O jedzeniu po żuławsku

Mam w rękach świetną, a przede wszystkim – smakowitą książkę.

Wydało ją Stowarzyszenie „Żuławy Gdańskie” (przy wsparciu Funduszy Europejskich).

To „Kuchnia Żuław„.

Publikacja jest swego rodzaju pokłosiem Powiatowych Konkursów Kulinarnych „Niebo w gębie, czyli przysmaki powiatu gdańskiego”, jakie organizowane są już od przeszło 9 lat. Ale w książce znalazły się również przepisy m.in. od Żuławiaków, którzy opuścili te tereny w roku 1946, i od tych, którzy Żuławiakami się stali po 1945 roku. Można więc powiedzieć, że każdy wniósł do książki swoje smaki, smaki swojego dzieciństwa, smaki zdobyte i odkryte, czasem wręcz zapomniane na długo.

Dla mnie, dla której, tak jak dla dawnych Żuławiaków: „najlepszą jarzyną jest mięso”, książka to prawdziwa uczta dla podniebienia. Przyznam, że nie wszystkie potrawy próbowałam, nie wszystkie też znam. Dlatego też to dla mnie bardzo ciekawa publikacja.

Miałam swój maleńki wkład w „tworzenie” książki. Otóż Elżbieta Skirmuntt-Kufel, Prezes Stowarzyszenia, poprosiła mnie bym wśród moich zaprzyjaźnionych Mennonitów rozpuściła wici w sprawie przepisów z ich żuławskiego dzieciństwa w Prusach. No i zaczęło się. Maile z opisem smakowitości, jakie zaczęły spływać do mojej skrzynki przyprawiały mój żołądek o skręt głodowy. Bardzo mi się podobała odpowiedź jednego z moich mennonickich Przyjaciół. Otóż napisał, że przeze mnie musieli z żoną przygotować przyjęcie dla całej rodziny (a te u Mennonitów są często bardzo liczne), tak by wypróbować przepisy przed przesłaniem ich do książki 😉 No i w ten sposób, wyniki ich przygotowań również znalazły się w książce Eli.

Tak więc zachęcam do nabycia tej książeczki, bo na pewno wzbogaci kulinaria nie tylko tu, u nas, ale doskonale wpasuje się do każdego regionu, i zadowoli każde podniebienie. Przypominam, że powojenne Żuławy to ludzie z różnych zakątków Polski, więc każdy znajdzie coś dla siebie 😉

Published in: on 3 marca 2015 at 17:00  2 Komentarze