Dbałość o zabytki

Tym razem będzie bez komentarza, bo każde słowo, jakie powinnam tu użyć,  jest słowem nie nadającym się do druku. Gratulujemy Miastu bezsilności, gratulujemy dbałości o zabytki.

TUTAJ zdjęcia zabytku umierającego po cichu, z dala od centrum i co gorsza – z dala od zainteresowania 😦

TUTAJ Prof. Januszajtis o Wrzeszczu – w tym o umierającym dworze, a TUTAJ o pewnej akcji i o braku reakcji.

Gdański Mariacki – czyli co można wyczytać ze ścian

Tym razem nie będzie tekstu, a co tam, SAME OBRAZKI wystarczą…

Tym razem mój Mariacki od zewnątrz, jako kopalnia informacji.

😀

Inspiracje – migawki oliwskie

Zainspirowana ciekawym artykułem Radka Sikory o husarii w Oliwie – przyjrzałam się dokładniej nagrobkowi Kosów. Niestety, jakość zdjęć adekwatna do aparatu… Miałam ze sobą tylko „małpkę”.  Ale dobre i to 😉

Niezmiernie ciekawy jest ten nagrobek. I to nie tyle w kontekście zbroi czy – zestawu herbów na fryzie. Mnie bowiem najbardziej interesuje … człowiek. Stąd, od lat wpatruję się w twarz Justyny Kosowej (siostry opata Dawida Konarskiego) i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że za bardzo szczęśliwa to ona nie była. Czy była to pochodna jej dość trudnej (w percepcji) urody, czy też małżeństwa może niekoniecznie chcianego? A może tego dziecka klęczącego po jej stronie – czyli zmarłego w dzieciństwie? Czy też może to echo utraty obu starszych synów niemalże jednocześnie? Nie wiadomo i nawet niezawodny plotkarz Kacper Niesiecki – nic nie mówi o tej sferze jej życia…

On pisze tylko tyle:

Za Króla Stefana Batorego, trzej bracia rodzeni przy dworze jego kwitnęli: to jest Mikołaj sekretarz królewski, proboszcz i kanonik Warmiński, Kujawski i Warszawki kanonik; Stanisław, potem podkomorzy Wendeński, Lemselski i Wendzelski i starosta, pisarz polny pod czas expedycyi Inflantskiej, którego pamiętne SA rycerskie dzieła i odwagi. Trzeci  Floryan ten się różnemi wsławił poselstwy, człowiek wielkiej experyencyi, umarł w Warszawie, tamże w kościele Ś. Jana pochowany.

Mikołaj Kos, na nagrobku w Oliwie tę mu pochwałę dają, Pietate in Deum, in Ecclesias, Clerum, egentes, liberalitate, in Patriam fide, in amicos integritate, illustris, obiit 1599. eatat. 60. żona jego Justyna Konarska herbu Osoria, dwóch mu synów powiła, Felixa opata Pelplińskiego i generalnego zakonu Cystercyeńskiego przez Polskę komisarza, gruntu o który kontrowersja między nim a biskupem Kujawskim zachodziła, obadwa na kościół nasz Gdański nastąpili, prałat i ludzkości i szczodrobliwości nieporównanej, wizytując Oliwski klasztor tam koniec życia swego znalazł 1618. Wieku swego 48. Świadkiem jego tamże nagrobek z mosiądzu odlewany. Jędrzej brat jego rodzony za nim w tymże roku poszedł, o tym nagrobek jego w Oliwie tak mówi: Vera paternaepietatis et candoris imago, publice ac privatorum pacis studiosissimus, officio erga amicos Constantin, in suma exspectatione annum agens 38. febri virulenta absumptus est.

O samej Justynie Niesiecki pisze tak:

Jan Konarski z Zelisławskiej herbu Dąb spłodził pięć córek, jedna z nich Justyna wydana za Kossa Mikołaja , białogłowa i roztropnością i skromnością obyczajów zalecana , umarła w Oliwie 1631. Wieku swego 75. Na Opatowcu przy bracie swoim zostając, ołtarz Coronae Christi wystawiła i organy, jako jej nagrobek opowiada.

(cytaty z: Herbarz Polski Kaspra Niesickiego S.J. powiększony dodatkami z późniejszych autorów, rękopismów, dowodów urzędowych i wydany przez Jana Nep. Bobrowicza, tom V, w Lipsku nakładem i drukiem Breitkopfa i Haertela 1840)

I tyle… skromność obyczajów i roztropność – w domyśle: postępowania wedle zaleceń pana ojca i pani matki…

Pewnie więc jeszcze wiele lat nagrobek Kosów będzie wzbudzał zachwyt nie tyle bryłą, co doskonałym przedstawieniem postaci…

Gdańsk – pchający się w obiektyw

Jako, że wszechobecne szaleństwo EURO jest mi całkowicie obce, mam czas w spokoju przeglądać archiwum zdjęciowe. Bardzo lubię robić zdjęcia – mimo, iż nie jestem tzw. zawodowcem (a może właśnie dlatego). Dla mnie liczy się efekt końcowy – swego rodzaju dokumentacja nastroju i chwili 🙂 A przy tym jako, że zazwyczaj to, co na zdjęciu – jest fotogeniczne i aż pcha się w obiektyw – to i frajda tym większa.

Oto więc część mojego Fotogenicznego Miasta, dającego taką radość fotografowania 🙂

Published in: on 10 czerwca 2012 at 22:20  Dodaj komentarz  

Organy w Oliwie

Oliwa…

Wyjątkowe miejsce i absolutnie konieczne na liście „ZWIEDZIĆ”.

Najdłuższy pocysterski kościół na świecie, dysponujący świetną akustyką i paroma zagadkami.

To wszystko powoduje, że ten kościół poklasztorny wciąż chętnie jest odwiedzany przez turystów, a także popularny jest wśród par pragnących zawrzeć związek małżeński.

Jako, że historia oliwskiej świątyni a także cystersów na tych terenach sięga wieku XII, odsyłam więc do zapoznania się z niezwykle interesującą stroną Pana Adama Kromera, a traktującą właśnie o historii tak konwentu, jak i samej Oliiwy.

Ponieważ ostatnio podczas mojej wycieczki po katedrze wraz z moją grupą wysłuchałam prezentacji organów – nagrałam ją i zamieszczam. Niestety nie pamiętam nazwiska organisty, a szkoda, bo grał świetnie.

Każdego roku od 55 lat – w Oliwie odbywają się Międzynarodowe Festiwale Muzyki Organowej. Warto się wybrać, bowiem tak miejsce, jak i repertuar, a także wykonawcy – gwarantują strawę dla ducha.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Published in: on 21 kwietnia 2012 at 18:52  Dodaj komentarz  

Westerplatte

Byłam dzisiaj na Westerplatte.

Jak zwykle, kiedy mam tam grupę – jadę wcześniej. Lubię to miejsce. Lubię, tak jak Stutthof, czy Piaśnicę. Może dlatego, że ilekroć byliśmy w Polsce, Ojciec woził mnie w te miejsca. A już obowiązkowo 1 września na kwadrans przed 5 rano, musieliśmy być na Westerplatte, potem były po kolei: Poczta Polska, Tczew, Szymankowo, Kałdowo… Mnie już było łatwiej kultywować tradycję, mieszkałam już tutaj. I kiedy moje Dziecka były małe, każdego 1 września jechaliśmy świtem bladym na Westerplatte.

Przestałam tam jeździć na jakiś czas, po pewnej bardzo politycznej uroczystości, jaką zorganizowano nie tak dawno. Na nowo musiałam oswoić to miejsce. Odnaleźć je ponownie dla siebie. I tu uwaga – pośród całego obecnie tak modnego „bełkotu” na temat 7 dni obrony Westerplatte (czy 149 godzin, czy też około 8950 minut – jak kto woli…) jedynym opracowaniem godnym polecenia, bo obiektywnym, jest książka Jarosława Tuliszki pt. Westerplatte 1926-1939. Dzieje Wojskowej Składnicy Tranzytowej w wolnym mieście Gdańsku.  

*   /   *

Dzisiaj, jak zwykle byłam znacznie wcześniej i miałam ze sobą aparat. Szukałam drzew. Drzew z „Wtedy”. Pamiętam je z dzieciństwa, niektóre jeszcze ranne po Tamtym wrześniu. Dzisiaj ran już nie ma, zagoiły się. Gdzie niegdzie tylko jeszcze poznać można, które to drzewa.

A przy sposobności spaceru po pustym Westerplatte, nasunęła mi się myśl, która towarzyszy  mi od dawna w moim Mieście:

– czy u nas NIC nie może być zrobione prawidłowo? i rzetelnie???

Tę myśl posyłam stosownym służbom, za przeproszeniem, publicznym – które rekonstruując (?) bramę kolejową, tak rewelacyjnie ją postawiły, że niemal „zachodzi” ona na tory.

No, konia z rzędem, temu, kto przetoczyłby tędy cokolwiek po torach!!!

PS. gwoli ścisłości zamieszczam wypis z komentarza (jaki pod moim wpisem w całości):

projekt ten został przerwany przez nową władzę w 2008 r. Stąd też z braku pieniędzy nie udało się zakończyć wielu ważnych planów jak m.in. przywrócenie toru kolejowego na Westerplatte na swoje pierwotne położenie (tor został przesunięty po 1940 r.). Brama została zrekonstruowana w swoim pierwotnym położeniu, dokładnie nad reliktami fundamentów tejże bramy wysadzonej 1 września 1939 r. 

I tu nasuwa się pytanie – jak długo będzie jeszcze istniała historia „nasza” i „wasza”? czy w imię porządnej rekonstrukcji żadna ze stron nie może „schować ambicji do kieszeni”, aby razem coś zrobić porządnie? Dla tzw. przyszłych pokoleń, a bez zacietrzewienia?

Ile to ma wspólnego z rzetelnością historyczną? I ile kosztowała ta fuszerka?

A poniżej drzewa … dla uspokojenia 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Published in: on 17 kwietnia 2012 at 00:51  4 Komentarze  

Gdańskich ponurych refleksji c.d. – zrób to sam Obywatelu

W zeszłym tygodniu zajrzałam do SARP-u, jako że (słusznie) wątpiłam w jakąkolwiek odpowiedź na mojego maila… Zaproponowałam umycie zalanego zdjęcia w Bramie. Miłe Panie, na które tam trafiłam, a które chyba się tego zupełnie nie spodziewały, po wyłuszczeniu przeze mnie sprawy – zobowiązały się do użyczenia nam drabiny 🙂

Zadzwoniłam do Agi – zgodziła się natychmiast. Nawet podjęła się „śmigania” po owej drabinie. Ja zaś podjęłam się trzymania tej drabiny, bo z moim lękiem wysokości nie chciałam się pchać po szczebelkach do góry (byłby ze mną kłopot, gdybym zjechała po rzeczonych szczebelkach). Do „ekipy” trzymającej drabinę zgłosiły się jeszcze: Magda (w końcu to ona poruszyła sprawę brudu), Joasia i Dorota.

😀

No i dzisiaj wszystko się odbyło!

O godzinie 12:00 spotkałyśmy się w Bramie Długoulicznej – zwanej Złotą.

Pięć przewodniczek turystycznych: Aga Syroka, Joanka Kruszewska, Magda Kosko-Frączek, Dorota Stachura, ja. Dorotka Łapicka z aparatem w garści – pełniła odpowiedzialną funkcję Nadwornego Kronikarza Wypadków Bramnych.

Pod koniec całej akcji – która zajęła raptem pół godziny – zjawili się dwaj panowie „rzeźbiarze” (jak ich określiły panie z SARP-u) po kask i uprząż. Wybierali się bowiem naprawiać figurę na attyce bramy. Dziękujemy za spokój, życzliwość i uśmiech!! Zaproponowali pomoc przy doczyszczeniu zacieków i wkrótce zdjęcie odzyskało blask.

Z jednym ALE… Bo niestety zawsze musi być jakieś ALE…. 😦

Jako, że zdjęcie oblano ponad rok temu (i to najprawdopodobniej Pepsi lub Colą), od tego czasu zrobiły się wżery w strukturze materiału, na który zostały „rzucone” zdjęcia. A więc, gdyby nie nasza akcja, zdjęcie za jakiś czas pewnie zmieniłoby się w strzępy. Widać wżery – ale przynajmniej zniknęły obrzydliwe brązowe plamy, sugerujące wręcz wymiociny.

Jak widać, w naszym mieście – jeśli się samemu czegoś nie zrobi, to NIKT nie zrobi. A stosowne (?) służby potrafią się wyłącznie obrażać, kiedy im się zwróci uwagę.

A wszystko zaczęło się od tego, że Magdę K-F w końcu zdenerwował brud na zdjęciu. Gdyby tak czekać na ruch służb stosownych (?), to pewnie byśmy czekały następne dwa lata. A tak – już po krzyku 🙂

Dla informacji podaję koszt całego przedsięwzięcia:

  • środek do mycia powierzchni delikatnych – 9,90 zł,
  • szmatki flanelowe (2 st) 3,50.
  • gąbki i rękawice – własne.

Więc nawet, gdyby zatrudnić kogoś do wykonania tej pracy – to zajęłoby to PÓŁ godziny, więc zapłata wyniosłaby… ILE wynosi stawka za PÓŁ godziny roboty ?? Gdybyśmy miały „profesjonalny” sprzęt do mycia okien – czyli gąbkę na długim drążku, to trwałoby to jeszcze krócej… Jak więc widać – nie jest to skomplikowana procedura 😉

Oto Kronika Wypadków Bramnych uwieczniona przez Dorotkę Łapicką 🙂

p.s. Tak – wiem, że zdjęcia wyglądają śmiesznie 😀 – ale naprawdę więcej niż jedna osoba nie zmieści się na drabinie 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wieczorny Gość

Jak na święto przystało – mieliśmy Gościa. Wieczorem – bo to był Gość Wieczorny. Nie mogliśmy się napatrzeć – staliśmy na ulicy i robiliśmy zdjęcia zauroczeni.

… Zdumiałam się, że Dziecko Starsze dzwoni do mnie, chociaż dopiero wyszło od nas. Kiedy odezwał mi się w słuchawce cichym głosem nakazując, bym zobaczyła co siedzi na balkonie, w pierwszym momencie się przestraszyłam. Przypomniała mi się małpa na Point Road…

Zgasiłam światło w pokoju i ostrożnie odsłoniłam okno.

Zobaczyłam! Porwałam aparat i resztę Rodziny – ze statywem 😉

Pośród nerwowych szeptów wylegliśmy  na ulicę. Rozstawiliśmy statyw i przez paręnaście minut mogliśmy cieszyć oczy niecodziennym (niewieczornym) widokiem Gościa…

Niektóre zdjęcia są rozmazane, bo Gość zmieniał od czasu do czasu pozycję 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Published in: on 8 marca 2012 at 22:29  10 Komentarzy  

Cegły gdańskie mariackie

Kolega przysłał mi maila ze zdjęciami cegieł… Podsyła mi czasami takie „smaczki” ceglane. A że spostrzegawczy jest niezmiernie – to często okazuje się, że „tysiąc pięćset osiemset” razy przechodziłam koło czegoś, czego zupełnie nie zauważyłam, a On raz i natychmiast chwycił w obiektyw.

I tak było też i tym razem. Podesłał mi zdjęcia cegieł MOJEGO Mariackiego…

Swoją drogą, od lat koncentruję się wyłącznie na kamiennym cokole owego kościoła NAJ. Zwłaszcza po pewnej konferencji dotyczącej kamienia szwedzkiego w gdańskiej architekturze.

Ale, żebym JA nie zauważyła takich cudów na cegłach mojego mariackiego ???

No i w niedzielę, zaraz po zajęciach z Kursantami – otuliłam się mocniej szalikiem i ruszyłam oglądać mury mojego kościoła Naj 🙂

Oto co znalazłam:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Published in: on 5 marca 2012 at 20:58  6 Komentarzy  

Gdańskie ponure refleksje

Najpierw będzie o fatalnym zarządzaniu pewnym muzeum w Gdańsku. Mimo, że i tak nie zmienię tzw. zarządców, i że nerwy sobie niepotrzebnie zniszczę. Dość na tym, że muzeum, które wspomina wyłącznie o jednym dziele, jako o najcenniejszym, jednocześnie nie wznawiając świetnej publikacji o nim – nie bardzo wie, w jakiej bajce się znajduje 😉 Ale to akurat, że bajki się tam komuś pomyliły – widać po braku koncepcji na wykorzystanie kapitalnego miejsca, w jakim owo muzeum się znajduje.

Muzeum tworzone było z mozołem przez człowieka, który mu poświęcił całe swoje życie, mieszkając tam z kotem, psem i siostrą, zbierając i ratując przed unicestwieniem detale, złom niemal, ale też i cenności nad cennościami w Mieście Niegdyś Królewskim.

O owym Człowieku pisałam tutaj, przy sposobności zainteresowania Wilhelmem Augustem Stryowskim. I Człowiek ów dzisiaj przewraca się w grobie…

I to tyle w temacie pewnej instytucji, excuses le mot, kultury.

Niewesoło też jest na ulicy Długiej… Szmata, czy jak kto woli, banner reklamowy powieszony w poprzek ulicy Długiej skutecznie zasłania wspaniały widok na Ratusz, czy na Bramę Długouliczną i Wieżę Więzienną – zależy gdzie się stoi. Estetyka owego bannera jest delikatnie mówiąc wątpliwa. I nic… Raz już Miasto Gdańsk za pomocą portalu FB zareagowało i sprawiło, że poprzednia szmata zniknęła. Za co chwała i wielkie podziękowania. Ale – to zjawisko jest, zupełnie niczym wańka-wstańka. Brak poczucia estetyki i stosownych kar za szpecenie miasta – mści się potężnie.

Dalej idąc, na Długim Targu w oczy dosłownie rzuca nam się nazwisko słynnego fizyka, jako reklama restauracji (?), bo przecież nie jego postaci. I co? I nic…

Szpetota Mojego Miasta może nieco przygaśnie, kiedy wybuchnie wiosna i zazieleni się dokoła. Ale wtedy inna odsłona brzydoty wychynie. Jegomoście, co to na odległość wioną smrodem nie tylko niemytych chyba nigdy ciał, ani nie pranych ubrań, ale też denaturatu w najczystszej postaci. Do tego wszechobecne gołębie i „tony” rozdeptanego chleba dla „biednych ptaszków” i mamy obraz serca miasta.

Po monitach jednej z Koleżanek Przewodniczek o zaplamionych zdjęciach w Bramie Długoulicznej (Złotej) – i rozmowie na ten temat z przemiłą osobą z SARP, „wzięłam się” i napisałam maila do Stowarzyszenia w sprawie oczyszczenia owych zdjęć. Oto i sam mail:

Szanowni Państwo,
czas jakiś temu (…) zapytałam czy jest możliwość, by zdjęcia w Bramie zostały wymyte, jako, że jakiś …delikatnie mówiąc ktoś… je zalał, kawą, czy nawet nie śmiem domyślać się czym jeszcze.
Ponieważ – jak wszystko – tak też i to wymaga pewnych funduszy, których, jak wiadomo nikt dzisiaj  nie ma – zaproponowałam, że sami (my – czyli przewodnicy) sfinansujemy i wykonamy czyszczenie (umycie) powierzchni zdjęć.
Prosimy tylko o Państwa zgodę na to, byśmy mogli umyć powierzchnię zdjęć i byście nam Państwo użyczyli drabiny – lub wskazali, kto może nam po sąsiedzku taką użyczyć na godzinę pracy przy zdjęciach.
Bo wstyd nam prowadząc grupy przez ten wspaniały zabytek – że Wasza praca została w taki sposób potraktowana.

Na razie – czekam na odpowiedź, bowiem to Oni są właścicielem Bramy. Rozdrobnienie własności zabytków, to kolejny pomysł niekoniecznie trafiony – ale o tym już kiedy indziej…

Swoją drogą, ciekawe ile czasu zajmie czekanie na mailową odpowiedź na maila… 😉

Mimo wszystko pozostaję optymistką – bo na przykład mamy w większości obskurne wprawdzie, ale jednak mamy – toalety publiczne 😉

A że nie mamy parkingu dla autokarów i że wyrzucono autokary z Chmielnej w imię znowu pomylenia bajki i kompletnego niezrozumienia frazy „frontem do turysty”- to już naprawdę drobiazg 😉




Published in: on 5 marca 2012 at 20:22  8 Komentarzy