Z cyklu Zaproszenia – pamiątki po rodzinie Gralath

Oto, co wpadło do mojej skrzynki mailowej – kopiuję w całości (i dziękuję za wiadomość):

Muzeum Narodowe w Gdańsku zaprasza na pierwszy publiczny pokaz daru Arianny Sartori in Donati von Gralath i Raffaela Donati von Gralath

19 sierpnia 2013, godz. 11.00

Wstęp wolny

Spadkobierczyni rodu Gralathów Arianna Sartori in Donati von Gralath przekazała do Muzeum Narodowego w Gdańsku niezwykle drogocenny dar, obrazy i dokumenty związane z historią rodziny von Gralath jednego ze znamienitych gdańskich rodów, niezwykle zasłużonych dla historii miasta.

Cenne pamiątki należały do rodziny jej męża prof. Raffaele Donati von Gralath, którego dziadek Max Carl Georg wyjechał razem ze swoją żoną Emily Newton do Florencji. Prof. von Gralath niezwykle dbał o zachowanie rodzinnej tradycji. Oprócz obrazów i dokumentów znajdujących się w posiadaniu rodu, zbierał informacje dotyczące historii von Gralathów i opracował dwutomową historię rodziny, która również została przekazana do muzeum. We wspomnieniu o nim jego żona napisała, że był wszechstronnym, utalentowanym człowiekiem o dobrotliwym charakterze. Został chirurgiem ponieważ pragnął być użytecznym, ale oprócz tego miał wiele zróżnicowanych zainteresowań, od gry na skrzypcach po narciarstwo wodne. Był synem drugiej córki Maxa Carla Georga, Marii Bianci, wcześnie owdowiałej, dlatego małego Raffaela adoptował wuj i do nazwiska ojca dodano rodowe nazwisko matki: von Gralath.

Najstarszy z obrazów przedstawia Daniela Gralatha, burmistrza Gdańska, założyciela Towarzystwa Przyrodniczego w Gdańsku, uzdolnionego naukowca i fundatora dzisiejszej Alei Zwycięstwa. W przekazywanym zbiorze znajdują się również portrety jego dzieci: Renate Wilhelmine i Carla Friedricha, który uzyskał dla rodziny nobilitację w 1798 roku.

Na portretach uwiecznione są także dwie żony Carla Friedricha: Anna Florentina von Groddeck z domu Mayer oraz Charlotta Constantia Beata z domu Davisson. Druga żona była praprawnuczką Heweliusza, a jej ojciec Daniel Gottlieb Davisson, prawnuk astronoma, również uznanym uczonym, zapewne dlatego portrety jego i jego małżonki znalazły się w rodzinnej galerii.

Kolejny wizerunek przedstawia jednego z dwóch synów Carla Friedricha – Stanislausa Carla, którego ojcem chrzestnym był król Stanisław August Poniatowski, stąd w zbiorze portret władcy. Drugi syn Carla Friedricha, Friedrich Wilhelm miał trzech męskich potomków, ale dwóch z nich zmarło bezpotomnie (portret jednego z nich Carla Alexandra należy do zbioru). Ród przedłużył George Friedrich, w kolekcji znajdują się dwa portrety jego żony Marie Luise Frederike z domu Maquet. Ich syn Max Carl Georg, wyjechał do Włoch, gdzie rozpoczęła się dalsza historia rodu.

Portrety związane są z najświetniejszym czasem w historii rodziny, prawdopodobnie stanowiły galerię wizerunków przodków świadczącą o wysokim statusie rodu i jego sławetnej przeszłości. Częścią darowizny są również trzy tomy historii Gdańska, autorstwa Daniela Gralatha Młodszego, brata Carla Friedricha, a także dokumenty.

—————————–
Małgorzata Posadzka
Kierownik Działu Marketingu, rzecznik prasowy
Muzeum Narodowe w Gdańsku
Tel. 601 201 178
Mariusz Dalecki
Dział Marketingu & PR.

 

Published in: on 14 sierpnia 2013 at 18:52  2 Komentarze  

Dzień na Żuławach – leniwie

W końcu miałam wolne 😀

A więc tak, jak listonosz na urlopie idzie na dłuuuugi spacer – tak ja wybrałam się na Żuławy. Tam właśnie umiem najlepiej odpoczywać. Na Żuławy należy jechać w dobrym towarzystwie, bo wtedy smakują wspaniale. Wybrałyśmy się więc w trójkę – my, czyli Towarzystwo Zdecydowanej Wzajemnej i Absolutnej Adoracji (Marta Polak, sama będąca uosobieniem Dobrych Wiadomości, Marta Antonina Łobocka, zakochana w Żuławach i ja).

Wszystkie byłyśmy wyposażone w aparaty i  szeroko otwarte oczy, i z góry nastawione na TAK, każda jednak widziała inaczej i chyba co innego. 😉

TUTAJ to, co ja widziałam…

Rzemiennym dyszlem – przegryzając tradycyjne jajko na twardo, kanapki, drożdżówki i popijając kawę (ze śmietanką od Pani Sklepowej w Nowej Kościelnicy) – objechałyśmy zaplanowaną trasę.

Jeden z podcieni w Nowej Kościelnicy jest w remoncie (trzymam kciuki za Właścicieli!!), w Ostaszewie powstaje ciekawa Izba Pamięci (w Starej Szkole)…

Chyba zaczyna się „dziać” na Żuławach Wielkich. Może już mija czas bezmyślnej nienawiści do wszystkiego co dawne, „niemieckie” (nic mnie tak nie denerwuje, jak taka konstatacja), co obce. Wiem, że na zdecydowaną zmianę na lepsze (?) potrzeba kilku pokoleń. Oby jednak tylko w tzw. międzyczasie nie zniknęły z powierzchni ziemi dowody na niegdysiejsze prosperity tych ziem.

Ale dobre i to, co dzieje się już.

A więc będę odwiedzała Izbę Pamięci w Ostaszewie, i będę kibicowała Właścicielom dom podcieniowego w remoncie. Trzeba wielkiej odporności i samozaparcia, by porywać się na takie przedsięwzięcie, zwłaszcza w naszych realiach…  A propos, baaaaaaardzo żałuję, że lata temu, podczas jakiegoś zlotu garbusów, zawiozłam całą kolekcję żelazek na dusze do izby pamięci (?) w Wielu… Tam nie są w ogóle eksponowane, i pies z kulawą nogą ich nie widział (poza mną, kiedy je tam przywiozłam i panem, który je ode mnie odbierał). Mogłam je była zachować w domu i teraz miałabym co oddać do ostaszewskiej Izby. Tu z pewnością cieszyłyby oczy odwiedzających…

No cóż, jak mawiał Kochanowski:

„cieszy mię ten rym – Polak mądr po szkodzie” …

Sól proszę…

Od lat jeżdżę z grupami do Wieliczki, ale wyłącznie do kopalni. Nigdy natomiast nie byłam w Zamku Żupnym. A to dlatego, że wszystkie moje wizyty wielickie mają miejsce zazwyczaj w poniedziałek. A ten jest w Polsce dniem zamkniętym, tzw. muzealnym – i nawet jeśli ktoś przyjechał z drugiego końca świata (nie mówiąc o drugim końcu Polski) na chwilę, raz jedyny w życiu, odbija się od drzwi muzealnych.

Ale tym razem – to była niedziela! A więc dopilnowałam, by grupa zapakowała się do windy w Szybie Daniłowicza, i popędziłam do Zamku Żupnego

Niestety dwie godziny to za mało na zwiedzanie muzeum. Ale dobre i to! Już wiem, że tam wrócę, bo jest ciekawe. Zauroczyły mnie solniczki. Cegły i makieta, no i sklepienia 😉

Oto parę fotek z muzeum, oraz impresja o solniczkach.

Published in: on 6 lipca 2013 at 21:27  Dodaj komentarz  

Gdynia – Miasto z Morza i Marzeń

Piękna, wiecznie młoda, pachnąca morską bryzą, owiana mgłą poranną… Gdynia.

Niedoceniana, zawsze w cieniu Starego Gdańska.

A tymczasem – według popularnego powiedzenia: do Gdańska jeździ się zwiedzać, do Sopotu imprezować a w Gdyni się mieszka, robi interesy i oddycha Światem.

Ale nie tylko.

Gdynię się zwiedza, i to niekoniecznie szlakiem architektury modernistycznej. Zwiedza się ją także szlakiem opowieści ludzkich i ich losów. Kto choć zajrzał do trylogii Stanisławy Fleszarowej Muskat – wie, o czym piszę.

I dlatego też z prawdziwą przyjemnością zamieszczam u siebie odnośnik do nowego portalu o Gdyni: GoGdynia.

Z przyjemnością będę tam zaglądać, tak jak z przyjemnością zaglądam do Gdyni 🙂

Miłej lektury !!

Published in: on 19 czerwca 2013 at 21:11  Dodaj komentarz  

Dzień wolny :)

Dzisiaj wreszcie miałam pierwszy dzień wolny od niemal 2 miesięcy. Spędziliśmy go rodzinnie, zaczynając tradycyjnie od wyśmienitego (mało powiedziane!) – królewskiego śniadania w Gothic Cafe w Malborku 🙂

Potem zaś tradycyjnie wracaliśmy do domu „na skróty” czyli przez Klecie, Kławki (tragiczny widok – za coś takiego służby nie-stosowne powinny być karane chłostą), Szaleniec (cmentarz zarośnięty chaszczami niemal po kolana), Stalewo, Zwierzno, Markusy, Żółwiniec – aż do gospody Trzy Róże, którą to pamiętam z opowieści mojego Taty. Potem groblą nad Jeziorem Druzno dotarliśmy do Tropów Elbląskich, a dalej wpadliśmy w głęboką depresję 😉 w Raczkach. Cmentarz w Różewie (Rosenort) jak zwykle wprawił nas w zadumę nad podwójną moralnością (czy raczej hipokryzją) „nie-pamięci”…

TUTAJ parę zdjęć ze skrótów żuławskich…

Dzień wolny – spędzony na jedzeniu, rodzinnie, i na włóczędze po miejscach serdecznych – uważam za nader udany 😀 …

Published in: on 2 czerwca 2013 at 21:25  Dodaj komentarz  

A wczoraj…

… znowu wskoczyłam w moją ULUBIONA KIECĘ do oprowadzania po Mieście Moim.

Miasto było zalane słońce i turystami, uśmiechy na twarzach raz jeszcze udowodniły, że dawna decyzja o oprowadzaniu w stroju – się sprawdza 😉

Jedynie wiatr bardzo stanowczo usiłował dociec konstrukcji mojej sukni, a także zerwać mi kapelusz z głowy… Dwie ręce  nie zawsze wystarczały. Kapelusz, kieca, gadanie, i walka o zapobieżenie zawinięcia się kiecy wokoło głowy … Było wesoło 😀

Jakoś tak od lat – kiedy tylko zakładam tę akurat kiecę – zrywa się wiatr – chyba trzeba złożyć stosowaną skargę 🙂

 

Published in: on 31 Maj 2013 at 11:38  6 Komentarzy  

Z cyklu Zaproszenia – Kupiec gdański to…

Oto wiadomość z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska – warto zarezerwować sobie czas, bo będzie ciekawie !!!

Zagadka rozwiązana! Kupiec gdański to…

Już wiemy, ale nie powiemy. Aż do wtorku, 16 kwietnia do godz. 12.00.

Tego dnia w Wielkiej Hali Dworu Artusa ujawnimy tożsamość Kupca gdańskiego, unikatowego portretu pędzla Louisa Sy, który w styczniu wzbogacił zbiory Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, dzięki hojności donatora, Browaru Amber.

Zakup tak cennego obrazu, doskonale wpisującego się w kanon zbiorów malarstwa pozyskiwanych przez naszą instytucję, jak i wiele mówiącego o wciąż mało znanej, lecz fascynującej historii XIX-wiecznego Gdańska był znaczącym wydarzeniem na historycznej i kulturalnej mapie naszego miasta.

„Kupiec gdański” pędzla Louisa Sy mógł trafić do MHMG dzięki „połączeniu sił” muzeum i Browaru Amber. W wyniku współpracy obu podmiotów na rynek trafiła nowa marka piwa – Johannes. Część przychodu ze sprzedaży piwa warzonego tradycyjną metodą przeznaczamy właśnie na zakup muzealnych eksponatów.

– Od początku fascynowało nas, kim jest przedstawiony na portrecie mężczyzna – mówi Adam Koperkiewicz, dyrektor MHMG. – Czuliśmy, że podobnie jak Louis Sy, autor obrazu, uwieczniony na portrecie mężczyzna był znaczącą postacią w życiu XIX-wiecznego Gdańska.

Dzięki pracy badawczej Krystyny Jackowskiej z Polskiej Akademii Nauk Biblioteka Gdańsk, Członka oddziału gdańskiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki, wiemy już kogo przedstawia portret!

Rozwiązaniem zagadki Kupca gdańskiego pragniemy podzielić się we wtorek, 16 kwietnia, o godz. 12.00 w Wielkiej Hali Dworu Artusa w Gdańsku, w czasie prezentacji Kupiec Gdański. Tożsamość odkryta.

Osobę kupca, a także Louisa Sy przedstawi p. Krystyna Jackowska. Jeszcze przed oficjalną prezentacją, uchylimy rąbka tajemnicy zdradzając, że zarówno „nasz” kupiec jak i autor obrazu dobrze się znali, a ten pierwszy świetnie poruszał się nie tylko po ówczesnych gdańskich, ale i europejskich salonach…

Serdecznie zapraszamy!

Szczegóły: Dorota Witkowska, dział sztuki MHMG, tel. 0 512 418 752

O donatorze obrazu słów kilka:

Browar Amber od momentu powstania prowadzi aktywne działania promujące region. Dzięki rodzinnej pasji oraz oryginalnym, tradycyjnym recepturom w Browarze Amber powstają niepowtarzalne, regionalne produkty, znane od lat wielbicielom dobrego piwa. Kiedy rok 2011 ogłoszono rokiem Jana Heweliusza, Browar Amber, by przypomnieć wybitnego astronoma, ale przede wszystkim, wielkiego piwowara, wprowadził na rynek piwo Johannes. „Działamy od niespełna 20 lat, lecz czujemy się spadkobiercami wielowiekowych tradycji gdańskiego browarnictwa” – mówią przedstawiciele Browaru Amber – „jesteśmy bardzo mocno związani z regionem, dlatego nie możemy skupiać się w swojej działalności wyłącznie na wątkach ekonomicznych” – dodają.

Powstanie marki Johannes było wspólną inicjatywą Browaru Amber i Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Część przychodu ze sprzedaży piwa jest przeznaczana na zakup eksponatów do muzeum. Johannes to jasne piwo o pełnym i dojrzałym bukiecie, warzone tradycyjną metodą. Swój esencjonalny smak zawdzięcza długiemu leżakowaniu i wysokiemu poziomowi ekstraktu (14,5%), który zapewnia bardzo wyraźny smak. Łagodna goryczka i silne słodowe nuty sprawiają, że Johannes jest piwem wyjątkowym.

Published in: on 12 kwietnia 2013 at 14:41  Dodaj komentarz  

Z cyklu Zaproszenia – wykłady w Domu Uphagena

Już 27 marca o godzinie 17:00 w gdańskim Domu Uphagena (ul. Długa 12), można będzie się doweidzieć, Czy Gdańszczanie zbudowali pół miasta na wodzie.

A potem – następny niezmiernie ciekawy wykład (co nie dziwi zważywszy osobę prelegenta) odbędzie się w dniu 24 kwietnia.

To także środa (jak zwykle zresztą) a i godzina ta sama co zawsze – 17:00.

Tematem będą „Gospodarcze podstawy konfliktu między wielkimi miastami pruskimi a zakonem krzyżackim w XV w.” A opowie o nich prof. Roman Czaja

Kto chce zaplanować sobie każdą ostatnią środę miesiąca, niech zerknie TUTAJ. Tym bardziej, że wstęp wolny, i tematy ciekawe.

Oliwskie refleksje

W ramach szukania tematów zastępczych (do końca tłumaczenia mam wciąż 105 stron), skorzystałam dzisiaj z okazji, i pojechałam na szkolenie do katedry w Oliwie. Lubię katedrę, bardzo lubię. To jest jedno z tych miejsc, które samo mówi. Pod warunkiem jednak, że się je lubi. 😉

Idąc dzisiaj przez jeszcze wcale nie wiosenny park oliwski, przypomniałam sobie, jak polubiłam katedrę… Sympatia i przede wszystkim zrozumienie tego niełatwego kościoła pojawiły się dopiero jakieś 11 lat temu, czyli – kiedy zostałam przewodnikiem. Zanim to nastąpiło, musiałam to miejsce jakoś oswoić. No, bo JAK oprowadzać po tym, czego się nie lubi??? Mam takich parę miejsc nielubianych i tam po prostu nie jeżdżę; odmawiam tam wycieczek, bo nie chcę oszukiwać moich grup.

Ale Oliwa? Nie wypadało tu nie bywać z grupami.

Nie miałam pomysłu na katedrę. Aż w końcu pojechałam tam któregoś poranka. Zwlokłam się rano, skoro świt, i przed drzwiami katedry byłam już o 6:30. Słońce wschodziło, a może już wzeszło, nie pamiętam, ale świeciło i nawet było ciepło. Zostałam wpuszczona do prezbiterium. Szukałam jakiegoś powodu do polubienia tego kościoła, czegoś, co by mnie przekonało, że tu warto… I wtedy odwróciłam się w stronę organów. „Świeże” poranne słońce grało kolorami przez wschodni witraż rzucając plamy światła po całym wnętrzu, i do tego, organista właśnie rozpoczął ćwiczenia przed wieczornym koncertem.

Przez moment stałam wsłuchana w poranne dźwięki tak organów, jak i sprzątania kościoła, szurania ławkami, kubłami z wodą, wszystkiego tego, czego potem w trakcie oprowadzania się już nie słyszy, nie zauważa. Usłyszałam życie. 🙂

Od tego momentu LUBIĘ katedrę, bardzo lubię. 🙂

A jeszcze od kiedy zaczęłam zgłębiać życie zakonne, wiem co opowiadać moim gościom, by w tych murach (pięknych, ale bez ludzi, którzy je budowali) słyszeli życie zakonne, żeby Te Deum trzeciomajowe (1660 roku) nie było dla nich pustym zapisem historycznym.

Oto co „ustrzeliłam” w katedrze (nie tylko podczas dzisiejszego szkolenia)….

Kolory wody – marzec

Do wiosny pozostało tylko 18 dni. Na dodatek dzisiaj jest niedziela, pełna słońca i wiatru – a więc aż się prosiło, by wziąć aparat i potowarzyszyć Dziecku Młodszemu podczas jego szaleństw na SKIMIE. :)Przy sposobności „wpadły mi w obiektyw” kolory wody. Jak zwykle – przy takiej okazji – zachwyca mnie zmienność kolorów Zatoki Gdańskiej. Ale już o tym już było TU i ÓWDZIEwięc teraz wklejam kolejne ZDJĘCIA WODY w słońcu. Tradycyjnie kończąc słowem: lubię! 🙂