Wpadło mi w obiektyw…

Droga do Torunia była gorzej niż koszmarna.

Mgła – niczym mleko i do tego wieczór, nagły. Oczywiście niespodziewany, jak każdy wieczór jesienny. Jechałam dosłownie „na wiewiórę” – czyli nos miałam niemal na szybie. Chyba powinnam e końcu zmienić okulary 😉

Ale za to Toruń – przywitał nas w tej mgle – jak zwykle zachwycający. Truizm, ale akurat żadne inne słowo mi do głowy nie przyszło…

Zainstalowałam grupę w hotelu, i pojechałam zaparkować autko pod mostem – tradycyjnie, no bo gdzieżby indziej. Potem poszłam do swojego hotelu, bowiem tym razem spałam w innym, niż grupa. Po jakimś czasie – zorientowałam się, że oczywiście zapomniałam ładowarki do komórki z samochodu 😉

Pomaszerowałam więc tym mlecznym, rozświetlonym „echem” reflektorów Toruniem pod most… No i oto co mi po drodze wpadło w obiektyw:

P.S.

cegłę dostałam CUDOWNOŚCI – do mojej kolekcji. mam więc już tych cegieł 31 sztuk 🙂

Published in: on 23 października 2012 at 21:42  3 Komentarze  

Cukierki – Herbata Kłapouchego i pogaduchy w PiKawie

Krysia Jarosławska rzuciła na stół parę garści (4 dokładnie) cukierków… A my rzuciliśmy się na owe nieregularne brązowe kawałki słodkości, wybierając z kubeczków po dwa, po jednym – łapczywie. Każde z nas podsuwało je sobie pod nos, wąchając z zaciekawieniem. Bowiem są to cukierki robione „na modłę” średniowieczną. Z tego co pamiętam – Krysia rozpracowywała rachunki i przepisy średniowieczne, nawet korespondowała z Mistrzem Gałązką na ten temat.

Wyłączyłam się w którymś momencie ze śledzenia postępów, wychodząc z założenia, że „im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz” 🙂 poza tym – już za nimi zwyczajnie nie nadążałam … nie wiedziałam więc na czym stanęło, i czy receptura została wdrożona w praktykę.

Aż tu raptem – Krysia zaanonsowała mi się w Gdańsku. Poleciałam z radością na spotkanie, do tego spotkanie z J.T. i E.M. – nagroda po ciężkim miesiącu pracy non stop… Kiedy usiadłyśmy razem przy stoliku, Krysia – szeptem scenicznym oznajmiła, że ma dla nas prezent. Wspólny. I niech sobie go nie wyrywamy… Obiecałam, że nie – z trudem przypominając sobie zasady dobrego wychowania 😉

No i potem – kiedy o ustalonej godzinie przy stole zasiadł tzw. komplet – ona rzuciła te cukierki, a my – się- na nie 😀

Kardamonowe, cynamonowe, anyżowe i kolendrowe.

Pomna smaków Nigerii, na wszelki wypadek wzięłam do ust jedynie mały kawałeczek – cynamonowego. Wypaliło mi pyszczysko – i mam dezynfekcję załatwioną na cały tydzień 😀

Całe spotkanie odbyło się w PiKawie – to moje ulubione miejsce w Gdańsku…

Świetna kawa, smakowita herbata i przemiła obsługa – nie wspominając o deserach – to magnes tego miejsca. Gdyby tak jeszcze mniej dzieci przyprowadzali tam beztroscy rodzice, epatujący macierzyństwem… Tak by można było spokojnie posiedzieć, nie będąc zmuszanym do słuchania wrzasków czyjegoś najmłodszego pokolenia – byłby to już luksus absolutny.

No cóż, jak widać, nie można mieć wszystkiego…

Wracając do cukierków – wiem, że zabrzmi dziwnie, ale zanim zużyję te cukierki – najpierw je schowam w szafie. Skoro dom pachnie tak pięknie (uwielbiam zapach kardamonu!) to szafa pewnie też zachowa ten zapach. Jeśli tak pachniało średniowiecze – to ja jestem za 😀

Na „do widzenia”, Krysia pozwoliła nam zabrać sobie te słodkości do domów. Przez moment miałam wizję, że „a teraz gaśnie światło”… Na szczęście wszyscy jakoś zdołaliśmy wykrzesać z siebie pokłady (najgłębsze) taktu … i obyło się bez ran ciętych tudzież szarpanych 😉

Idę zrobić sobie herbatę z cukierkiem kardamonowym.

Dobranoc 🙂

Woda – kolory wieczorne

Pusta niemal plaża i w oddali woda w zachodzącym słońcu…

Na redzie parę statków; z Gdańska wychodził prom do Szwecji, a do Gdyni właśnie stamtąd płynął …

Przypomniał mi się pewien styczeń, dawno temu. Ojciec nie mógł zejść ze statku, bo sztorm był niemożliwy. Wiedziałam, że jest na redzie, zresztą mieliśmy kontakt. Powiedział mi, że jak przyjdę nad morze – każe zapalić wszystkie reflektory i da sygnał syreną. Wzięłam więc psy i poszłam na plażę. Reda w owych czasach pełna była statków i naprawdę wyglądało to znakomicie. Zresztą wtedy port w Gdańsku jeszcze przynosił zysk, mimo systemu… Stanęłam na pustawej plaży, patrząc na wzburzone morze. Reda tym razem wydawała się daleka. Zadziwiające, jak zmienia się perspektywa podczas różnej pogody. Nagle przez huk sztormu przebił się dźwięk syreny i jeden ze statków stojących na gdańskiej redzie zabłysnął wszystkimi reflektorami. Statek znany mi z dzieciństwa, był bowiem moim domem przez długi czas…

….

Zawsze, kiedy jestem na plaży patrzę na redę i przypominam sobie tamten styczeń…

Tym razem jednak niewiele miałam czasu, bowiem moim zadaniem było filmowanie młodego skimowca. 😉

Ale to, co mi wpadło w obiektyw, ujęłam w krótki filmik i zamieszczam tutaj.

Published in: on 3 października 2012 at 22:32  3 Komentarze  

Z cyklu Ciekawe – Kawa po franciszkańsku w Pakości

Poniżej wklejam w całości artykuł z Aktualności Turystycznych.

Komentarz?

Jeden: rewelacyjny pomysł!!!!

Kawa wygląda jak piekielna smoła, jednak działa cuda towarzyskie nawet w klasztorach. Wiadomo, dla towarzystwa „kowal dał się powiesić, a kapucyn ożenić”. Ze związku potrzeby i przyjemności w Pakości na Kujawach (województwo kujawsko-pomorskie) zrodziła się kawa po franciszkańsku. Ojcem pomysłu jest Inowrocławska Lokalna Organizacja Turystyczna, a personalnie jej prezes, Szymon Grudziński.

Ściślej mówiąc, pomysł narodził się jakieś dwa lata temu na… kursie dla bezrobotnych. Prezes Grudziński, właściciel biura turystycznego w Inowrocławiu i restauracji w Toruniu, był na nim wykładowcą. Kawa po franciszkańsku może być odtrutką na bezrobocie w Pakości, uznał. Pomysł bezrobotnym się spodobał: jest klasztor franciszkański, zakonnicy zajęli się na wielką skalę remontem miejscowej Kalwarii – perły architektury i klejnotu sztuki Kujaw. Żeby uatrakcyjnić turystom pobyt i zatrzymać ich tu na dłużej, warto zaproponować im coś więcej. Klasztory słyną z dobrej kuchni, kawa po franciszkańsku może być wabikiem.

Turysta wyręczy młynek

Entuzjazm w zakonie nie wszystkim się udzielił, ale „dłużej klasztora niż przeora”. Na dobre kawa zagościła w refektarzu zakonnym w tym roku (2012), jej parzenie to istny rytuał, zamiast młynka używają tu kamieni, niczym żaren, pozostawiając mielenie turystom, co jest dodatkową atrakcją.

Potem robi się tajemniczo. Porcelanowe dzbanki miejscowe parafianki biorą w dłonie i osobiście nalewają kawę turystom, którzy ochoczo podstawiają filiżanki. Czegoś więcej z pękatego naczynia dolewa do filiżanek kolejna niewiasta. Co? – nie wiadomo. Niektórzy wyczuwają cynamon, z pewnością w kawie jest miód, bo to składnik, który samemu dolewa się do kawy z pojemników stojących na stole. Zapytani o recepturę kawy po franciszkańsku miejscowi nabierają wody w usta. A smakuje wybornie, jest aromatyczna, co muszę przyznać, choć kawy nie pijam, czym wzbudzam zdziwienie w towarzystwie kleru niczym kosmita. Nie spróbować jednak turystycznej kawy po franciszkańsku byłoby reporterskim zaniechaniem, czyli grzechem. Ryzyko się opłaciło.

Do kawy pasuje ciastko, w Pakości robią je sami, pakują po trzy w celafon, dokładają po obrazku papieża-Polaka i widokówkę z widokiem Kalwarii Pakoskiej. Na pamiątkę i jako przypomnienie, że Jan Paweł II też podróżował i takie miejsca jak Pakość traktował z atencją jako szczególny nośnik kultury, tradycji i wiary.

Żywy przewodnik na deser

Przy takim poczęstunku świetnie smakują opowieści, które snuje miejscowy przewodnik. Turyści robią wielkie oczy, dowiadując się, że siedzą w dawnej sali rycerskiej. Zamek i kościół w Pakości to jeden kompleks architektoniczny, wyrósł w miejscu zamku, którego załoga dzielnie stawiła w 1332 r. opór Krzyżakom. Najechali Kujawy, pustosząc je. Na zamku w Pakości połamali sobie zęby. W czym wielka zasługa wojewody brzeskiego Wojciecha z Kościelca, który dowodził obroną. – Na Kujawach oparł się im jedynie nasz zamek – opowiada przewodnik nie kryjąc dumy.

W poł. XV w. w Pakości zagościł ruch husycki, który narodził się jako znak  sprzeciwu wobec korupcji, wynaturzeń i nadmiernego bogacenia się kleru w Kościele katolickim. Jednak choć miał on charakter oddolny, ludowy i niósł idee braterstwa nie wszędzie dobrze wspominają husytów, bo ich frustracja przerodziła się w agresję, idąc przed siebie bywali okrutni, palili kościoły, mordowali zakonników. Tak stało się choćby w Ząbkowicach Śląskich na Dolnym Śląsku, gdzie splądrowali miasto i torturowali mnichów z miejscowego klasztoru dominikanów.

Gdy zamek w Pakości wszedł w okres kontrreformacji, jego stan był fatalny. Obecnie zostało z niego niewiele, m.in. pierwotny układ przestrzenny z dwoma wjazdami wskazującymi na podział na zamek dolny i zamek górny.

Z cyklu Ciekawe – Beata Sztyber w Zielonej Bramie

Oto zaproszenie – jakie wpadło do mojej skrzynki mailowej:

W Zielonej Bramie prezentowana jest wystawa „Bartholomäus Schachman (1559–1614): Sztuka podróży”,wprowadzająca w świat Orientu, jego modę i obyczaje. W sobotnie przedpołudnia wystawa uzupełniana jest słowem – bajkami „Tysiąca i jednej nocy”, czytanymi przez kustoszy Muzeum Narodowego w Gdańsku.

W sobotę, 6 października 2012 roku o godzinie 11, bajki poczyta i o postaciach oraz zwierzętach z bajek opowie, kustosz Beata Sztyber.

Zapraszamy dzieci i dorosłych na godzinę ze światem Bliskiego Wschodu w tle.

Beata Sztyber!!!

Serdecznie polecam wszystkim, którzy cenią sobie piękno języka, jakość przekazu no i wiedzę ogromną podawaną ze swad i urokiem osobistym 🙂

(i zjada mnie zazdrość, bo ja w tym czasie mam grupę 😉 )

Mennonicka Saga – po raz kolejny

Po raz kolejny dane mi było podróżować z Mennonitami. Któryż to już raz w ciągu tych 10 lat 🙂

Za każdym razem jest inaczej, bo też za każdym razem są to inni ludzie. Z innymi emocjami, oczekiwaniami, radościami i nadziejami. Większość pochodzi „stąd”, a więc to tutaj spędzamy najwięcej czasu.

Tutaj – znaczy od Warszawy aż po Żuławy.

Niesłychanie wzruszające są momenty, kiedy ktoś znajduje dom swojego dzieciństwa – zachowany mimo powojennego (a często i współczesnego) bezmyślnego szału niszczenia wszystkiego, co „niesłowiańskie” na tych ziemiach. Ciekawe bywają też spotkania na styku religii, czy kultur. Dzisiaj na szczęście nieco inaczej, spokojniej przebiegają takie wycieczki.  Rzadko już bowiem zdarza się ktoś tak zapiekły w swojej bezmyślności jak pewna kobieta w Nowym Wymyślu, której przeszkadzało nawet to, że jedna z pań z mojej grupy robiła zdjęcia kwiatów w ogrodzie… Hm, nie jestem skłonna do tolerancji w takich przypadkach, bo zawsze przypomina mi się pewien zalany w tradycyjnego wiejskiego trupa osobnik w P. Wypadł z domu, wymachując siekierą na mój widok i wrzeszcząc „pany tu tera nie mieszkajo, tera jo tu mieszkom”. Przypominam sobie też moją reakcję i cieszę się, że pani z mojej grupy nie miała mojego temperamentu. 😀

Jak podczas każdej z wycieczek, tak i teraz tradycyjnie musiałam tłumaczyć głupotę i bezmyślną zapiekłość w dewastacji grobów. Trwa to niestety wciąż w wielu miejscach. Jakby nikt nie czytał, nie oglądał telewizji ani tym bardziej nie uczestniczył w coniedzielnych mszach. Na szczęście jednak wiele miejsc, ba! coraz więcej – jest ogarnianych opieką i to lokalnych Wielebnych, lub społeczności. To daje nadzieję, że może coś się zmieni. Tak jak zmieniło się ponoć (jeszcze w tym roku nie byłam!) na cmentarzu w Różewie. Już nie pamiętam, kto mi opowiadał, że był kompletnie zaskoczony ładem panującym tam, a także wykoszonymi chaszczami. Widać cuda jednak się zdarzają.

Moja trasa mennonicka tym razem zaowocowała też nawiązaniem współpracy z jedną z parafii, gdzie Wielebny zbiera okruchy przeszłości, próbując je ocalić od zapomnienia. Ja mam w tym pomóc językowo. Mały wkład w oswajanie historii, w którym to oswajaniu i tak od lat uczestniczę. Z przyjemnością na dodatek. Bo za każdym razem czerpię z tego radość i swego rodzaju uspokojenie. A nadto pewność przyjaźni dozgonnych. I szczerych.

Z cyklu Zaproszenia – Dzień Dziękczynienia w Gothic Cafe

Poniżej wpis w języku  angielskim – jako, że w końcu to święto Dziękczynienia. A ponieważ wielu z moich anglojęzycznych Znajomych i Przyjaciół czytuje także polską wersję tego bloga, więc proszę bardzo:

Dear Distinguished Guests and Friends,

Why spend Thanksgiving Day in the kitchen, cooking and cleaning up, when you can savor a stress-free holiday celebration in the elegant Gothic Cafe of the Medieval Castle in Malbork

The beautiful Castle presents its 3rdThanksgiving Day feast that promises to delight your palate and make the occasion a memorable one for the entire family.

Dinner guests can enjoy a sumptuous Thanksgiving feast with all the trimmings, plus a glass of sparkling champagne to ring in the start of the Holiday season.  Begin with an incredible jumbo shrimp cocktail with cocktail sauce. Next, delight your taste buds with a seasonal butternut squash and green apple soup, and a bread station including assorted fresh breads and rolls from The Grand Master’s bakery.

Salad selections include a toasted barley, wild mushroom and asparagus salad, Autumn vegetable slaw with apple truffle vinaigrette or chipotle potato and egg salad with sun-dried cherries, sweet corn and scallions.

Next, a wide array of delectable entrees features carved roast turkey with gravy and apple sage stuffing; maple glazed country ham, or baked salmon with artichokes, leeks and figs.  The GOTHIC CAFE adds a delicious new twist to the traditional Thanksgiving trimmings with pumpkin pierogi and Gorgonzola cream sauce, smashed parsnips with turnips, bourbon glazed yams, herbed green beans with braised garlic, and cranberry lime compote.

Don’t forget to save room for some scrumptious desserts, featuring a seasonal selection of apple, pecan and pumpkin pies and assorted mini-Holiday treats.

The Gothic Thanksgiving Day will be served from noon to 5 p.m.  Make your reservations now at 783 464 828, and enjoy a stress-free beginning to the Holiday season.  Prices are Just 280 PLN per person (including wine, beverages and table decoration) Kids just 50 PLN per person.

Sincerely

Chef de cuisine

Bogdan Galazka

WWW.gothic.com.pl

bogdangalazka@yahoo.com

Z cyklu Ciekawe – Szkoła Gotowania Bogdana Gałązki

Poniżej wklejam w całości informację na już… Oto niezwykła okazja by wziąć udział w SZKOLE GOTOWANIA Bogdana Gałązki i na dodatek dostać stosowny certyfikat… A ileż przy tym frajdy dla podniebienia!!

Nie masz pomysłu na sobotę zapraszamy na Zamek do Malborka.

13 październik (sobota) zapraszamy na szkoły gotowania na Zamku w Malborku.

COMIDA MEXICANA kuchnia Meksykańska.

zaczynamy o 11:00 kończymy o 15:00 wręczeniem dyplomów.

W programie:

GUACAMOLE.

ZUPA Z PIECZONYCH POMIDORÓW,

EMPANADAS(pierożki),

QUASADILLAS,

FAJITAS Z KURCZAKA

A NA DESER CHURROS.

Koszt od osoby 150 PLN .

Min ilość 10 osób –  max.15 osób.

Zapisujcie się telefonicznie 55 647 08 89 lub na FB

Zapraszam – Bogdan Gałązka

Published in: on 19 września 2012 at 23:20  Dodaj komentarz  

z cyklu Ciekawe – konferencja w Wiadomym Zamku

Oto wpis z zaprzyjaźnionego blogu, celny jak zwykle!

Październikowe konferencje na Zamczysku

Najstarsi górale już nie pamiętają kiedy na zamku była jakaś nowa wystawa czy pojawiła się nowa książka, w ogóle co nowego tam się wydarzyło :-))) Ale wiadomo kiedy będą konferencje w październiku:
Ogólnopolska konferenca naukowa: Księgozbiory rozproszone. Losy księgozbiorów historycznych po II wojnie światowej.

Konferencja odbędzie się 19 października 2012 roku w Muzeum Zamkowym w Malborku, w Ośrodku Konferencyjnym Karwan przy ul. Starościńskiej 1.

V Konferencja Naukowa z cyklu – Spotkania Malborskie im. Macieja Kilarskiego:

FUNKCJE MUZEUM WSPÓŁCZEŚNIE
Ośrodek Konferencyjny Karwan, 25 października 2012 r.

informacja z: http://zamek.malbork.pl

 

Published in: on 16 września 2012 at 19:58  Dodaj komentarz  

z cyklu Ciekawe – Zamki … i wszystko jasne!

Doczekaliśmy się powrotu jednego z najciekawszych blogów.

To znaczy – blog jest nowy, ale Autor na szczęście ten sam 🙂

Od razu zrobiło się jakoś jaśniej i radośniej. Niezmiernie brakowało zapisków na bieżąco, i wiadomości ważnych, a nigdzie indziej nie publikowanych.

Serdecznie więc polecam Państwu bloga pod tytułem: „Zamki … i wszystko jasne!” Polecam go także tutaj – na moim blogu, w dziale BARDZO CHĘTNIE TU ZAGLĄDAM – żeby nie trzeba było daleko szukać 😉

Published in: on 16 września 2012 at 19:50  Comments (1)