Gdańskie ponure refleksje

Najpierw będzie o fatalnym zarządzaniu pewnym muzeum w Gdańsku. Mimo, że i tak nie zmienię tzw. zarządców, i że nerwy sobie niepotrzebnie zniszczę. Dość na tym, że muzeum, które wspomina wyłącznie o jednym dziele, jako o najcenniejszym, jednocześnie nie wznawiając świetnej publikacji o nim – nie bardzo wie, w jakiej bajce się znajduje 😉 Ale to akurat, że bajki się tam komuś pomyliły – widać po braku koncepcji na wykorzystanie kapitalnego miejsca, w jakim owo muzeum się znajduje.

Muzeum tworzone było z mozołem przez człowieka, który mu poświęcił całe swoje życie, mieszkając tam z kotem, psem i siostrą, zbierając i ratując przed unicestwieniem detale, złom niemal, ale też i cenności nad cennościami w Mieście Niegdyś Królewskim.

O owym Człowieku pisałam tutaj, przy sposobności zainteresowania Wilhelmem Augustem Stryowskim. I Człowiek ów dzisiaj przewraca się w grobie…

I to tyle w temacie pewnej instytucji, excuses le mot, kultury.

Niewesoło też jest na ulicy Długiej… Szmata, czy jak kto woli, banner reklamowy powieszony w poprzek ulicy Długiej skutecznie zasłania wspaniały widok na Ratusz, czy na Bramę Długouliczną i Wieżę Więzienną – zależy gdzie się stoi. Estetyka owego bannera jest delikatnie mówiąc wątpliwa. I nic… Raz już Miasto Gdańsk za pomocą portalu FB zareagowało i sprawiło, że poprzednia szmata zniknęła. Za co chwała i wielkie podziękowania. Ale – to zjawisko jest, zupełnie niczym wańka-wstańka. Brak poczucia estetyki i stosownych kar za szpecenie miasta – mści się potężnie.

Dalej idąc, na Długim Targu w oczy dosłownie rzuca nam się nazwisko słynnego fizyka, jako reklama restauracji (?), bo przecież nie jego postaci. I co? I nic…

Szpetota Mojego Miasta może nieco przygaśnie, kiedy wybuchnie wiosna i zazieleni się dokoła. Ale wtedy inna odsłona brzydoty wychynie. Jegomoście, co to na odległość wioną smrodem nie tylko niemytych chyba nigdy ciał, ani nie pranych ubrań, ale też denaturatu w najczystszej postaci. Do tego wszechobecne gołębie i „tony” rozdeptanego chleba dla „biednych ptaszków” i mamy obraz serca miasta.

Po monitach jednej z Koleżanek Przewodniczek o zaplamionych zdjęciach w Bramie Długoulicznej (Złotej) – i rozmowie na ten temat z przemiłą osobą z SARP, „wzięłam się” i napisałam maila do Stowarzyszenia w sprawie oczyszczenia owych zdjęć. Oto i sam mail:

Szanowni Państwo,
czas jakiś temu (…) zapytałam czy jest możliwość, by zdjęcia w Bramie zostały wymyte, jako, że jakiś …delikatnie mówiąc ktoś… je zalał, kawą, czy nawet nie śmiem domyślać się czym jeszcze.
Ponieważ – jak wszystko – tak też i to wymaga pewnych funduszy, których, jak wiadomo nikt dzisiaj  nie ma – zaproponowałam, że sami (my – czyli przewodnicy) sfinansujemy i wykonamy czyszczenie (umycie) powierzchni zdjęć.
Prosimy tylko o Państwa zgodę na to, byśmy mogli umyć powierzchnię zdjęć i byście nam Państwo użyczyli drabiny – lub wskazali, kto może nam po sąsiedzku taką użyczyć na godzinę pracy przy zdjęciach.
Bo wstyd nam prowadząc grupy przez ten wspaniały zabytek – że Wasza praca została w taki sposób potraktowana.

Na razie – czekam na odpowiedź, bowiem to Oni są właścicielem Bramy. Rozdrobnienie własności zabytków, to kolejny pomysł niekoniecznie trafiony – ale o tym już kiedy indziej…

Swoją drogą, ciekawe ile czasu zajmie czekanie na mailową odpowiedź na maila… 😉

Mimo wszystko pozostaję optymistką – bo na przykład mamy w większości obskurne wprawdzie, ale jednak mamy – toalety publiczne 😉

A że nie mamy parkingu dla autokarów i że wyrzucono autokary z Chmielnej w imię znowu pomylenia bajki i kompletnego niezrozumienia frazy „frontem do turysty”- to już naprawdę drobiazg 😉




Published in: on 5 marca 2012 at 20:22  8 Komentarzy  

Migawki Gdańskie – Lwi Zamek

Robiąc porządki w artykule o gadającej głowie (mojej) wydzieliłam z tekstu dwie, osobne części: Gdański herb z Nowego Dworu Gdańskiego i Schwartzwaldowie.

Wśród zamieszczonych w tekście zdjęć, znalazło się też zdjęcie kamienicy numer 35, położonej przy ulicy Długiej.

Kamienica owa od bodaj XIX wieku funkcjonuje w świadomości Gdańszczan jako Lwi Zamek. A to dzięki dwóm kamiennym lwom ozdabiającym portal. Lwy te najprawdopodobniej pozostały po przedprożu, rozebranym jak wiele innych w Gdańsku – właśnie w wieku XIX. Wielce aktywny na polu „unowocześnienia” miasta był mój ulubiony Nadburmistrz. To unowocześnianie mamy mu nierzadko dzisiaj za złe, bo poznikały w owym czasie właśnie przedproża, które dzisiaj i tak się sypią, z braku stosownej dbałości. Niemniej jednak starał się z zapyziałego miasta prowincjonalnego, jakim wówczas był Gdańsk, zrobić miasto nowoczesne (komentarz do współczesności zostawię dla siebie).

Na przestrzeni wieków Lwi Zamek, jak zresztą większość kamienic w Gdańsku, ulegała daleko idącym przebudowom. Obecna „wersja” stanęła tu w II połowie XVI w. Oczywiście jak całe niemal miasto i ta kamienica „poległa” w marcu 1945. Odbudowano ją (w pełnej długości) w latach 1950 – 1953.

Z przekazów ikonograficznych wiemy, że niegdyś Lwi Zamek miał wspaniałe wyposażenie wnętrz. Ale i fasada nie należy do skromnych, dając ciekawy obraz statusu właścicieli. Znajdujemy tu wyraźne echa architektury niderlandzkiej, tak modnej wówczas w Gdańsku.

Niewiele możemy powiedzieć o właścicielach posesji. Właściwie znamy na pewno tylko dwa rody: Grossów z wieku XV i Schwartzwaldów z wieku XVII. Ponieważ o Schwartzwaldach już było, cofnijmy się do wieku XV.

Bartłomiej Gross – właściciel kamienicy, jaka tu stała, zanim powstał Lwi Zamek, był rajcą Prawego Miasta. Był jednym z trzech przedstawicieli Ratusza, zamordowanych przez Krzyżaków na zamku gdańskim w 1411 roku. Owo morderstwo wstrząsnęło miastem. A ich pogrzeb stał się milczącą manifestacją mieszkańców.

A poszło – mówiąc prosto – o Grunwald, czy jeszcze prościej – o „kasę”. Otóż po słynnej bitwie rozegranej na polach grunwaldzkich 15 lipca 1410 roku, Gdańsk zdecydował o przejściu na stronę króla polskiego i złożeniu mu przysięgi wierności. W tym celu, zgodnie z decyzją Rady Głównego Miasta, pod akurat oblegany przez Władysława (Jogaiłę) Malbork, udali się przedstawiciele Rady. Byli nimi burmistrzowie Konrad Leczkow (Letzkau) i Arnold Hecht, oraz rajca Bartłomiej Gross (prywatnie zięć Leczkowa). W sierpniu tego samego roku, Janusz z Tuliszkowa, odebrał w imieniu Jego Królewskiego Majestatu hołd Gdańska na Długim Targu. Niestety pokój polsko-krzyżacki, podpisany 1 lutego 1411 roku, nie włączył Gdańska do Korony Polskiej. Gdańsk pozostał we władaniu krzyżaków. A ci, dość szybko zaczęli rozprawiać się z tymi, którzy nie dochowali wierności. Ogromny podatek nałożony na miasto i blokada portu zwiastował ciężkie czasy. I Rada Miasta szukała rozwiązania nieznośnej sytuacji.

Rozpoczęto pertraktacje z komturem. Wkrótce też nadeszło od niego zaproszenie na rozmowy. Miały się dobyć podczas uczty na zamku, w pokojowej atmosferze. Parlamentarzystami miała być znana nam już trójka spod Malborka.

Jak powiadają kroniki, w Wielki Poniedziałek 1411 roku weszli oni do zamku. Tak jak weszli, tak przepadli… na tydzień.

Cały tydzień w Gdańsku czekano na ich powrót. Powszechna była opinia o uwięzieniu, coraz częściej też szeptano o morderstwie. Nie za darmo przecież nazywano krzyżaków „łotrami krzyżem znaczonymi”.

Wreszcie po tygodniu zamkowi wyrzucili za bramę martwe i najwidoczniej torturowane ciała swych trzech gości. Dla mieszkańców musiał to był szok, a dodać należy do tego jeszcze obawa tak przed zamkowymi, jak i ich poplecznikami w mieście (donosicielstwo przecież, to bardzo stare i popularne zajęcie). Miasto się zachłysnęło strachem.

Reperkusje dotknęły przede wszystkim rodzinę Grossa – a wiec żonę z trojgiem dzieci. Musiała opuścić dom przy Długiej 35. Po podwójnej stracie – ojca i męża, odebrano jej też cały majątek, bowiem Krzyżacy skonfiskowali jej wszystko, co posiadała, na dodatek każąc jej opuścić miasto. Kobieta została praktycznie sama ze swoim losem, bowiem nikt nie miał na tyle odwagi, by służyć jej pomocą. Do tego po mieście krążyła opinia, że Anna na taką karę po prostu zasłużyła, bowiem publicznie oskarżając komtura o morderstwo na ojcu i mężu, zwyczajnie go obraziła. Widać nie miała w sobie pokory niezbędnej kobiecie w tamtych czasach.

Do dzisiaj przemawia do nas to, co napisał Franciszek Mamuszka, że Anna wykrzyczała komturowi swoje oskarżenie prosto w twarz. Miała ponoć powiedzieć:

Gdybym była mężem jakom jest kobietą, i z tobą komturze samowtór w polu stanęła, byłabym tą ręką pomściła na tobie ojca i małżonka […]. Ty Boże Wszechmocny, miejże zmiłowanie i ześlij karę przynależną na bezprawie tak wielkie

Przy sposobności dziwiono się wielkoduszności komtura, że nie kazał jej utopić za takie zuchwalstwo, że okazał łaskę, wymierzając jej „tylko” karę wygnania (dodatkowo orzekając przepadek całego mienia).

Pogrzeb zamordowanych w farze Głównego Miasta podobno odbył się w zupełnej ciszy, bez dzwonów. Na taką jedynie manifestację stać było zastraszony Gdańsk.

I jeszcze kilkadziesiąt lat musiało miasto czekać na pozbycie się „łotrów krzyżem znaczonych”.

Schwartzwaldowie

Postanowiłam podzielić zbyt długie artykuły na krótsze, bardziej strawne…

Toteż na pierwszy ogień poszedł artykuł o Gdańskim herbie w Nowym Dworze Gdańskim. Poniżej „wklejam” wyjaśnienie w sprawie zniszczonego herbu – jakie napisałam dla Nowego Dworu  (zawiozłam je tam zresztą osobiście)…

Oto garść informacji o pieczętujących się zagadkowym herbem…

SCHWARTZWALDOWIE przybyli do Gdańska w XV wieku z miejscowości Czarnylas (to Kociewie, pomiędzy Starogardem a Skórczem).

Byli plebejuszami, szlachectwo otrzymali dopiero w 1556 r. od cesarza cesarz Karola V – w herbie mieli 5 żołędzi i głowę lwa).

Dorobili się na handlu i lichwie.

W tej kalwińskiej rodzinie najczęściej występowały imiona – Jan, Karol i Henryk. M.in. Burmistrz Gdańska – 1746-1748 – Johann Carl Schwartzwald. Rodzina wymarła w XVIII wieku.

Ostatnią z rodu była Anna, córka burmistrza Jana, dziedziczka olbrzymiej fortuny, zamężna za Edwardem Conradi, (który to odziedziczył większość majątku Schwartzwaldów).

Tu warto pamiętać, że Anna była matką Karola Fryderyka Conradiego – fundatora Conradinum.

Własnością Schwartzwaldów były między innymi podgdańskie wioski: Mokry Dwór, Wiślina i Jankowo (stąd Conradinum miało swoją pierwotną siedzibę właśnie w Jankowie).

W zbiorze inkunabułów biblioteki PAN w Gdańsku znajdują się księgi z bibliotek tak markiza d’Orii, jak i bibliotek kościelnych – m.in. Św. Piotra i Pawła, która to biblioteka włączona została do Biblioteki Miejskiej (PAN jest niejako spadkobiercą tej biblioteki) w XIX wieku. Te właśnie zbiory biblioteczne uważane były do czasów współczesnych za resztki tzw. Biblioteki Schwartzwaldów (własność Henryka Schwartzwalda) – XVI wiek.

To czasy nobilitacji tej rodziny – więc naturalnym było to, że w parze z nobilitacją – szło zdobywanie wykształcenia, a utrzymywanie bibliotek stanowiło niejako „mus” i przywilej tej klasy. Biblioteka stanowiła o statusie społecznym… A co najważniejsze, książki nie tylko posiadano, ale je CZYTANO! (Chciałoby się zakrzyknąć – ach – wróćcie te czasy!)

No, a że Schwartzwaldowie byli kalwinami, nigdzie indziej a właśnie w bibliotece kościoła Św. Piotra i Pawła, który był kościołem właśnie kalwinów, znalazła się książka z herbem tej rodziny.

W Gdańsku – do Schwartzwaldów należał tzw. Lwi Zamek, kamienica przy Długiej 35…

Jest w aktach miasta Gdańska informacja o ślubie Katarzyny ze Schwartzwaldów z Mateuszem Zimmermannem w październiku roku 1562. Ślub ten odbił się echem w mieście i poza nim, bo łamał przepisy antyzbytkowe z roku 1540 – ograniczające ilość dań na weselach.

W 1572 Katarzyna została wdową.

A w roku 1573 ponownie wyszła za mąż – za Michała Kerla i zamieszkała w jego domu – przy Długiej 29. W roku 1586 została ponownie wdową, ale i tym razem znalazła się doskonała partia – sam Bartłomiej Schachmann!!!

Na epitafium Schachmanna w Kościele Mariackim w Gdańsku prócz Anny Blemke (równie dobrej partii w mieście) jest wymieniona Katarzyna – nie mogło jej zabraknąć, wszak była córką rodu nobilitowanego przez samego Cesarza Karola V!

Katarzyna zmarła w roku 1599.

Tyle udało mi się znaleźć na gorąco… Mężczyźni z tej rodziny pozostają znacznie bardziej tajemniczy 😉

herb Schwartzwaldów z Siebmachera (wappenbuch.de)

herb Schwartzwaldów z Siebmachera (wappenbuch.de)

gdański dom Schwartzwaldów - Długa 45

gdański dom Schwartzwaldów - Długa 45

Epitafium Bartłomieja Schachmanna – herb Katarzyny umieszczony jest po prawej heraldycznej nad belkowaniem.

Epitafium zawieszone jest na płd. filarze transeptu.

… I tyle…

Brama Wyżynna – zaproszenie z Muzeum Historii Miasta Gdańska

Poniżej – zaproszenie, jakie dostałam mailem.

Publikuję, bo warto się pofatygować.

Brama Wyżynna jest niezwykle ciekawym obiektem Gdańska. Jako dziecko byłam zabierana w każdy zakamarek Bramy. Ale to było baaaardzo dawno, i czas najwyższy to sobie teraz odświeżyć… w odświeżonej Bramie 🙂

W imieniu Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza oraz  Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka, Muzeum Historyczne Miasta Gdańska serdecznie zaprasza na konferencję prasową w Bramie Wyżynnej, 1 marca 2012 r. o godzinie 13.00.

Konferencja organizowana jest, aby zaprezentować efekt prac remontowych przeprowadzonych w obiekcie przez Muzeum Historyczne Miasta Gdańska.

W ramach remontu  wykonano kompletne prace konserwatorskie wszystkich elewacji i wnętrz Bramy Wyżynnej, aranżację fryzów elewacji wschodniej i zachodniej, przywrócono złocenia i kolory na herbach. Wewnątrz Bramy usunięto wtórne ściany czyniąc z parteru przestronną salę recepcyjną z dwoma antresolami. Piętro zaaranżowano na salę konferencyjną.

W piwnicy wykonano zachowawcze prace konserwatorskie oraz zamontowano węzeł ciepłowniczy. Dookoła obiektu wykonano izolacje pionowe i poziome. Obiekt został wyposażony w instalację klimatyzacyjną.

Podczas prac odkryto drewnianą konstrukcję, prawdopodobnie służącą kiedyś do podnoszenia i opuszczania mostu zwodzonego. Konstrukcję zachowano i zakonserwowano, a jej część można podziwiać przez tzw. okulus w podłodze 1 piętra, czyli sali konferencyjnej.

Położono nowe instalacje – elektryczną i teletechniczną. Przeprowadzono prace archeologiczne w piwnicy oraz przy fundamentach bramy.

Zgodnie z przepisami przeciwpożarowymi, wszystkie kondygnacje są wydzielonymi strefami.

Wysokość kontraktu na roboty budowlane to 2 897 040,71zł.

W Bramie Wyżynnej powstanie Zintegrowany System Informacji Turystycznej współfinansowany przez Regionalny Program Operacyjny dla Województwa Pomorskiego oraz przez Urząd Marszałkowski i Urząd Miasta.

Strojnie :)

Czas jakiś temu – zainspirowani (Kuba N., Aga S. i ja) historią ubioru, a także moją wieloletnią współpracą z Żółtym Regimentem Piechoty na Zamku w Gniewie, postanowiliśmy uatrakcyjnić nasze oprowadzanie po Gdańsku (i nie tylko tutaj).

Zanurkowaliśmy w garderobie Opery Bałtyckiej, gdzie niezmiennie stoicko cierpliwa Pani G.M. – jak zawsze – pomogła dobrać odpowiednie stroje, starając się zachować powagę podczas naszych przymiarkowych szaleństw…

I oto na ulicach Prawego Miasta Gdańska ukazały się postaci „historyczne” (no, ja nie całkiem, bo brakowało mi wtedy peruki do kompletu 😉 ).

Reakcja ludzi była świetna – widać, jak bardzo takich atrakcji brakuje w Moim Mieście.

Bo to, że na Nocne w Wiadomym Zamku, czy nawet w dzień z naszymi grupami idziemy w strojach, to jest zupełnie oczywiste. W końcu to Wiadomy Zamek, a jako miejsce wyjątkowe –  ma swoje prawa…

Tu, w Gdańsku – nasz pomysł chwycił.

Kolejni przewodnicy zaczynają „podchwytywać” ten świetny sposób na wybudzenie się z „ubiorowej rutyny” przewodnickiej (a może wreszcie nie tylko „ubiorowej”… ;)).

Brawo, tak trzymać  !!!!!

Mam więc nadzieję, że zapoczątkowaliśmy pewną tradycję w Gdańsku i cieszyłoby mnie, gdyby kolejni przewodnicy poszli w nasze ślady.

Naprawdę warto!!!

Przecież strój znacznie przybliża epokę, o której się opowiada, i ułatwia kontakt z grupą. Nie zapominajmy też, że w każdym z nas tkwi dziecko. Strój pozwala oderwać się od rzeczywistości – tak przewodnikowi jak i grupie. 🙂

Koszty wypożyczenia stroju nie są duże, a wszystkiego dowiedzieć się można dzwoniąc do Opery Bałtyckiej.

Przyda się rozbicie szarości naszego Miasta.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 25 stycznia 2012 at 11:39  4 Komentarze  
Tags: , , , , , , ,

Gdańsk – wieczornie

I tak sobie szłam przez Miasto Moje Wieczorne i zachwycałam się nim od nowa… Jakiś księżyc nad Św. Jerzym, a do tego Brama Długouliczna, i widok na Ratusz. Wszystko to aż pchało mi się w obiektyw. I do ucha – bo akurat „grał” Ratusz.

A przy sposobności oczy przyciągnęła, po raz nie wiem który, Brama.

Kiedyś stała tu średniowieczna brama – taka ceglana 🙂 zwykła, jak to brama. Aż w XVII wieku nadszedł czas zmian. Ależ musiano narzekać (a może nie) na bałagan i rozbabrane miasto podczas licznych przebudów w tym czasie. Z Bramą (i nie tylko z nią) nieodłącznie związana jest postać Ambrahama van den Blocke’a (van den Block, lub van den Blocke, bo spotykamy się z różną pisownią jego nazwiska). Figury na balustradzie gzymsu koronującego odkute zostały przez Piotra Ringeringa jakieś 30 lat po powstaniu Bramy w obecnym kształcie. Usunięto je jednak w drugiej połowie XIX wieku. I dlatego, gdy po wojennych zniszczeniach odbudowywano Miasto i przy sposobności zdecydowano się odtworzyć brakujące figury na Bramie – trzeba było posłużyć się ceramicznymi kopiami z roku 1878. Mówiąc o zniszczeniach wojennych – mam tu głównie na myśli marzec 1945 roku – miesiąc śmierci Miasta, błędnie często nazywany „wyzwoleniem”.

Patrząc dzisiaj na Bramę Długouliczną, zwaną popularnie Złotą, widzimy ją po restauracji, czy do końca udanej – można by dyskutować.  Ale i tak mimo wszystko skupiamy się na przekazie, jaki niesie – starając się nie zauważać niedociągnięć dokoła.

I tak stojąc w niezmiennym zachwycie przed świetnie oświetloną Bramą, patrzyłam na figury, usiłując je zmieścić w obiektywie aparatu i zastanawiając się nad głębią treści i ideologią sprzed wieków. Może i sprzed wieków, ale jakże wciąż aktualną… Bo cała Brama mówi, opisuje Miasto, daje wskazówki jak je postrzegać.

A więc mamy od zachodniej strony figury przedstawiające: Pokój, z gałązką palmową i laską oplecioną laurem; to triumf i zwycięstwo. Pokój zazwyczaj depcze alegorię wojny z zarzewiem (głowa żeńska z pochodnią). Zaraz obok, po sąsiedzku stoi Wolność z kapeluszem i kodeksem prawnym. Kapelusz – a właściwie pileus – był znakiem wolności, bo nakładano go na ogoloną głowę świeżo wyzwolonego niewolnika. Dalej stoi Obfitość – tłumaczona jako Bogactwo. I tu nie trzeba nic wyjaśniać – dzierży Róg Obfitości. No i czwarta figura to Sława. Trzyma trąbę (to jej nieodłączny atrybut) i tarczę słoneczną oznaczającą blask wiecznej światłości, a depcze Zawiść (Zazdrość).

Od wschodu zaś (czyli od strony ulicy Długiej) widać Roztropność z lunetą i zegarem. To może bardziej Umiarkowanie – bo zegar to regularny i wstrzemięźliwy rytm życia, a luneta – to dalekowzroczność. Dalej, wznosząc oczy ku niebu stoi Pobożność z Pismem Świętym a zaraz obok niej Sprawiedliwość z wagą i prętem mierniczym w jednej, a gałązką oliwną i mieczem w drugiej ręce. Ten pręt mierniczy pojawia się potem jeszcze na plafonie w Letniej Sali rady ratusza Prawego Miasta. A wziął się z Ewangelii ” odmierzam wam bowiem taką miarą jaką wy mierzycie” Łk 6:38. No i najbliżej Dworu Bractwa Św. Jerzego stoi Zgoda. Trzyma pęk ciasno związanych strzał, ale w drugiej dłoni ma jedną strzałę, złamaną. I tu na myśl przychodzi historia Skilurosa, władcy Krymu, i słowa „jednością silni”. A raczej – zgodnie z inskrypcją na Bramie, maksyma mówiąca, że „zgodą małe państwa rosną, niezgodą duże upadają”.

I to wcale jeszcze nie koniec czytania Bramy Długoulicznej. Ale najlepiej stanąć przed nią, czy to od zachodu, czy od strony ulicy Długiej i samemu wsłuchać się w to, co chce powiedzieć o ambicjach mieszkańców. I o pozycji Miasta – Wtedy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Mój Gdańsk – bez pośpiechu

Mam wolne.

Skończył się sezon – do końca roku (bieżącego)  mam wolne 🙂

Po bardzo intensywnym – acz niezmiernie ciekawym sezonie, teraz mam czas dla siebie. To czas na zachwyty, na dodatkowe szkolenia, na „włóczenie się” bez celu po Moim Mieście i okolicach. To czas także by zauważyć dotychczas niezauważone… By zatrzymać się w biegu.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 30 grudnia 2011 at 22:57  Dodaj komentarz  

Standardowo – Gdańsk

Dzisiaj miałam wolne, i następne parę dni także mam wolne. Radość z nic-nie-robienia po dłuuuugim sezonie i natychmiast  myśl – aparat czeka. Gdańsk też.

Parę ujęć Miasta – ale z innej perspektywy. Bez bylejakości i szmat wiszących na Długiej, bez reklam.

Mój Gdańsk w detalach i w cegle.

Na skróty do tramwaju przeszłam przez Zespół Przedbramia ul. Długiej, i złapałam parę ujęć, jakich dotychczas w pędzie z grupami nie zauważyłam 🙂 No – poza wiadomą cegłą! I tę też oczywiście ujęłam.

Tutaj – wklejam łącze do bardzo ciekawego artykułu o stolarce drzwiowej w Muzeum Bursztynu 0 bo taką dzisiaj funkcję pełni Zespół Przedbramia ulicy Długiej…

Następnym razem zdjęcia będą z wnętrz. Nie tyle bursztyn mnie tutaj fascynuje, aczkolwiek mamy tu ciekawe obiekty, ale właśnie stolarka drzwiowa, i ściany. Tam także są inskrypcje. Ale o tym kiedy indziej. Tutaj – można zapoznać się z krótką historią miejsca.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 29 grudnia 2011 at 18:03  Dodaj komentarz  

PGE ARENA

No i stało się, musiałam pojechać na stadion PGE Arena…

Chyba jako jedyna w całym mieście nie poddałam się tej ogólnej histerii zachwytów nad cudem techniki i inżynierii. Stadion jak stadion. Najważniejsze jest kto w nim robi atmosferę… A z tym u nas, jak wiadomo, jest źle. Pod każdym względem źle. Żeby nie powiedzieć ŻENUJĄCO.

No, to chociaż stadion jest ładny. Bo urody mu nie można odmówić.

Załączam zdjęcia i zamykam temat.

🙂

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Published in: on 6 grudnia 2011 at 21:10  6 Komentarzy  
Tags: , , , , , , , ,

Gdańsk – migawki

Dawno nie poświęcałam tu miejsca Mojemu Miastu.

Fakt, nie bardzo mam czas i z drugiej strony nieczęsto tu ostatnio bywam. Kiedy mam grupy w Moim Mieście, to przeważnie nie mam aparatu przy sobie, albo zwyczajnie nie chce mi się robić zdjęć, bo złoszczą mnie brudne szmaty wiszące na ulicy Długiej (szumnie nazywane bannerami reklamowymi), a także reklamy wiszące na budynku Ratusza Prawego Miasta.

Estetyka miasta… No dobrze, nie będę się czepiała – bo lista skarg i wniosków jest zbyt długa…

Ostatnio jednak wzięłam aparat, i czekając na grupę porobiłam parę zdjęć, ot tak, a potem wracając z nader udanej wycieczki – też mi jakoś tak Moje Miasto wpadło w obiektyw…

Widać dobrze wyjeżdżać, by móc zatęsknić 😉

Published in: on 22 listopada 2011 at 15:19  4 Komentarze