Chaszcze w triftach i zmierzch żuławski

Od lat oprowadzam Mennonitów, i od lat jest to jeden z bardziej słonecznych momentów mojej pracy. Tak też było i w tym roku. Jean Paul, znający mennonickie bezdroża lepiej niż niejeden Mennonita, a przy tym tryskający zjadliwym humorem, Audrey pełna taktu i John – będący kwintesencją rzetelności historycznej, Onijdes z żoną i dwiema uroczymi córkami, i cały autokar Mennonitów wywodzących swoje korzenie stąd. Stąd – czyli z terenów od Warszawy po Wielkie Żuławy Wiślane. Te moje ukochane Żuławy wciąż jednak mnie zaskakują i wciąż potrafią być dla mnie Terra Incognita. I tak też było i tym razem.

A wszystko zaczęło się od tego, że… spojrzałam na mapę, którą J.S. mi podał, porównałam z moją… i serce mi podskoczyło. Toż gospodarstwo pani X istnieje! Przynajmniej na mojej mapie… Zaproponowałam więc, że po powrocie z trasy – wrócę tam i sprawdzę, a rano zamelduję co znalazłam. No chyba, że pani X. zechce pojechać ze mną. Zechciała! z mężem zechciała, i w sumie pojechało nas pięcioro… To znaczy – John S., Onijdes S., Państwo H.i G. i ja… Jak to bywa z przewodnikami – zagadaliśmy się z O.S. i zamiast skręcić na Ellerwald Trift II – pojechaliśmy na Wikrowo

W końcu jednak – w zapadającym zmroku znaleźliśmy gospodarstwo. Stan opłakany – jak wszystkie niemal gospodarstwa żuławskie po wojnie, ale ule stoją tam, gdzie stały WTEDY, i nawet znaleźliśmy pozostałości parku, jaki okalał całe założenie w czasach świetności tych ziem.

Wrzucam parę zdjęć z naszej wyprawy na Trift. Zdjęć niewiele – i jakość kiepska, bo robione komórką.

 

Co znaczy Ellerwald Trift – można znaleźć TU pod hasłem „ELLERWALD- (TERENY NA WYSOKOŚCI MIASTA, MIĘDZY RZEKĄ ELBLĄG I NOGATEM)”