Westerplatte

Byłam dzisiaj na Westerplatte.

Jak zwykle, kiedy mam tam grupę – jadę wcześniej. Lubię to miejsce. Lubię, tak jak Stutthof, czy Piaśnicę. Może dlatego, że ilekroć byliśmy w Polsce, Ojciec woził mnie w te miejsca. A już obowiązkowo 1 września na kwadrans przed 5 rano, musieliśmy być na Westerplatte, potem były po kolei: Poczta Polska, Tczew, Szymankowo, Kałdowo… Mnie już było łatwiej kultywować tradycję, mieszkałam już tutaj. I kiedy moje Dziecka były małe, każdego 1 września jechaliśmy świtem bladym na Westerplatte.

Przestałam tam jeździć na jakiś czas, po pewnej bardzo politycznej uroczystości, jaką zorganizowano nie tak dawno. Na nowo musiałam oswoić to miejsce. Odnaleźć je ponownie dla siebie. I tu uwaga – pośród całego obecnie tak modnego „bełkotu” na temat 7 dni obrony Westerplatte (czy 149 godzin, czy też około 8950 minut – jak kto woli…) jedynym opracowaniem godnym polecenia, bo obiektywnym, jest książka Jarosława Tuliszki pt. Westerplatte 1926-1939. Dzieje Wojskowej Składnicy Tranzytowej w wolnym mieście Gdańsku.  

*   /   *

Dzisiaj, jak zwykle byłam znacznie wcześniej i miałam ze sobą aparat. Szukałam drzew. Drzew z „Wtedy”. Pamiętam je z dzieciństwa, niektóre jeszcze ranne po Tamtym wrześniu. Dzisiaj ran już nie ma, zagoiły się. Gdzie niegdzie tylko jeszcze poznać można, które to drzewa.

A przy sposobności spaceru po pustym Westerplatte, nasunęła mi się myśl, która towarzyszy  mi od dawna w moim Mieście:

– czy u nas NIC nie może być zrobione prawidłowo? i rzetelnie???

Tę myśl posyłam stosownym służbom, za przeproszeniem, publicznym – które rekonstruując (?) bramę kolejową, tak rewelacyjnie ją postawiły, że niemal „zachodzi” ona na tory.

No, konia z rzędem, temu, kto przetoczyłby tędy cokolwiek po torach!!!

PS. gwoli ścisłości zamieszczam wypis z komentarza (jaki pod moim wpisem w całości):

projekt ten został przerwany przez nową władzę w 2008 r. Stąd też z braku pieniędzy nie udało się zakończyć wielu ważnych planów jak m.in. przywrócenie toru kolejowego na Westerplatte na swoje pierwotne położenie (tor został przesunięty po 1940 r.). Brama została zrekonstruowana w swoim pierwotnym położeniu, dokładnie nad reliktami fundamentów tejże bramy wysadzonej 1 września 1939 r. 

I tu nasuwa się pytanie – jak długo będzie jeszcze istniała historia „nasza” i „wasza”? czy w imię porządnej rekonstrukcji żadna ze stron nie może „schować ambicji do kieszeni”, aby razem coś zrobić porządnie? Dla tzw. przyszłych pokoleń, a bez zacietrzewienia?

Ile to ma wspólnego z rzetelnością historyczną? I ile kosztowała ta fuszerka?

A poniżej drzewa … dla uspokojenia 😉

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 17 kwietnia 2012 at 00:51  4 Komentarze