Gdańsk śladami legend i duchów – O diable z Bramy Wyżynnej

Jest w Gdańsku wiele miejsc z mroczną historią. Jest też wiele legend nie napawających radością.  Jak każde miasto o długim rodowodzie tak i Gdańsk ma swój baśniokrąg wywodzący się z plotek, przekazów mniej lub bardziej rzetelnych, czy wreszcie ze sparafrazowanych kronik miejskich.

Profesor Jerzy Widacki powiedział (przy sposobności badań domniemanych szczątków Kniazia Jaremy na Św. Krzyżu), że z legendą się nie walczy, legendę się opowiada.

Zapraszam więc na spacer śladami legend po Gdańsku.

Kiedy wysiadamy z tramwaju na przystanku Brama Wyżynna, siłą rzeczy nasz wzrok pada albo na paskudny budynek dawnego LOTu, co może skutkować silnym wstrząsem natury estetycznej, albo na sąsiedni budynek o ciekawym boniowaniu, dziś mieszczącym Pomorskie Centrum Informacji Turystycznej.

Jako, że ten drugi budynek stanowczo ma więcej do „opowiedzenia”, przyjrzyjmy mu się dokładniej.

Jest to Brama Wyżynna. Brama strzegąca zachodniego wjazdu do miasta, otwierająca z tej strony Drogą Królewską. Jako, że na szczęście doczekaliśmy się wreszcie portalu o Gdańsku, nie muszę tu nudzić detalami historycznymi, bo o Bramie można przeczytać TUTAJ.

Nas interesuje legenda związana z budynkiem bramnym.

Otóż, działo się to dawno temu, a może wcale nie… A może wydarzyło się to w XVII wieku.

Dość na tym, że pewnej mroźnej zimy, tuż przed sylwestrową nocą straż przed bramą pełnił niejaki Kuba Dorsz.

Czas mu się dłużył, dokuczał mróz, a przenikliwy wiatr przeciskał się przez, zdawałoby się, grube ubranie. Dodatkową torturą były odgłosy bawiącego się miasta, z wesołymi krzykami i muzyką. I wyobraźnia podsuwająca co rusz obrazy jadła i napitku.

Kuba czekał na zmianę warty niemal jak na zbawienie, przytupując i rozcierając zgrabiałe dłonie.

Marzył mu się napitek gorący, albo po prostu mocny.

Z tęsknotą przeczytał jedną z sentencji wykutych na zachodniej fasadzie bramy pod triadą herbową. Sentencja brzmi IUSTITIA ET PIETAS DUO SUNT REGNORUM OMNIUM FUNDAMENTA  – co znaczy: „Sprawiedliwość i pobożność to dwie podstawy wszystkich królestw”…

1

Rzeźbiarz jednak chcąc zmieścić tekst, „zawinął” go na całym gzymsie, i oczom patrzącego prosto ukazuje się nie cała fraza, a tekst okrojony: RUM OMNIUM FUNDAMENTAByło to zresztą stałym przedmiotem kpin i dowcipów w mieście.

Teraz jednak Kubie nie do śmiechu było, na wspomnienie ognistego smaku, aż mu się ślinka zbierała, przywodząc gorzkie myśli. No bo jak tu być radosnym w taki wieczór, kiedy w domu zimno, siennik już dawno nie widział świeżego wsadu, a sakiewka z żołdem stale pokazywała dno. Jak tu myśleć o jakimkolwiek ustatkowaniu się, o rodzinie, o pomocy starym rodzicom na wsi pod Gdańskiem…

Ech, westchnął Kuba i poirytowany swoim losem, zaklął siarczyście, kończąc przekleństwo wykrzyknął jeszcze w mroźną ciemność: „i niech tę całą służbę diabli porwą

Nagle coś obok niego zatrzeszczało, zaiskrzyło, snop iskier wzbił się w powietrze, zapachniało siarką, i oto stanął przed nim niewielki człowieczek w obszernym płaszczu, spod którego widać było kaftan ze złotymi lamówkami, i spodnie wiązane purpurowymi troczkami. Mimo iż płaszcz był naprawdę obszerny i bardzo długi, człowieczkowi wystawało spod niego kopytko, zamiast jednej nogi.

Zaś kapelusz jaki miał ów przybysz na głowie, mimo, że nasunięty niemal na uszy, ledwo zakrywał rogi.

Diabeł to był niewątpliwie. Diabeł jak malowanie.

Skłonił się Kubie bardzo dworsko i powiedział. „Oto jestem, gotów do służby”.

Strażnik wcale się nie przestraszył, bo po przeżyciu paru bitew i wielu rejsów, już nic go nie było w stanie przerazić.

Diabeł? A niechby nawet, grunt, że uwolni go od uciążliwej i nudnej służby. 

I może on, zwykły strażnik, znajdzie wreszcie czas na rozpoczęcie nowego życia.

Z chęcią więc zaczął zdejmować swój „służbowy” strój, jednocześnie, „kątem oka” obserwował diabła.

Ten zaś zza pazuchy wyjął dobrze zaostrzone gęsie pióro i rulon pergaminu. Rozwinął go z namaszczeniem, i spojrzał na Kubę.

Wiesz co to jest? zapytał.

No pewnie, odparł Kuba, każdy wie, że to cyrograf. Przecież spotkanie z diabłem nigdy nie kończy się inaczej.

No właśnie, mruknął diabeł, podpisz mi tu, i możesz sobie iść, gdzie zechcesz.- to mówiąc podsunął pergamin pod nos wartownika.

Ten jednak powstrzymał biesa gestem dłoni, – Chwila, muszę przeczytać, czego chcą ode mnie piekielne czeluści w zamian za moją wolność.

To ty umiesz czytać? Zdumiał się Diabeł…

– No pewnie, że umiem, Kuba aż się obruszył, byłem pilnym uczniem w mojej szkole parafialnej (na dźwięk słowa parafialna, Diabeł skurczył się i skrzywił).

– Wracajmy do rzeczy… Nie masz co czytać, podpisz, my zawsze chcemy tego samego – duszy. Diabeł mimowolnie zatarł dłonie.

No dobrze… Kuba mamrotał czytając cyrograf wnikliwie. – Niech będzie – po czym szybko skaleczył się nożem, jaki zawsze nosił ze sobą, odkąd przy Bramie Nizinnej pobiło go paru obcych i nielegalnych żebraków, których osobiście wyganiał z miasta parę dni wcześniej.

Kiedy z rany popłynęła krew, Kuba zażądał od diabła pióro, przyłożył go do rany, i zanim złożył podpis na pergaminie, dopisał koślawymi literami:

ja Kuba Dorsz zgadzam się na warunki piekielne. I na to, że za siedem lat wrócę, by oddać duszę. Przez te siedem lat Diabeł będzie za mnie pełnił służbę przy Bramie Wyżynnej na Prawym Mieście. Ale tylko ja będę mógł zwolnić go ze służby. Nikt inny nie ma do tego prawa. Nawet sam władca piekieł. Tylko ja. Jeśli nie wypowiem słów – zwalniam cię ze służby – wszystko nieważne.”

I zamaszyście się podpisał.

Diabeł poczekał aż podpis wyschnie, i nawet nie spojrzawszy na dopisek, zwinął pergamin na powrót w rulon, i schował go ostrożnie do tuby a tę – za pazuchę.

Następnie sięgnął po strój strażnika, i szybko się weń przebrał. Wyprostował się i rzekł do Kuby: „No, to idź i ciesz się wolnością, bo siedem lat minie jak z bicza trzasnął”

Młodzieniec nawet nie czekał aż Diabeł dokończy zdanie. Pobiegł, jak tylko mógł, najszybciej w stronę Żurawia. Nie czuł zimna, ani przenikliwego wiatru. Na szczęście, statek, który widział tu wczoraj stał jeszcze zacumowany przy nabrzeżu. Odnalazł marynarza, z którym był zaprzyjaźniony jeszcze z czasów swojego pływania…

I tak zaczęła się długa, paroletnia przygoda Kuby Dorsza na morzu.

Legenda mówi, że dorobił się na rejsach niezłego majątku. A że z legendą się nie walczy – pozostaje nam w to uwierzyć 

Wrócił nasz śmiałek po siedmiu latach, mężniejszy, bogatszy nie tylko w doświadczenia i jeszcze bardziej hardy niż kiedyś. Schodząc ze statku, rozejrzał się po swoim Mieście, odetchnął „znajomym” powietrzem. Tu jednak oddycha się najlepiej, pomyślał. Dobrze mieć pieniądze i plany na przyszłość…

I już wiedział, że nie wróci do wartowania przed Bramą. Jakąkolwiek bramą. Zanim jednak ruszył „zluzować” swojego niecodziennego zastępcę, na wszelki wypadek zawiesił sobie na szyi kupiony przed chwilą w warsztacie znajomego bursztynnika wisior z nieszlifowanego bursztynu. Według tradycji bowiem – bursztyn miał chronić od mocy piekielnych. W końcu stanął przed diabłem wciąż pełniącym straż przy zachodnim wjeździe do Miasta.

No jesteś, ucieszył się bies. – Nudno tu, a i ludziska gapią się na mnie stale, i palcami wytykają. Czas najwyższy byś mnie zluzował. Zapraszam do… – dokończył puszczając do niego szelmowskie oko.

Kuba stanął w bezpiecznej odległości od Diabła i powiedział: – Chętnie Cię zwolnię z posterunku. Ale – nie ciesz się tak mój kolego… Bo nie pójdę z tobą nigdzie.

Jak to?! – wykrzyknął bies. – Przecież cyrograf podpisany!

No tak, podpisany, ale przeczytaj dopisek, spokojnie odparł Kuba

Diabeł wyszarpnął pergamin zza pazuchy, rozwinął go i przeczytał na głos. – No jest że siedem lat… o co ci chodzi człowieku?

Przeczytaj dopisek, odparł Kuba spokojnie.

Diabeł przeczytał i podniósł pytający wzrok na młodzieńca. A ten spokojnie odparł: – Tylko ja mogę cię zwolnić…

Co kombinujesz ? w głosie Diabła wyczuć można było niepokój

Ano, nic takiego. Ot muszę wypowiedzieć słowa jakie napisałem w dopisku odparł spokojnie nasz bohater. –I jeszcze jedno – jak chcesz żebym cię zwolnił, musisz dać mi do ręki cyrograf. Bo nie pamiętam słów.

Co? Nie wolno nam oddawać cyrografu nikomu, za wyjątkiem pana piekieł! zagrzmiał rogaty wartownik, aż ziemia zadudniła

No, to będziesz tu stał do końca świata, uśmiechnął się Kuba.

Zapadła cisza, w literaturze zwana ciężką. Diabeł drapał się po głowie, sapał, tupał nogą uzbrojoną w kopytko. Marszczył brwi – widać było że toczy wewnętrzną walkę.

Kuba wzruszył ramionami:

Nie, to nie. Ja tam nie muszę cię wcale teraz zwalniać, bo wobec diabła nie muszę być uczciwy… Najwyżej sczeźniesz tu przy bramie. Decyduj. Masz wybór. Albo mi podasz mój cyrograf albo zostaniesz tu na zawsze…

Diabeł ze złości aż tupnął nogą. Tą z kopytkiem. Kuba pozostał niewzruszony. W końcu po kolejnym ataku furii, wysłannik Piekieł podał cyrograf swojej niedoszłej ofierze. – Masz i szybko czytaj – i zaraz mi oddaj pergamin!!!! mruknął

Młodzieniec kiwnął głową z uśmiechem. Wziął podany pergamin i nagle przy użyciu swojego nieodłącznego noża pociął cyrograf na drobne paseczki, po czym wrzucił je do kosza z rozpalonym ogniskiem.

Diabeł obserwował to z niedowierzaniem. W końcu krzyknął – Co ty zrobiłeś człowieku?????

Kuba poczekał aż wszystko się spali dokładnie, a następnie spojrzał na diabła. – Ano, nie mam zamiaru wracać pod bramę. Ani tę ani żadną inną. Bogaty jestem, wolny też. I taki pozostanę. A ty – możesz pilnować miasta. Bo zdaje się dobrze to dotychczas robiłeś…

Kuba Dorsz skłonił się diabłu uprzejmie i oddalił się w głąb miasta, z postanowieniem rozpoczęcia nowego życia.

Na darmo diabeł złościł się i wykrzykiwał przekleństwa. Cyrografu nie było, świadków także… Został biedak przed bramą na wieki…

Tak kończy się legenda o sprytnym Kubie Dorszu i nierozgarniętym diable spod Bramy Wyżynnej.

I tylko czasem zimą, wieczorem, podczas śnieżycy, kiedy wieje przenikliwie zimny wiatr, można w okolicach Bramy ujrzeć zgarbioną figurę przestępującą z nogi na nogę.

Czy to ów Diabeł, który połakomił się na duszę Gdańszczanina, czy też to ktoś próżno czekający na umówione spotkanie?

Nie wiem, samemu trzeba sprawdzić. Tylko niczego nie podpisujcie 🙂 

Published in: on 19 lipca 2015 at 15:01  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://czaykowska.com/2015/07/19/gdansk-sladami-legend-i-duchow-o-diable-z-bramy-wyzynnej/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: