Asuny

Miejscowość nieopodal granicy z Obwodem Kaliningradzkim (tylko pół kilometra). Kiedyś należała do powiatu gierdawskiego. Ale po 1945 roku, kiedy to Polsce dostał się jego południowy obszar – włączono ją do powiatu kętrzyńskiego. Gierdawy to dzisiaj Żeleznodorożnyj…

Tak na marginesie – Gierdawy lokował na prawie chełmińskim Ulrich v. J. (to informacja specjalnie dla Krysi J.)

Wracając do Asun (dawniej Assaunen)…

Na wjeździe przywitał nas znak zakazu wjazdu na mostek – przebywanie grozi śmiercią lub kalectwem czy coś w tym stylu…

Pod mostkiem płynie Omet, meandrując aż poza dzisiejszą granicę… Tuż obok solidniejszy most – po którym już bez obawy można przejechać.

Zaraz za zakrętem, po prawej, widać teren przykościelny.

Solidne średniowieczne mury niewielkiego kościółka z kuną przy kruchcie południowej i drewnianą wieżą z połowy XIX wieku.

W wieży skład drewna.

Czy to skład drewna był powodem pożaru w roku 1914, czy może raczej działania wojenne, które przecież nie ominęły Prus Wschodnich? Jaka by nie była przyczyna pożaru – kościół szybko odbudowano.

Dziś wystrój wnętrza jest barokowy. A od roku 1958 doszedł wystrój cerkiewny. Bowiem od tego roku kościół jest cerkwią obrządku greckokatolickiego pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy.

W latach 80.XX wieku dodano cerkwi ikonostas.

Czemu taki finał historii?

Ano to wynik i efekt Akcji Wisła. Kiedy to rzucano Ukraińców po całej Polsce – jednocześnie zabraniając im używania miano Ukrainiec. Kazano nazywać siebie Wysiedleńcami z Akcji „Wisła”. Tu ciekawy przyczynek do historii osadnictwa ukraińskiego w dawnych Prusach Wschodnich…

Cały teren przycerkiewny jest bardzo zadbany i czysty, trawa pięknie przycięta, i wokoło panuje atmosfera spokoju. Spokoju, nie pełnego rezygnacji, jak w Ostrem Bardo – ale spokoju miejsca oswojonego.

Pierwsze, co rzuca się w oczy – to właśnie porządek i spokój.  Na stronie Ciekawe Mazury Tadeusz Plebański świetnie napisał:

„Ta piękna, zadbana, nadgraniczna wieś jest przykładem tego, jak przesiedlonym w ramach Akcji Wisła udało się wrosnąć w nowe środowisko z poszanowaniem dla jego dziedzictwa.”

Do tej dobrej atmosfery zdecydowanie przyczyniają się dwa gniazda bocianie na obu szczytach cerkwi. To szczęśliwe miejsce – według tradycji i przesądu odwiecznego. Nie wszędzie bowiem bocian chce zakładać gniazda. Tu są aż dwa. 😀

Nieopodal widać schludny budynek dawnej szkoły, w którym mieści się obecnie ukraińska izba pamięci i Ośrodek Kultury Ukraińskiej. Ośrodek stworzył i wiele lat mu przewodniczył Antoni Staruch. Warto pamiętać tę postać. Wiele mu zawdzięczamy w kwestii zmiany w powojennych i propagandowych wizjach „złego Ukraińca i dobrego Polaka”…

Spacerując wokoło kościoła, po północnej stronie natykamy się na kamienny pomnik nagrobny.

Przeniesiony tu został nie tak dawno ze zniszczonego cmentarza nieistniejącego już majątku Korcklack po drugiej stronie granicy.

Ten pomnik nagrobny to ślad po tragedii rodzinnej – upamiętnia 17 latka, który zginął na morzu.

A to było tak:

Otóż w roku 1843 w stoczni szczecińskiej zwodowano trzymasztową szkolną korwetę „Amazone”, dla Królewskiej Szkoły Nawigacyjnej w Gdańsku. W listopadzie roku 1861 jeden z wielu kolejnych rejsów ćwiczebnych odbywali kadeci z różnych roczników Szkoły. Wśród nich był syn dziedzica Asun i Korcklack – Carl Louis Friedrich Max Leo hrabia von Klinckowstroem. Korweta zatonęła nieopodal brzegów Holandii na Morzu Północnym. Rozmiar tragedii był ogromny bowiem na pokładzie było jak wspomniałam – kilka roczników przyszłych oficerów. W rezultacie katastrofy – drastycznie spadła atrakcyjność Szkoły Nawigacyjnej – w następnym roku kandydatów do szkoły było raptem trzech. Ciekawe spostrzeżenia na temat sił morskich, wyszkolenia i możliwości dają nam Wspomnienia Alfreda von Tirpitz .

Kim był Alfred v. Tirpitz???  Nazywany jest często Ojcem Floty Niemieckiej – Alfred Peter Friedrich Tirpitz (szlachectwo, wraz z przynależną partykułą von, nadał mu Wilhelm II za zasługi położone dla budowy niemieckiej floty wojennej) urodził się 19 marca 1849 r. w starej nadodrzańskiej twierdzy Kostrzyn (wówczas Kustrin)… – [za Wikipedią]

W swoich Wspomnieniach Tirpitz pisze, że po katastrofie „Amazone” obniżono wiek przyjmowanych do Szkoły Morskiej, który wcześniej wynosił 17 lat. Sam Tirpitz w chwili przyjęcia miał 16 lat.

Parę słów należy się rodzinie, z której wywodził się kadet upamiętniony pomnikiem….

Otóż:

Klinckowström, lub nawet Klinkowstrom, czy Klinckowstroem to nazwisko rodziny szlacheckiej ze Szwedzkiego Pomorza.

Linie tego rodu osiadły w Szwecji, Prusach i Austrii. Przodkowie domu tego (jakby napisał mój ulubiony plotkarz – Kacper N.) pisali się Klinkow albo Klinckow w Stralsundzie i prawdopodobnie wyszli z tego samego “domu” w Prenzlau.

Pierwsza wzmianka o rodzie Klinkow pochodzi z roku 1320, kiedy bracia Peter i Johann de Klinkow, mieszkańcy Prenzlau, ufundowali ołtarz do tamtejszego kościoła Św. Mikołaja. Czy byli mieszczanami, czy należeli do rycerstwa – czy też byli przybyszami ze Starej Marchii – nie wiadomo.

Po kilku wiekach – widzimy przedstawicieli rodu w wojskach całej niemal Europy. Dla Pomorzan ważne jest – że widać ich w czasie wojen szwedzkich w słynnych Starych Kolorowych Regimentach króla szwedzkiego

….

Czas przenieść się nieco bliżej interesujących nas terenów i czasów – Martin (1650-1717), Szambelan i Kapitan Straży w dniu 19 kwietnia 1678 roku wpisany jest pod nazwiskiem Klinkowstrom jako szwedzki szlachcic. Faktyczna nobilitacja nastąpiła 17 marca 1690 (czasy króla Karola XI). Bracia Thure Leonard, (Sekretarz i Szef Poczt w Stockholmie), i Gustav Thure Klinckowström, w roku 1759 otrzymali szwedzki tytuł barona.

Austriacka linia rodu została ustanowiona przez Fryderyka Augusta von Klinkowstrom (1778-1835).

W roku 1798 Karl Friedrich von Klinkowstrom dostał tytuł hrabiowski od króla Fryderyka Wilhelma III. Tym samym rozpoczęła się pruska linia rodu.

Nas interesuje właśnie linia pruska z Asun i Korcklack (odsyłam do SUPLEMENTU na końcu felietonu). Czyli linia Karla Friedricha Ludwiga von Klinckowström (1780–1844), dziedzica na Korcklack i Assaunen.

  • Leonhard Carl Ludwig Felix von Klinkowstroem (* 1818), starosta powiatu gierdawskiego
    • Carl Louis Friedrich Max Leo von Klinckowstroem (1844 – 1861 na morzu…)
    • Clemens Graf von Klinkowstroem (1846–1902), ziemianin pruski i polityk (był starostą Powiatu Gierdawskiego w latach 1887 – 1901, w 1898 roku został deputowanym z okręgu Rastenburg-Friedland do Reichstagu. Otrzymał Krzyża Żelazny drugiej klasy. Był także Kawalerem Maltańskim, a także honorowym obywatelem Gierdaw. 6 listopada 1872 odbył się jego ślub z Marthą hrabianką… Eulenburg w Galinach (urodzoną tam w roku 1855). Z tego małżeństwa urodziło się dwóch synów i dwie córki.
    • Carl Ludwig Friedrich Graf von Klinkowstroem(1848–1903), generał pruski

Najstarszy syn zginął na morzu, zaś dwaj pozostali weszli na stałe do historii Europy…

A mnie na dodatek Los znowu postawił na drodze Eulenburgów z Galin…

I pomyśleć, że nigdy bym nie poznała tej historii, gdybym tak bardzo nie chciała jechać wzdłuż granicy Europy, i gdybyśmy nie zajechali do Asun – teraz niemal na końcu świata.

z google maps

z google maps

Jak zwykle, to na pewno nie koniec opowieści rodzinnej. Bo jak zwykle Los podeśle mi ciąg dalszy 😉

Ale i tak wszystko zawsze zaczyna się przysłowiowego pieca, czyli od … Galin 😀

SUPLEMENT:

oto, jakie ciekawe informacje dostałam w komentarzu (dziękuję!)

Kościół w Asunach pochodzi z końca XIV w. Był rozbudowywany w XV i XVI w. W 1905 r. przebudowany wg. projektu Fritza Heitmanna. Asuny w czasie I wojny światowej doznały największych zniszczeń spośród miejscowości okręgu gierdawskiego. Spłonęły m. in. kościół, parafia i szkoła. Odbudowa trwała aż do 1916 r. W tym czasie wybudowano nowy kamienny most na Omecie, który służył przez kolejne 90 lat. W 2006 r. do rzeki runęła jego południowa część.

Budynek w którym obecnie mieści się Ośrodek Kultury Ukraińskiej wybudowany został na pocz. XVI w. Do 1945 r. nieprzerwanie mieściła się w nim karczma. W latach 30-tych jej właścicielem był Walter Hartwich. Szkoła przed wojną znajdowała się natomiast w budynku na przeciwko kościoła.

Dawny majątek Korcklack znajduje się tuż przed granicą po polskiej stronie, ok. 5 km na zach. od Asun. Po 1945 r. utworzono tam PGR Kurkławki.

Stutthof i Sztutowo

Zeszłotygodniowy Wiadomy Zamek w styczniowej ciszy i mgle. Bez pośpiechu i bez tłumów.

A potem nagła decyzja – niedaleko jest Stutthof. Niecała godzina do zamknięcia. A gdyby tak zdążyć… Vitas wycisnął z autokaru „siódme poty”. Zdążyliśmy. Na 25 minut przed zamknięciem wkroczyliśmy na teren obozu.

Pomijam fakt, że to była chyba moja najkrótsza tura po obozie, ale tym razem mimo sprintu – wrażenie było może najpełniejsze. Grupa młodzieży, świetnej zresztą, ze Stanów, zareagowała przecieraniem oczu na widok i zapach baraków.

I jak zwykle pytania, czy bardzo przeżywam każdorazowe oprowadzanie po takich nieszczęściach i jak daję sobie z tym radę.

Nie oprowadzam po nieszczęściach. Ja oprowadzam po nadziei.

Gdybym miała oprowadzać po nieszczęściach tylko, zwłaszcza po tłumaczeniu tekstów do filmów tam wyświetlanych – to pewnie bym z krzykiem uciekła…

Miejsca martyrologii – przy całej tragedii zawartej w ich historii mają  w sobie właśnie Nadzieję na Przetrwanie.

Szkoda, że zniknęły plansze z opowieściami świadków historii. Była to niezmiernie ciekawa i pouczająca wystawa. Także dla malkontentów, wszędzie widzących przysłowiową szklankę pustą do połowy.

Niestety już nie istnieje w sieci kapitalna strona z monografią KL Stutthof! Można wprawdzie kupić ją (tzn. monografię) jeszcze w sklepiku muzealnym – ale… nie każdy przecież zapędza się na ten kraniec Polski.

Z innych rzeczy, których nie ma… otóż zniknęła tablica z zewnętrznej ściany krematorium nieopodal szubienicy – poświęcona działaczom konspiracji pomorskiej: St. Lesikowskiemu, L. Łanieckiem i L. Cylkowskiemu. Czemu?

Przy każdej wizycie zastanawia mnie, jak rzadko słychać ptaki na terenie obozowym i przyobozowym. Niedawno słyszałam i widziałam dzięcioła, ale to przy stosie całopalnym, czyli w lesie…

I zastanawia mnie człowiek o ciemnych włosach i raczej grubych rysach i południowej urodzie. Widać go na paru zdjęciach z początku wojny w Gdańsku. Jest w książkach, spotkamy go też na planszy na Westerplatte, a także w Muzeum Stutthof w baraku VIII.

Widziałam trzy zdjęcia z owym człowiekiem. Najpierw stoi wraz z innymi aresztowanymi – z podniesionymi rękami gdzieś na ulicy, przed witryną „Salon Schott”, i to samo miejsce, ale ręce mają wszyscy opuszczone. Potem widzimy go znowu – jak je posiłek na stercie cegieł podczas budowy obozu. Koszulka z krótkimi rękawami już nie jest biała, i Człowiek już nie ma szelek u spodni. Je z miski – jeszcze białej i jeszcze emaliowanej.  Kim jest ?

–        *       –

Stutthof ma skojarzenia jednoznaczne, i kiedy się przyznaję, że lubię tam jeździć (mimo rzadko słyszanych ptaków) – ludzie patrzą na mnie dziwnie…

A tymczasem historia tego miejsca sięga daaaaaaaaawnych czasów – bo tych sprzed naszej ery. A na początku naszej ery z Sambii przez Mierzeję i dalej do Rzymu prowadził słynny szlak bursztynowy.

Potem – to znaczy przeskakując kilka wieków – po zdobyciu tych terenów przez Krzyżaków, obficie zalesiony teren Mierzei stał się (w XIII i XIV wieku) terenem łowieckim. Panowie zakonni, jako właściciele ziemscy posiadali przywilej rybołówstwa w rzekach, przy ujściu Wisły i w Zalewie Wiślanym. No i dodatkowo Zakon pozyskiwał bursztyn – a mając na niego monopol, czerpał z handlu całkiem spore zyski. Sprawa bursztynu w państwie zakonnym to zresztą osobny i niezmiernie ciekawy temat (bodaj TV Discovery czas jakiś temu nakręciła świetny dokument o bursztynie w państwie zakonnym). Dość wspomnieć, że cały zebrany bursztyn musiał być sprzedawany Zakonowi. Za zatajenie posiadania tego „magicznego kamienia Bałtyku” groziła nawet śmierć. Ciekawe jest prześledzenie powiązania czasu powstania pierwszych cechów bursztynniczych na przykład w Gdańsku – z „odejściem” Zakonu z Pomorza Gdańskiego.

A wracając do Sztutowa – często nazywamy go po prostu Stutthof. Po staremu. I nieczęsto zastanawiamy się nad pochodzeniem nazwy. A to właśnie tu – Krzyżacy założyli hodowlę klaczy – i to dało nazwę Studhoff (dwór klaczy, Stude=Stute – kobyła, klacz).

Niedaleko istniał też Czerwony Dwór (Rotenhof lub Rotenhaus). Jego położenie określa się z dużym prawdopodobieństwem pomiędzy Sztutowem a Kobbelgrube (wschodnia część Stegny). Jako, że było to miejsce, które często odwiedzali wielcy mistrzowie, więc przypuszcza się, iż był raczej rezydencją, a nie ośrodkiem gospodarczym na większą skalę.  Tutaj wydawano między innymi dokumenty lokujące osady czy nadające karczmy. Wprawdzie dwór uległ zniszczeniu podczas wojny (trzynastoletniej), ale w jego pobliżu – najprawdopodobniej w namiotach – prowadzono pertraktacje polityczne przygotowujące do zawarcia pokoju kończącego wojnę trzynastoletnią. Owe rokowania toczyły się tutaj między 30 sierpnia a 3 września 1456 roku, w „przytomności” Jakuba z Szadka i niejakiego Jana Długosza. Dzisiaj przypuszcza się, że teren rokowań – położony był bliżej kościoła w Stegnie – czyli w Kobbelgrube.

W wieku XV Stutthof znalazł się na szlaku pocztowym z Gdańska do Królewca, kiedy to osady na Mierzei zyskały połączenie drogowe.

Problemem dla całej Mierzei stało się wycinanie porastających je lasów. Spowodowało to uruchomienie wydm i zasypywanie przez piasek miejscowości i lasów. Niebezpieczeństwo udało się zażegnać dzięki metodzie stopniowego opanowywania wydm przez sadzenie traw, a później lasów. Metodę tę zastosował w I połowie XIX w. Duńczyk Sören Biörn.”

Powyższy cytat pochodzi ze strony:

http://www.wrotapomorza.pl/pl/bip/gminy/stegna/gmina_stegna/strategia/dokumenty/strategia_dokumenty

(nie mogę znaleźć numeru Jantarowych Szlaków z całkiem ciekawym artykułem o pomyśle Duńczyka na unieruchomienie wydm).

W razie, gdyby komuś dane było oglądać mapę z roku 1600 – sporządzoną przez mierniczego gdańskiego Friedricha Berndta – to należy pamiętać, że to nie Czerwony Dwór tam można zobaczyć, a dwór, który wybudowano później. A związany jest z historią rodziny Schopenhauer (przypominam, to z tej rodziny wywodził się Artur Schopenhauer).

Potem, po wiekach zdecydowano, aby utworzyć tu fabrykę śmierci.

Dzisiaj z reguły rzadko komukolwiek przychodzi do głowy by zastanawiać się nad długą i ciekawą historią tego miejsca. Niemcy w 1939 roku, tworząc tu obóz koncentracyjny, skutecznie ujednolicili kryteria postrzegania tego terenu…

A jednak, jeśli ktokolwiek się zapędzi do Sztutowa, niech nie ogranicza się wyłącznie do terenów Muzeum KL Stutthof. Warto wybrać się na spacer nad morze. Tu plaża jest znacznie przyjemniejsza niż te w Trójmieście, bo nie jest tak tłoczno i gwarno, ani brudno… Tu jeszcze można odpocząć od zgiełku  i cywilizacji.  Jest się gdzie zatrzymać na noc – a i jedzonko podają niezłe… A ze Sztutowa można robić całkiem ciekawe wypady I nie mam tu wcale na myśli Krynicy Morskiej…

No i można poczuć się jak w Holandii. Ale o tym to trzeba już się samemu przekonać 😉