotychczas dystyngowani panowie, jak jeden – dosłownie zachłysnęli się zachwytem na widok Konia Sobieskiego. Już ich lubiłam! Króla jegomościa nawet nie zauważyli 🙂 (za też ich już lubiłam).

Kiedy padło TO pytanie, pomyślałam, że mój instruktor z kursu chyba powinien w tym momencie mieć potężną czkawkę, gdziekolwiek wtedy był i cokolwiek robił. 😀

Od tego czasu – ilekroć mam jakiś „orzech do zgryzienia” czyli – zagwozdkę – nazywam to Koniem Sobieskiego.

A propos konia… ciekawe, czy w końcu w tym irracjonalnym współczesnym pędzie do stawiania pomników wszystkim i za wszystko (uszczęśliwiając nas koszmarnymi projektami) –  powstanie wreszcie zasłużony pomnik konia w Gdyni, planowany przecież już przed wojną?

Zagwozdka – pożegnanie

Hm… Właściwie to powinnam się cieszyć. P.K. rozwiązał Zagwozdkę. I to tak ot, po prostu, z marszu niejako.

A wszystko przez to, że zauważyłam w statystyce blogu spory ruch wokół Zagwozdki, a konkretnie pierwszej części (TUTAJ jest część druga). A że wejścia były z tzw. świata – postanowiłam ułatwić moim Szanownym Czytaczom życie i przetłumaczyłam artykuł na angielski. Załączyłam zdjęcie, wspomniałam o problemie, raz jeszcze przejrzałam Dunckera, wrzuciłam artykuł na bloga, a linka do niego na FB i poszłam spać.

Rano, przed wyjściem na wycieczkę, zajrzałam na FB, i zamarłam z wrażenia. Oto P. zamieścił parę komentarzy pod moim łączem do artykułu:

…nie wiem czy Cię ucieszę czy zmartwię. Moim zdaniem obraz przedstawia miasto pruskie ale w tak zwanych Prusach Południowych – czyli Kalisz. Rzeka to Prosna a kościół to kolegiata Są też inne szczegóły, które potwierdzają tę obserwację. Ciekaw jestem Twojego zdania.

No, ale JAKIE ja miałam mieć zdanie, skoro ja w życiu nie byłam w Kaliszu!! nawet musiałam sobie na mapę zerknąć, by miasto porządnie umiejscowić!! Tak ukierunkowana byłam – wszyscy byliśmy – na Prusy Wschodnie, że żadne inne miejsca na tym łez padole nam do głowy nie przyszło.

…. W centrum obrazu jest lekko zamglona wysoka budowla. To, moim skromnym zdaniem, kościół św. Mikołaja. BEZ wieży, czyli obraz z okresu między 1706, kiedy to została spalona, a rokiem 1877, kiedy przystąpiono do jej odbudowy. Ja się skłaniam do datowania na przełom wieków XVIII/XIX raczej już w czasach napoleońskich…

Noooooo, to ja jednak chyba kiedyś powinnam do tego Kalisza pojechać. Zobaczyć miasto, które niechcący spędzało mi sen z oczu 🙂

… Na tym obrazie ten pałac jest całkiem dobrze odwzorowany:-))))

No i jest… faktycznie jest. Kiedy to sobie uświadomiłam – wbiło mnie niemal w fotel – poczułam się prawie jak Koziołek Mądra Głowa, co to…

„błąkał się po całym świecie, żeby dojść do … Pacanowa” 😀

A czemu napisałam, że właściwie to powinnam się cieszyć?

Ano, bo skoro sprawa przysłowiowego „Konia Sobieskiego” rozwiązana, to czym ja teraz będę sobie głowę zaprzątać?

Poniżej, po raz ostatni Zagwozdka Lady M.

A tak na marginesie, P.  zawsze miał celne spostrzeżenia (nie mówiąc już o ripostach) 😀

Dobranoc 😉

Galińskie Bociany – refleksje wiosenne

Na nieśmiertelnym – a tak kiedyś przez mnie krytykowanym Facebook-u [no cóż… tylko krowa nie zmienia poglądów ;)] pojawił się nowy wpis w profilu zaprzyjaźnionego Pałacu w Galinach.

Wpis dotyczył powrotu boćków do gniazda na dachu stajni galińskiej… Napisałam więc – że wiosna niniejszym odtrąbiona. Zresztą – teraz wszędzie same boćki, bo w końcu to czas najwyższy na składanie przez nich jaj, i niedługo zacznie się wysiadywanie…

Ale odpowiedź z Pałacu mnie zastanowiła i skłoniła do refleksji.

Dowiedziałam się bowiem, że czas jakiś temu zginął bociek z pary rezydującej na stajni. Od tego czasu gniazdo pozostawało puste przez parę lat. Jednakże za każdym razem – każdego sezonu bronione było zaciekle przez pojedynczego bociana. Jak można się dowiedzieć ze strony bocianopedia.pl – notki z dawnych Prusach Wschodnich – mówiły, że:

na 8853 gniazd – walki obserwowano w 2660 z nich, co stanowi 30%

Tym razem jednak walka została wygrana przez nowych lokatorów. I obecnie trwa naprawa a także rozbudowa gniazda. A więc w ruch poszły dzioby, i z okolicy zbierane są przez pracowitą parę gałązki i źdźbła trawy, także wszystko, co może być użyte do wymoszczenia gniazda.

W budowę gniazda, a zwłaszcza w znoszenie materiału zaangażowane są przede wszystkim samce. Ale już za aranżację całości mieszkania odpowiedzialna jest samica. W końcu kobieca ręka, (a raczej dziób i stopa) to jest to, co pieleszom domowym jest zawsze potrzebne.

Ciekawa jest konstrukcja gniazda. Nawet, jeśli platformy przygotowywane są w kształcie prostokątów czy kwadratów, gniazdo i tak przybierze kształt pierścienia, czasem elipsy. Wewnątrz gniazdo wyściełane jest słomą, sianem, szmatami, czasem papierem czy kawałkami folii… lub co bardziej niebezpieczne, ba! wręcz zabójcze – sznurkami.

Jako, że gniazdo co roku jest modernizowane, a więc nadbudowywane – czasem osiąga taki ciężar, że trzeba je ucinać w połowie, by nie zawalił się pod nim dach, czy gzyms, czy szczyt budynku (np. jak fromborskie „3 Krowy Na Gzymsie”). Średnica gniazda waha się od 90 cm do około 1,50m ale bywają i szersze. Natomiast wysokość i waga takiego gniazda czasem bywa niewyobrażalna. Znowu odwołam się do fromborskich 3 Krów na Gzymsie – ważącego około 1,5 tony.

To tyle danych technicznych 😉

Jako, że składanie jaj rozpoczyna się mniej więcej około drugiej połowy kwietnia, to myślę, że boćki Galińskie już powinny zaraz, za momencik zaczynać znosić jaja…

Więcej o bocianach – można znaleźć na interesującej bocianopedii, wiec daruję sobie resztę szczegółów. Dodam tylko, że żałuję, iż kiedyś nie było takiego kompendium wiedzy o boćkach, jak na owej stronie.

Kiedy zaczynałam liczyć boćki 23 lata temu – wszystkiego musiałam uczyć się sama. A liczę bociany z reguły na moich żuławskich trasach, jako że te akurat najczęściej odwiedzam. I niezmiennie i od zawsze te wielkie i piękne ptaszyska wzbudzają moją sympatię.

Trzymam więc kciuki za Galińską bocianią rodzinę i mam nadzieję, że do kompletu zdjęć jakie tu zamieszczam, dołączą niedługo zdjęcia łebków „smarkaczy” bocianich siedzących w gnieździe 🙂

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Bardzo dziękuję Zespołowi Pałacowemu w Galinach za udostępnienie pięknych zdjęć.

Tak w ogóle, kto zobaczy lecącego boćka, ten będzie podróżował 😉  a kto widzi bociana w gnieździe powinien policzyć do trzech, lub odczekać 3 sekundy zanim przeniesie wzrok gdzie indziej. To daje następne 3 lata w szczęściu i zdrowiu, radości i samym dobrym.

Noooo, coś w tym jest – gapię się na boćki od 23 lat 🙂

Z cyklu Ciekawe – odkrycie w kościele w Ukcie

Zawsze twierdziłam, że dawne Prusy Wschodnie to tajemnicza kraina…

Ukta….

Historia tej wsi położonej w Puszczy Piskiej zaczyna się właściwie w połowie XVIII wieku. Bo wtedy właśnie założono tu hutę szkła. Zaraz też dla robotników i drwali pracujących  przy wyrębie lasu – wybudowano osiedle. Ponad siedemdziesiąt lat później założono niedaleko osady nową wieś nazwano ją Nową Uktą. Scalenie obu osad nastąpiło w 1859 r. Długo jednak były w użyciu obie nazwy – Stara i Nowa Ukta.

W wieku XX Ukta stała się popularna wśród kajakowiczów, z powodu położenia w pobliżu rzeki Krutyni.

Od roku około 1832 specyfiki temu miejscu dodawali filiponi, czyli staroobrzędowcy, aczkolwiek osiedli w nieodległym Wojnowie. Podobno to im wieś zawdzięcza nazwę.

W latach 60. XIX wieku ukończono budowę kościoła ewangelickiego.

W 1898 wieś uzyskała połączenie kolejowe. Jednakże to akurat, to już przeszłość… Zadziwiające, jak obecnie niszczone jest wszystko, co zostało odziedziczone, a co tak znakomicie działało. Więc nie pojedziemy już koleją… Zniszczono bowiem świetnie działającą sieć połączeń. I nie jest to bynajmniej wynik wojny, a zwykłej niegospodarności.

Dzisiaj w Ukcie mieszka około 600 osób, czyli przeszło o połowę mniej niż przed wojną…

Wieś położona jest na drodze nr 610 z Mrągowa do Rucianego-Nidy.

I oto w tej wsi, pamiętającej jednak czasy świetności – ostatnio odnotowano sensację.

Otóż jak podaje portal kultura.wm.pl za Gazetą Olsztyńską – w kościele w Ukcie znajduje się obraz „Opłakiwanie Chrystusa” autorstwa Girolamo Muziano (1532-92).

Właściwie to sensacja wybuchła dopiero, gdy zainteresowało się tym obrazem Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Mazur Sadyba w osobie Pana Krzysztofa Wyrobca. Bo dotychczas jakoś nikt się owym obrazem nie zainteresował…

Oto LINK do artykułu.

Jak to nigdy nie wiadomo, CO spotkamy na naszej trasie wędrówek po Prusach Wschodnich…

*   *   *

A TUTAJ link do bardzo ciekawej strony państwa Worobców…

Published in: on 21 kwietnia 2012 at 23:22  Dodaj komentarz  

15 lat Torunia na liście UNESCO

Mija 15 lat od daty wpisania Miasta z Gotykiem na Dotyk na listę UNESCO.

Gratulujemy Toruniowi i zazdrościmy z serca, pozytywnie jednak… Aczkolwiek chciałoby się zakrzyknąć: włodarze (…) miast innych (…), bierzcie przykład – zamiast tracić czas i nasze (podatników) pieniądze na idiotyczne projekty i polityczne swary.

A tu – proszę bardzo – jakoś można?

Published in: on 21 kwietnia 2012 at 19:11  Dodaj komentarz  

Organy w Oliwie

Oliwa…

Wyjątkowe miejsce i absolutnie konieczne na liście „ZWIEDZIĆ”.

Najdłuższy pocysterski kościół na świecie, dysponujący świetną akustyką i paroma zagadkami.

To wszystko powoduje, że ten kościół poklasztorny wciąż chętnie jest odwiedzany przez turystów, a także popularny jest wśród par pragnących zawrzeć związek małżeński.

Jako, że historia oliwskiej świątyni a także cystersów na tych terenach sięga wieku XII, odsyłam więc do zapoznania się z niezwykle interesującą stroną Pana Adama Kromera, a traktującą właśnie o historii tak konwentu, jak i samej Oliiwy.

Ponieważ ostatnio podczas mojej wycieczki po katedrze wraz z moją grupą wysłuchałam prezentacji organów – nagrałam ją i zamieszczam. Niestety nie pamiętam nazwiska organisty, a szkoda, bo grał świetnie.

Każdego roku od 55 lat – w Oliwie odbywają się Międzynarodowe Festiwale Muzyki Organowej. Warto się wybrać, bowiem tak miejsce, jak i repertuar, a także wykonawcy – gwarantują strawę dla ducha.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 21 kwietnia 2012 at 18:52  Dodaj komentarz  

Z cyklu Zaproszenia – Elbląg – Muzeum

Ciekawe zaproszenie dostałam z Muzeum w Elblągu:

Kawiarenka Clio – Wraki statków elbląskich od czasów najdawniejszych po XX wiek.

Elbląg,
wtorek – 24.04.2012
godzina: 17:30 – 19:30
Spotkanie odbędzie się w Budynku Gimnazjum, Bulwar Zygmunta Augusta 11 – wejście bramą od ul. Zamkowej

Gościem kawiarenki będzie dr hab. Waldemar Ossowski – archeolog podwodny, kustosz w Dziale Badań Podwodnych Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Zajmuje się badaniami archeologicznymi dawnych jednostek pływających. Prowadził prace badawcze, m.in. na wrakach w Tolkmicku i Kobylej Kępie. Autor wielu publikacji z dziedziny archeologii łodzi i statków okresu średniowiecza i czasów nowożytnych. Prowadzi wykłady z zakresu archeologii podwodnej w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Organizatorami spotkań w kawiarence Clio są: elbląskie Muzeum i oddział Polskiego Towarzystwa Hitorycznego. Spotkanie odbędzie się w Budynku Gimnazjum, Bulwar Zygmunta Augusta 11 – wejście bramą od ul. Zamkowej.

Wstęp wolny.

Zapraszamy!

Published in: on 19 kwietnia 2012 at 09:39  Dodaj komentarz  

Z cylku Zaproszenia – Malbork – Gothic Cafe & Restaurant

A u Mistrza Bogdana Gałązki w Malborku – nowości,  i pyszne zmiany:

Oto, co sam Mistrz napisał w zaproszeniu:

Przedsmak nowej karty menu. O szatę graficzną zadbała artystka Agnieszka Albrecht. Zabierzemy was w baśniowy świat smaków i aromatów kuchni Wielkich Mistrzów na Zamku w Malborku.

Westerplatte

Byłam dzisiaj na Westerplatte.

Jak zwykle, kiedy mam tam grupę – jadę wcześniej. Lubię to miejsce. Lubię, tak jak Stutthof, czy Piaśnicę. Może dlatego, że ilekroć byliśmy w Polsce, Ojciec woził mnie w te miejsca. A już obowiązkowo 1 września na kwadrans przed 5 rano, musieliśmy być na Westerplatte, potem były po kolei: Poczta Polska, Tczew, Szymankowo, Kałdowo… Mnie już było łatwiej kultywować tradycję, mieszkałam już tutaj. I kiedy moje Dziecka były małe, każdego 1 września jechaliśmy świtem bladym na Westerplatte.

Przestałam tam jeździć na jakiś czas, po pewnej bardzo politycznej uroczystości, jaką zorganizowano nie tak dawno. Na nowo musiałam oswoić to miejsce. Odnaleźć je ponownie dla siebie. I tu uwaga – pośród całego obecnie tak modnego „bełkotu” na temat 7 dni obrony Westerplatte (czy 149 godzin, czy też około 8950 minut – jak kto woli…) jedynym opracowaniem godnym polecenia, bo obiektywnym, jest książka Jarosława Tuliszki pt. Westerplatte 1926-1939. Dzieje Wojskowej Składnicy Tranzytowej w wolnym mieście Gdańsku.  

*   /   *

Dzisiaj, jak zwykle byłam znacznie wcześniej i miałam ze sobą aparat. Szukałam drzew. Drzew z „Wtedy”. Pamiętam je z dzieciństwa, niektóre jeszcze ranne po Tamtym wrześniu. Dzisiaj ran już nie ma, zagoiły się. Gdzie niegdzie tylko jeszcze poznać można, które to drzewa.

A przy sposobności spaceru po pustym Westerplatte, nasunęła mi się myśl, która towarzyszy  mi od dawna w moim Mieście:

– czy u nas NIC nie może być zrobione prawidłowo? i rzetelnie???

Tę myśl posyłam stosownym służbom, za przeproszeniem, publicznym – które rekonstruując (?) bramę kolejową, tak rewelacyjnie ją postawiły, że niemal „zachodzi” ona na tory.

No, konia z rzędem, temu, kto przetoczyłby tędy cokolwiek po torach!!!

PS. gwoli ścisłości zamieszczam wypis z komentarza (jaki pod moim wpisem w całości):

projekt ten został przerwany przez nową władzę w 2008 r. Stąd też z braku pieniędzy nie udało się zakończyć wielu ważnych planów jak m.in. przywrócenie toru kolejowego na Westerplatte na swoje pierwotne położenie (tor został przesunięty po 1940 r.). Brama została zrekonstruowana w swoim pierwotnym położeniu, dokładnie nad reliktami fundamentów tejże bramy wysadzonej 1 września 1939 r. 

I tu nasuwa się pytanie – jak długo będzie jeszcze istniała historia „nasza” i „wasza”? czy w imię porządnej rekonstrukcji żadna ze stron nie może „schować ambicji do kieszeni”, aby razem coś zrobić porządnie? Dla tzw. przyszłych pokoleń, a bez zacietrzewienia?

Ile to ma wspólnego z rzetelnością historyczną? I ile kosztowała ta fuszerka?

A poniżej drzewa … dla uspokojenia 😉

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 17 kwietnia 2012 at 00:51  4 Komentarze  

Smutno…

Dostałam smutną wiadomość z Muzeum w Elblągu.

Cytuję w całości i z wielkim żalem 😦

Zmarł Honorowy Obywatel Elbląga – prof. Marian Biskup

W wieku 89 lat zmarł w poniedziałek wybitny historyk prof. Marian Biskup – poinformowały władze Torunia. Naukowiec był od 2000 roku honorowym obywatelem tego miasta, a od 2007 r. również honorowym obywatelem Elbląga. 

Prof. Marian Biskup urodził się 19 grudnia 1922 roku w Inowrocławiu. Po wojnie na stałe zamieszkał w Toruniu. Jest autorem wielu książek i artykułów o historii Torunia i jego wybitnych mieszkańcach, przede wszystkim o Mikołaju Koperniku.

„Niestrudzony badacz materiałów źródłowych historii Pomorza, Zakonu Krzyżackiego i Torunia. Imponujący był zakres jego działalności naukowej i redakcyjnej, m.in. kierowanie jednym z najlepszych periodyków historycznych w Polsce – +Zapiskami Historycznymi+. Dzięki niemu powołano do życia m.in. olimpiadę historyczną” – podkreśliła rzeczniczka prezydenta Torunia, Aleksandra Iżycka.

Od 1991 r. prof. Biskup był członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności.

Jego życie i kariera zawodowa były związane z Toruniem. Także dorobek naukowy historyka tematycznie związany był z dziejami ziemi toruńskiej i Pomorza. Naukowiec był autorem wielu publikacji książkowych, a także redaktorem monumentalnych, wielotomowych wydań „Historii Torunia” i „Historii Bydgoszczy”.

Studia magisterskie ukończył na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w latach 1949-52, następnie pracował jako nauczyciel w toruńskiej szkole średniej (1947-51) i przez 15 lat na UMK (1957-72). W 1961 roku został profesorem nadzwyczajnym, a dziesięć lat później profesorem zwyczajnym w Zakładzie Historii Średniowiecznej.

Od 1955 r. działał w Towarzystwie Naukowym w Toruniu, któremu przewodniczył od 1983 r. W 2000 roku wyróżniono go tytułem Honorowego Obywatela Torunia. W swojej uchwale radni podkreślili wielki autorytet moralny i naukowy uczonego, wybitne zasługi prof. Biskupa dla popularyzacji wielowiekowego dorobku Torunia w kraju i za granicą w książkach i artykułach o historii miasta, jego nieoceniony wkład w wychowywanie wielu pokoleń młodzieży w duchu poszanowania rodzimej historii.

PAP – Nauka w Polsce

Honorowe Obywatelstwo przyznane zostało uchwała Rady Miejskiej Elbląga nr VI/62/2007 z dnia 19.04.2007r.

WNIOSEK ODDZIAŁU POLSKIEGO TOWARZYSTWA HISTORYCZNEGO W ELBLĄGU DO RADY MIASTA ELBLĄGA O PRZYZNANIE HONOROWEGO OBYWATELSTWA MIASTA ELBLĄGA PROF. ZW. DR. DR. H.C. MARIANOWI BISKUPOWI, CZŁONKOWI ZWYCZAJNEMU POLSKIEJ AKADEMII NAUK

          Związki Prof. Mariana Biskupa z Elblągiem sięgają lipca 1946 r., gdy jeszcze jako student przybył tu pierwszy raz. Wówczas przyszło mu ze zdumieniem stwierdzić, że długa i bogata historia miasta nie znajduje swojego odzwierciedlenia w polskiej historiografii. Plonem pobytu M. Biskupa w Elblągu był pierwszy zarys historii miasta w języku polskim, dotyczący średniowiecza i okresu nowożytnego (Elbląg w czasach krzyżackich (z problematyki historiograficznej miasta), Przegląd Zachodni, 7, 1951, z. 5-6, s. 102-114; Elbląg w czasach Rzeczypospolitej (z problematyki historiograficznej miasta), tamże, 8, 1952, z. 5-6, s. 190-203). Były to prace pionierskie, stanowiące punkt wyjścia do dalszych badań, które do dziś nic nie straciły na swojej naukowej wartości.

         Związki organizacyjne Prof. dr. Mariana Biskupa zaczęły się w 1959 r., gdy  zarząd elbląskiego Oddziału PTH uzyskał Jego zgodę na objęcie funkcji redaktora „Rocznika Elbląskiego”. Dnia 5 listopada na posiedzeniu Zarządu nowy Redaktor przedstawił program naukowy nowopowstałego wydawnictwa. Pierwszy tom „Rocznika Elbląskiego” ukazał się w 1961 r. Otwierał go artykuł Mariana Biskupa pt. „Potrzeby historiograficzne Elbląga i jego regionu”. Przedstawił w nim dotychczasowy stan badań i sformułował postulaty badawcze, które zakończył stwierdzeniem: „Konsekwencją realizacji przedstawionych wyżej postulatów badawczych, wymagających wieloletnich prac analitycznych, powinna być solidna, znaczna objętościowo synteza dziejów Elbląga i jego regionu jako owoc zbiorowego wysiłku polskich badaczy, synteza w pełni naukowa i poważna, jakiej Elbląg potrzebuje i na jaką bez wątpienia zasługuje”.

         Dalsza redaktorska praca Mariana Biskupa była urzeczywistnianiem zarysowanego wyżej planu badawczego. Na łamach „Rocznika Elbląskiego” wyniki badawcze związane z przeszłością miasta i regionu prezentowali pracownicy naukowi z Uniwersytetu Gdańskiego, Politechniki Gdańskiej, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, a także Uniwersytetu Warszawskiego i Łódzkiego, Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Dział recenzji uwzględniał polskie i obcojęzyczne publikacje na temat Elbląga. Podkreślić należy, że Prof. M. Biskup konsekwentnie udostępniał łamy czasopisma autorom pochodzącym z Elbląga. Przyczyniało się to do ukształtowania się miejscowego grona badaczy.

         W recenzji pracy Stanisława Gierszewskiego, „Elbląg. Przeszłość i teraźniejszość”, Gdańsk 1970 („Rocznik Elbląski”, t. 5, 1972, s. 321), napisał : „Synteza Gierszewskiego jest bowiem syntezą roboczą, ukazująca nie tylko, co i jak można już napisać o przeszłości naszego miasta, ale także istniejące nadal białe plamy, tak dotkliwe dla czasów nowożytnych, zwłaszcza najnowszych, zachęca do przygotowania pełniejszej i jeszcze bardziej rozbudowanej syntezy całości dziejów miasta”.

         Gdy z okazji 750-lecia Elbląga zorganizowana została sesja naukowa: Stan i potrzeby badań nad dziejami Elbląga 26-27 luty 1985), to w sposób naturalny jej zagajenie powierzono Prof. M. Biskupowi („Rocznik Elbląski”, t. 11, s. 17-19). Bez przesady można powiedzieć, że to właśnie działalność naukowa Mariana Biskupa była kamieniem węgielnym pod przyszłą „Historię Elbląga”, t. I-V, pod. red. S. Gierszewskiego i A. Grotha. Dzisiaj, kiedy wieloletnia praca nad monografią Elbląga się zakończyła, trzeba ten ideowy patronat Profesora przy tworzeniu ram tego wyjątkowego przedsięwzięcia szczególnie podkreślić.

         Prof. dr M. Biskup zredagował w latach 1961-1985 10 tomów „Rocznika Elbląskiego”. Dzięki Jego pracy czasopismo to utrzymywało wysoki poziom naukowy, stało się znane w kraju i zagranicą.

W działaniach Prof. M. Biskupa w Elblągu ważną rolę odgrywała popularyzacja wiedzy o przeszłości miasta. W 1966 r. zorganizował sesję popularno-naukową z okazji 500-lecia II pokoju Toruńskiego i wygłosił wykład „Udział Elbląga w wojnie trzynastoletniej”. Dnia 4 czerwca 1968 r. wygłosił odczyt dla szerokiego grona o Mikołaju Koperniku jako działaczu publicznym i obywatelu. Z inicjatywy Prof. dr. M. Biskupa, wówczas prezesa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Historycznego, w dniach 12-14 września 1975 r. W Elblągu odbyła się Międzynarodowa Konferencja Historyków Kultury Miast Nadbałtyckich XII-XVII wieku. Wzięli w niej udział wybitni historycy z Polski, a także Niemiec, Rosji, Finlandii.

Zasługi Prof. Mariana Biskupa dla Elbląga na polu naukowo-organizacyjnym są niepodważalne. Zostały one docenione przez Prezydenta Elbląga Henryka Słoninę, który 12 grudnia 2002 r. przesłał Profesorowi Marianowi Biskupowi list gratulacyjny z okazji osiemdziesiątych urodzin.

Przywracanie historii takiemu miastu, jakim jest Elbląg, nie było i nadal nie jest sprawą łatwą. Decydują o tym przede wszystkim skomplikowane dzieje naszego ośrodka i całego regionu, a w szerszym kontekście historia naszego państwa. Brak znajomości historii często uniemożliwia zrozumienie współczesnych wydarzeń i utrudnia, a nawet może uniemożliwić pomyślne budowanie przyszłości. Obok osobistych losów każdego z członków naszego społeczeństwa, dziejów poszczególnych grup, związków społecznych osobne miejsce będzie zajmowała historia ujęta w karby naukowego opisu i zapisu, jako zwornik zbiorowej pamięci, jeden z pomostów łączących kolejne pokolenia. Dla tak rozumianej historii, a szczególnie dla badań dziejów naszego regionu i miasta zasługi Profesora Mariana Biskupa są niepodważalne. Profesor Marian Biskup jest cenionym w środowisku międzynarodowych historyków mediewistą, wybitnym znawcą historii Pomorza Gdańskiego i dziejów Zakonu Krzyżackiego, autorytetem naukowym i moralnym dla wielu pokoleń historyków polskich, których był nauczycielem i wychowawcą. Wśród licznych Jego opracowań wymienię tylko jedno z najważniejszych: Marian Biskup, Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim (1308-1521), Gdańsk 1993. Nadanie Profesorowi Marianowi Biskupowi honorowego obywatelstwa naszego miasta byłoby pięknym aktem uznania Jego Pracy, jak i w symboliczny sposób wieńczyłoby wysiłki władz miejskich w zakresie kultywowania i propagowania dziedzictwa historycznego Elbląga.

Prezes Oddziału PTH w Elblągu

Wiesława Rynkiewicz-Domino

Published in: on 16 kwietnia 2012 at 22:30  Dodaj komentarz