Elbląg – tym razem bez laurki… Rocznicowo

W tym roku Elbląg obchodzi swoje 777 lecie.

Z tej okazji znowu nieco ZDJĘĆ 🙂

(ciekawe kiedy wreszcie postawiony zostanie pomnik Hermanna von Balka, któremu Elbląg tyle zawdzięcza!)

Nie będę opisywała całej historii, bo ta jest TUTAJ ciekawie opisana. Nie będę więc powielała wpisów krążących w internecie, ani też nie pokuszę się o opis (a raczej streszczanie) wyników badań archeologicznych miasta Elbląga ani okolic zamku krzyżackiego, jakie prowadzono do niedawna. To także jest dostępne na wystawie w Muzeum i znakomicie opisane na blogu muzealnym.

Dzisiaj z okazji roku jubileuszowego w Ratuszu Ala Gronek (koleżanka z Oddziału Elbląskiego PTTK) dała serię prelekcji (głównie dla młodzieży) o początkach miasta. Żałuję, że „polecieliśmy” na tę pierwszą prelekcję Ali, bo uczestniczyła w niej młodzież… Nie żebym miała cokolwiek przeciw młodzieży 😉 ale to wiek, w którym nie reaguje się żywiołowo, a raczej patrzy się po sali, czy sympatia (albo wróg nr 1) jest obecny i gdzie siedzi. Toteż, nie dziwota, że NIKT nie odważył się opowiedzieć legendy o Piekarczyku. To wiek, kiedy młodzież jest wstydliwa, a poza tym wielu (a może większość) z nich przyszła tam, tylko dlatego, że za to nie mieli pewnie lekcji. Ale nie wiedzieć o Piekarczyku, to już żenujące… Wystąpiła w końcu jedna dorosła „ochotniczka”, wskazana przez siedzących na sali pozostałych nauczycieli, ale… też legendy nie znała. 😦 Ciśnie się na usta uwaga, że to pokłosie powszechnego stosunku do miasta.

W ogromnej większości (poza niewielu bardzo chlubnymi wyjątkami) mieszkańcy Elbląga wciąż tam TYLKO mieszkają. Nie czują się Elblążanami, i z uporem podkreślają różnicę między „my” i „oni”, „teraz” i „wtedy”, wciąż są obcy na tym terenie. I nie robią nic aby ten stan zmienić. Chlubnymi wyjątkami są osoby zajmujące się historią Elbląga, jak Lech Słodownik, czy parę innych osób działających na różnych forach, że nie wspomnę o elbląskim oddziale PTTK , czy o elbląskich muzealnikach

Samo Stare Miasto straszy pustymi lokalami (nb. moja ulubiona kawiarnia Kardamon – od jakiegoś czasu jest zamknięta). Brakuje (jak i zresztą w Gdańsku!!!) normalnych sklepów, które (jak to ma miejsce w Toruniu) ożywiłyby historyczne centrum miasta i przyciągnęły mieszkańców.

Jako miasto hanzeatyckie – o hanzeatyckiej siatce ulic – to trudne miejsce do zagospodarowania i trudne do zatrzymania, tak turystów jak i mieszkańców w obrębie dawnych murów.  Toteż dziwi niewiedza, brak realizmu czy wręcz brak rozsądku władz ( a może tylko zarządców) miasta, że zamiast tworzyć sklepy tzw. ogólnie dostępne, szaleją z cenami najmów, i otwierają kolejne banki, czy drogie sklepy typu „Villeroy & Boch”…

Ale za to nigdzie na Starym Mieście nie kupi się widokówki, ani tym bardziej widokówek ze starymi zdjęciami miasta, ani tym bardziej przewodnika po mieście, czy choćby planu miasta. Wstyd! Nikt z wycieczką nie będzie leciał  dalej, bo grupy z reguły mają określony czas zwiedzania i chcą kupować tu i teraz…

Elbląg ma niezwykle dużo do zaoferowania i jest niezmiernie ciekawym miejscem! Jeśli się wie, czego i gdzie szukać, na co i gdzie patrzeć, można tam spędzić cały dzień. A jeszcze jeśli odwiedzi się muzeum, to nie ma takiej siły, żeby Elbląg nie pozostawił silnego wrażenia na zwiedzających !!!

Samo miasto – to historia HanzyKrzyżaków (tutaj też ciekawy odnośnik), DominikanówReformacjiMennonitówAnglików z Kompanii Wschodniejzałożonej właśnie w Elblągu (TUTAJ ciekawy artykuł o tym tworze ekonomicznym). Przy tej okazji powinno się dużo mówić o Ojcu Statystyki – czyli o Gottfriedzie Achenwall. Był Szkotem z pochodzenia, urodził się w Elblągu – i zrobił nie byle jaką karierę na brytyjskim dworze…  To wreszcie też i doktor Mikołaj Kopernik, to także dziwnie zapomniany Ferdinand Schichau, to również historia samego Franza Komnicka i jego rodziny, to wreszcie choćby Jan Amos Komeński…

Jak widać – rok 777 rocznicy to okazja do pokazania, że miasto nie powstało dopiero w, czy wręcz po roku 1945!! Czy ta okazja zostanie odpowiednio wykorzystana? Ano zobaczymy… Oby para nie poszła w gwizdek, jak to miało miejsce przy okazji Millenium Gdańska. 😉

Z cyklu Zaproszenia – Gdańsk – Urząd Marszałkowski

Poniżej przedstawiam ciekawą inicjatywę Urzędu Marszałkowskiego

(pozostaje tylko westchnąć, że szkoda, że w sezonie a nie na przykład w zimie, kiedy nie ma aż tylu wycieczek jak teraz…) :

Zaproszenie na wyklady dla przewodnikow

Pan marszałek Województwa Pomorskiego zaprasza Przewodników na cykl wykładów otwartych.Jak napisał w liście:

(…) została podjęta przez nas inicjatywa organizacji cyklu „WYKŁADÓW OTWARTYCH”, adresowanych do Państwa środowiska zawodowego.
Celem serii spotkań będzie przedstawienie ciekawych aspektów historii
Pomorskiego, faktów i mitów historycznych naszego regionu, tak by uzupełnić
i poszerzyć wiedzę ambasadorów naszej Małej Ojczyzny.
W ramach cyklu wystąpią zarówno teoretycy zajmujący się badaniem tematów
w ujęciu historycznym, jaki i praktycy, którzy w oparciu o wiedzę dotyczącą walorów kulturowych regionu, budują produkty turystyczne tworzące ofertę turystyczną Pomorskiego.

Pierwszy wykład otwarty –  będzie miał miejsce w dniu 19 kwietnia o godzinie 16.00 w Sali Okrągłej w budynku Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku przy ul. Okopowej 21/27.

Program spotkania 19 kwietnia 2012 roku, godz. 16.00

Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, Gdańsk, sala im. L. Bądkowskiego

  • 16.00- 16.10 Powitanie – Marszałek Województwa Pomorskiego
  • 16.10-16.25   Prezentacja Zintegrowanego Systemu Informacji Turystycznej Województwa  Pomorskiego – M. Chełkowska , dyrektor Departamentu Turystyki

 Menonici na Pomorzu

  •  16.25-16.45 „Mennonici na Pomorzu Gdańskim – kulturowe przesłanie małej religijnej społeczności” – dr Sławomir Kościelniak, Instytut Historii UG
  • 16.45-17.00  „Na szlaku mennonitów” – Grzegorz Gola, Prezes Lokalna Grupa Działania Żuław i Mierzeja

Faktoria Rzymska

  • 17.00-17.20  „Faktoria Handlowa. Historyczne uwarunkowania obiektu” – Bartosz Gondek, Pełnomocnik Burmistrza Pruszcza Gdańskiego ds. ochrony zabytków
    i dziedzictwa kulturowego
  • 17.20-17.35 „Faktoria Handlowa jako innowacyjny produkt turystyczny Pomorza”

– Piotr Pułkowski, Dyrektor Centrum Kultury i Sportu w Pruszczu Gdańskim

        17.35 – 17.50 Krótka przerwa kawowa

 Turystyka militarna na Pomorzu

  • 17.50-17.10 „Uwarunkowania historyczne obiektów fortyfikacyjnych z XX w.                        w Województwie Pomorskim” – Jakub Zaniewski, Stowarzyszenie „Przyjaciele Helu”
  • 17.10-17.25 „Turystyczne wykorzystanie obiektów fortyfikacyjnych na przykładzie działań gmin Hel i Jastarnia”- Jakub Zaniewski, pasjonat, Stowarzyszenie „Przyjaciele Helu”

        17.25 – 18.30 Dyskusja

Published in: on 2 kwietnia 2012 at 23:08  5 Komentarzy  

Mennoniccy prominenci

Złości mnie, kiedy słyszę tu i ówdzie, że Mennonici nie byli ludźmi kultury i sztuki. Że byli prości… Niestety sama też kiedyś tak twierdziłam, powtarzając za „autorytetami” wytarte slogany, niewiele wtedy jeszcze wiedząc o tych ludziach.

Od lat oprowadzam Mennonitów, tak ze świata jak i z Holandii. I zaręczam, że nie mają w sobie nic z przysłowiowej prostoty obyczajów.

Po udziale w konferencji w Tresoar w Leeuwarden, na którą zostałam zaproszona by wystąpić z intermezzo żuławskim – mój punkt widzenia zmienił się jeszcze bardziej. Dane mi było bowiem zwiedzić ciekawą, acz kameralną, wystawę zorganizowaną przy okazji owej konferencji właśnie. Z aparatem gotowym do „ustrzelenia” ciekawego ujęcia, tuż przy drzwiach natknęłam się na strój ślubny Mennonitki, panny Isabelli Stinstra. Już go kiedyś widziałam, na zdjęciu w jakiejś książce. A teraz dosłownie powalił mnie na kolana. Anglicy na określenie takiej elegancji – używają słowa „sophisticated”. I taki też jest ten strój.

Oto on, wraz ze zdjęciami żeńskich ozdób głowy, podarowanych przez (pragnącą pozostać anonimową) Mennonitkę ze Stanów Zjednoczonych. Ozdoby są złote, co znowu kłóci się z popularnym mniemaniem o haftkach i skromnych ubiorach:

Isabella Sinstra pochodziła ze znanej rodziny w Harlingen. Byli kupcami, ale też byli ludźmi nauki. Ojciec Isabelli był lekarzem, absolwentem uniwersytetu w Lejdzie. Stryj – pastorem, znanym niemal w całym kraju.

Matka Isabelli – Anna Braam – pochodziła ze świetnej rodziny kupieckiej handlującej drewnem. Była diakonissą Zjednoczonego Mennonickiego Zgromadzenie Harlingen, a co najważniejsze – najbogatszą spadkobierczynią w Harlingen. Za mąż wyszła w roku 1759, i została panią Simonową Sinstra. Ich córka – właśnie Isabella, w 1782 roku wyszła za mąż za kupca amsterdamskiego – Pietera de Clerq.

To czasy, kiedy kupcy (nie tylko zresztą mennoniccy), po osiągnięciu statusu materialnego, pozwalającego na beztroskie życie, swoje zainteresowania mogli skierować ku sprawom bardziej duchowym. Zaczęli więc kolekcjonować sztukę. Podobnie, jak gdański kupiec (także mennonickiej proweniencji) Jakub Kabrun, czy Johann Uphagen, i wielu innych, zgromadzili spore biblioteki przydomowe, często liczące po paręset woluminów. Jak wiele innych bogatych rodzin (również mennonickich), także Sinstrowie kolekcjonowali srebra i modną wówczas chińską porcelanę.

Wiele srebrnych łyżek, puzderek, waz, miseczek, czy pucharów tradycyjnie zamawianych z okazji urodzin, zaręczyn i ślubów, znajduje się w wykazach tej i innych innych zamożnych i wykształconych rodzin mennonickich – nie tylko w Harlingen.

Dla znających angielski – TUTAJ podaję łącze do bardzo ciekawego artykułu o tym aspekcie życia mennonickiej elity.

Published in: on 1 kwietnia 2012 at 21:48  Comments (1)  

Moja Holandia

Właśnie wróciłam z konferencji Mennonitów w Leeuwarden (Nota Bene – to stąd wywdziła się słynna Mata Hari no i „nasz” Hans Vredeman de Vries).

Zostałam tam zaproszona przez O.S. – Znajomego, którego znam z naszych wspólnych mennonickich peregrynacji przewodnickich.

Miałam na owej konferencji mówić o moich Żuławach z perspektywy przewodnika od lat „wsiąkniętego” w środowisko mennonickie. Miałam też pokazać, że można zwiedzać Żuławy bez obaw, i że wciąż jest CO zwiedzać. Tu akurat najtrudniej było mi zachować spokój, bowiem od lat zajmuję się też tropieniem mennonickiej genealogii i grobów, więc doskonale wiem, że nikt chyba na świecie tak, jak nasza nacja, nie potrafi niszczyć stanu zastanego (i to zniszczyć z premedytacją pod sztandarem tyleż górnolotnych co pustych frazesów).

Ale wracając do konferencji: pokazałam moje zdjęcia. I opowiedziałam o MOICH Żuławach.

Nie wiem czy wybrałam te najładniejsze, ale na pewno ciekawe z punktu widzenia społeczności mennonickiej. Przy terpie zdecydowanie pękły ostatnie bariery między nimi a mną – jedyną nie-mennonitką w tym znakomitym środowisku.

A już opowieść o imć Ambrożym Voermuellen z jego Danziger Goldwasser i rodzinie Stobbe z Nowego Dworu Gdańskiego – zupełnie przełamały nieufność do „tej z zewnątrz”.

No i fakt, że od lat śledzę ich życie tutaj i od lat zafascynowana jestem faktem – jak tak mała społeczność mogła mieć tak kolosalny wpływ na większość 🙂 I to wpływ zdecydowanie zbawienny. Wszak nawet w żuławskiej gałęzi mojej rodziny – przysłowiowa mennonicka oszczędność i gospodarność stawiana była z przykład.

Spotkałam wielu bardzo ciekawych ludzi; z dumą mogłam z nimi dyskutować, a nie tylko słuchać. Nawiązałam mnóstwo wspaniałych kontaktów.

I … dostałam cegłę 🙂

O cegle i Menno Simonsie, a także o moich peregrynacjach – napiszę następnym razem…

Poniżej wklejam parę zdjęć ilustrujących to jak bardzo wyrafinowany gust i zainteresowania mieli i wciąż mają Mennonici. Tym, którzy wciąż uważają, że to byli prości chłopi  – polecam więcej lektury z tzw. źródeł 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Published in: on 1 kwietnia 2012 at 18:58  2 Komentarze  

Steblewo – dziur ciąg dalszy

Za oknem wieje. Sztorm na Bałtyku ma osiągnąć 10 do 11 st. B. No to dla odmiany – parę zdjęć z zieleniną w tle.

Zamieszczam zdjęcia dziur steblewskich. Nigdy dotychczas ich nie zauważyłam, ale też nigdy przedtem nie zapędzałam się w te okropne chaszcze obrastające ruinę…

Steblewo….

Steblewo (google maps)

Kiedyś bogata i znaczna wieś przewozowa (to znaczy, że funkcjonował tu prom na Wiśle do Palczewa), od której wzięły nazwę Żuławy po lewej stornie Wisły, od 1945 roku popada w marazm. Już sama sylweta ruiny kościoła, dumnej, mimo potwornego okaleczenia wojennego, pokazuje jak ważna to była wieś.

W średniowieczu – za czasów krzyżackich – wieś należała do komturii gdańskiej. I to w tym rejonie powstał tzw. stary wał. Ponoć już w XIII wieku. Natomiast wiadomo, że w wieku XIV właśnie w okolicach Steblewa Wisła wdarła się na Żuławy.

W ogóle historia Steblewa, to historia oddająca stosunki własnościowe na tych terenach od średniowiecza: od początku wieku XIV do wojny trzynastoletniej pozostawało w państwie krzyżackim (przypominam, to był obszar około 58 tys. km kwadratowych). Po Pokoju Toruńskim II – stało się własnością Gdańska.

Po 1792 stanowiło własność Prus, potem w czasach napoleońskich na 7 lat – wróciło w ręce Gdańska, po to by znowu wrócić do Prus. Po I wojnie światowej weszło w skład Wolnego Miasta Gdańska. Po 1945 roku – znalazło się w Polsce.

Wieś lokowano na prawie chełmińskim (Wlk. Mistrz Ludolf von Koenig) i wybudowano kościół. Salowy, na planie prostokąta, bez wydzielonego prezbiterium. Od północy dobudowano zakrystię a od zachodu dodano wieżę. W XVI wieku świątynia została przejęta przez protestantów.

Do dzisiaj we wsi opowiada się historię pastora Gabriela Ulricha, który odszedł ze stanowiska, kiedy jego żonę posądzano o czary… Tym czasem, Ulrichowa nie była żadną czarownicą – a zielarką. W owym czasie jednak nietrudno było zostać pomówionym o czary a co za tym idzie łatwo też było zostać skazanym, bez względu na winę, toteż pastor wolał opuścić te tereny… Ponoć Ulrichowa przed odejściem przeklęła tak Steblewo i mieszkańców.

Czy to przekleństwo ma moc do dzisiaj – pozwalając pięknym i unikatowym podcieniowym domom żuławskim popadać w coraz to gorszą ruinę niemal tuż pod okiem konserwatora zabytków?!

Tu podaję link do hasła konserwator zabytków – tak by wiadomo było CZYM powinien zajmować się taki urzędnik…

Już w roku 1407 Wielki Mistrz Konrad von Jungingen wydał prawo regulujące kwestie przeciwpowodziowe i co za tym idzie – powinności mieszkańców wsi na Żuławach (także Steblewskich).

Zarząd nad całością działań sprawowali zarządcy wałowi, w każdej części Żuław inny, wybierani przez mieszkańców. Przeważnie zarządcami zostawali sołtysi. Do pomocy mieli 5 przysiężnych wałowych i 12 przysiężnych kanałów. Mieszkańcy każdej wsi mieli przydzielony odcinek wałów i kanałów i mieli absolutny obowiązek pracy na nim. Każdy właściciel ziemi od 1 włóki (czyli ok. 16,8 ha) miał naprawiać 1 sznur wałów (czyli około 43,5 metra).

Zaniechanie było surowo karane.

Ech… wróćcie czasy kar surowych i nieuchronnych!

Wróćcie czasy ZROZUMIENIA tych ziem… że nie wspomnę o miłości do nich…

Powodzie zdarzały się bardzo często i tylko w wieku XVI wiemy o trzech wielkich powodziach (w samym wieku XVI powodzi i podtopień było ponad 30). Ta z roku 1540 zagroziła nawet Gdańskowi, bo doszła do Długich Ogrodów. I to od tego czasu właśnie  można mówić o planowym osadzaniu ludzi nowej wiary na terenach podmokłych… Tak  zaczyna się historia Mennonitów…

(ale to inna opowieść, opowieść o Rodzinie, której potomkowie przyjechali zobaczyć dom… Dam OCZYWIŚCIE nie istnieje, ale miejsce istnieje. Nawet terp się zachował… TYLKO terp się zachował).

W historii Żuław Steblewskich i Gdańska do dzisiaj wspomina się wielką powódź z kwietnia 1829 roku. Zima przełomu roku 1828 i 1829 była długa i bardzo mroźna, bo temperatury dochodziły do -30 st. C i na dodatek obficie sypało śniegiem. A potem w marcu nagle przyszła zmiana pogody i ocieplenie, najpierw w górnej Narwi i Wkrze. W związku z tym, w okolicach Warszawy wody gwałtownie się podniosły i dosłownie „runęły” w dół, ku ujściu. Jak niesłychany musiał być napór wód, skoro zawalił się most w Toruniu.

Dzisiaj się mówi, że w Gdańsku zlekceważono zagrożenie, licząc, że w razie czego woda zaleje Żuławy (skąd my to znamy…). Ówczesny mistrz wałowy J. Kossak postulował u władz gdańskich, aby przekopać ujście we wsi Górka, tak by w razie czego rozszalały żywioł miał ujście poza miastem. Władze nie zgodziły się, uznając to za zbędny wydatek (przypominam, że dzisiaj WCIĄŻ nie mamy porządnego zabezpieczenia przeciw powodziowego), uważając, że taka powódź zdarza się raz na … 100 lat.

Na dodatek znad zachodu nadciągnął nad Zatokę Gdańską niesłychanej siły orkan. Porywy wiatru dochodziły ponoć do 200km/h.

O nocy z 8 na 9 kwietnia 1829 r. do dzisiaj się mówi przy sposobności zwiedzania Żuław Steblewskich. Wody z morza wtargnęły do ujścia Wisły, hamując spływ lodów. Spiętrzone zatorem lodowym wody Wisły z kolei naparły na wały przerywając je na przestrzeni od Torunia po Tczew w około 80 miejscach. Nad ranem 9 kwietnia w dół delty Wisły runął żywioł, około 10 tys. m.sześć. wody na sekundę. To było średnio dwa razy więcej, niż Odra podczas tragicznej powodzi z 1997 r.

I to właśnie niedaleko Stebelewa na długości przeszło 300 metrów woda przerwała wał, rozlewając się po całym terenie. Na ścianie kościoła w niedalekich Trutnowach do dzisiaj zachował się kamień ze znakiem wysokiej wody…

wschodnia ściana kościoła w Trutnowach (zdj. Aga S.) dla porownania wysokości wody w 1829 - mój wzrost to 170 cm Bo ta na zdjęciu to ja 😉

Wieczorem wielka woda dotarła do samego Gdańska. Wiadomo, że rozerwane zostały wrota Kamiennej Śluzy. Najpierw woda wtargneła do Dolnego Miasta, poczem pojawiła się w Prawym Mieście. Kiedy burmistrz (Joachim H.Weickhmann) zwoływał naradę – woda podchodziła pod stopnie Ratusza… Wkrótce wysokość wody sięgnęła ponoć 3 metrów. Na Ołowiance, na jednym ze spichlerzy również zachował się znak wysokiej wody z tego okresu…

spichrze na Ołowiance

Przy sposobności trzeciej fali powodziowej woda zmiotła wioskę w Wisłoujściu, a w samej twierdzy dziedziniec został zalany do około metra.

Wielka woda utrzymywała się aż do 28 kwietnia.

Powołano specjalną komisję parlamentarną do oszacowania strat. Te wyniosły około 2 mln. talarów.

…11 tysięcy ludzi na Żuławach oraz 12 tysięcy mieszkańców Gdańska z liczącej 66 tysięcy ludności miasta zostało pozbawionych dachu nad głową. Straty ludzkie na Żuławach wynosiły ok.30 osób i byłyby bez wątpienia dużo większe, gdyby nie przekazywana przez pokolenia pamięć o tragicznej powodzi sprzed 300 lat, jaka pozbawiła tam życia blisko 5 tysięcy ludzi…

…Władze pruskie obciążyły urzędników gdańskich winą za katastrofalne skutki powodzi. Twierdzono nie bez racji, iż natychmiastowe przerwanie północnego odcinka wału, 10 km przed Gdańskiem, spowodowałoby, iż część wody opuściłaby Żuławy i wróciła do pierwotnego koryta rzeki”… A to, jak pamiętamy postulował przecież wspomniany już mistrz wałowy …

Opowiadali mi Mennonici, z którymi od lat jeżdżę po Żuławach, że zawsze trzymano w gospodarstwach łodzie, umożliwiające ewakuację tak ludzi jak i inwentarza. I że te łodzie (przynajmniej niektóre) przydały się potem tym, co przyszli w 1945 roku… Ale to też inna historia…

Jako ciekawostka - jeden z czterech domów po drodze do Giemlic - adaptacja zagrody typu holenderskiego (kompletnie nieudana zresztą) z roku 19

No i parę zdjęć końca potęgi kościoła steblewskiego…

Tematu nie wyczerpałam. I wcale nie było moją intencją go wyczerpać. Bo to niemożliwe. Od lat jeżdżę na Żuławy Steblewskie z grupami szkolnymi i za każdym razem odkrywam coś nowego.

Żuławskie zauroczenia

Pamiętam, jak kiedyś powiedziałam, że na Żuławach nie ma niczego ciekawego. Że płasko, pusto, nudno…

A potem… najpierw z rodzinnej historii wylazł mi jakiś pra-szczur na Żuławach, a następnie –  zostałam przewodnikiem…

😀

Konkludując – nigdy już tak nie powiem. Bo im więcej wiem o Żuławach i ich dawnych mieszkańcach, i im serdeczniejsze mam  z nimi kontakty, tym bardziej bliski staje mi się ten Niski Kraj nad Wisłą.

Znalazłam klucz do Ojczyzny dla Przybyszów (bo tak właśnie nazwał ten kawałek świata Peter J. Klassen).

Trudno słowami opisać piękno tego kawałka Polski, który obejmuje około 2,5 tysiąca kilometrów kwadratowych (piszę około, bo nigdy nie pamiętam, ile dokładnie).

A wszystko zaczęło się w latach 1540-tych, kiedy to dwie wielkie powodzie zniszczyły okolice w pobliżu bogatego Gdańska. Rada miejska postanowiła zaprosić ekspertów do pomocy przy zalanych gruntach, a zarazem przeprowadzić akcję osiedleńczą nagle wyludnionych terenów.

A któż mógł zrobić to lepiej niż ludzie z Niskich Krajów?

Tak więc, z ramienia Rady Miasta Gdańska do Niderlandów wybrał się Filip Edzema (sam był z pochodzenia Fryzyjczykiem), celem znalezienia chętnych do osiedlenia się w delcie Wisły –  na wschód i na południowy wschód od Gdańska.

I w ten sposób rozpoczęła się historia osadnictwa Mennonitów nad Wisłą.

Znalazłam w internecie niezmiernie ciekawą książkę Petera J. Klassena, którą bardzo polecam:  Mennonites in early modern Poland & Prussia.

Nie ma dobrych polskich książek dających pełny obraz życia tej grupy społecznej, poza jedną, jedyną rzetelnie napisaną pozycją.

Mam tu na myśli książkę profesora Edmunda Kizika pt. Menonici w Gdańsku, Elblągu i na Żuławach Wiślanych w drugiej połowie XVII i w XVIII wieku.

Chcąc dowiedzieć się więcej, i poznać prawdziwe informacje, należy sięgnąć do lektury książek pisanych przez samych Mennonitów.  A już najlepsze są z nimi spotkania. 🙂

Jestem wielką admiratorką Żuław i ich krajobrazów.

Powojenne władze i administracja (a często i wciąż sami mieszkańcy) robiły i robią wiele, by zupełnie zeszpecić te tereny, a poprzednich mieszkańców skazać na zapomnienie. Modne stało się nawet zaprzeczanie dorobku Menonitów.

Żuławy jednak wciąż zachwycają pięknem, spokojem i ponadczasową harmonią.

O Mennonitach w Radio Gdańsk

Któregoś dnia zadzwonił telefon i w słuchawce usłyszałam głos znany mi z Radia Gdańsk. To dzwonił Pan Dominik Sowa. Przygotowywał  kolejną audycję w cyklu „Z daleka i bliska”. To o tych, którzy zniknęli z naszej powojennej rzeczywistości, a którzy do 1945 roku stanowili o wielowątkowości tej ziemi. I ponieważ dostał mój telefon od A.M. – zapytał, czy zechcę wziąć udział w nagraniu.

Jasne, że zechciałam. 🙂

Bardzo lubię audycje Pana Dominika, bo są pełne ciepła i robione są z życzliwością. A życzliwość, to takie pojęcie nieco zapomniane w tzw. dzisiejszych czasach.

(przypominam, Życzliwość, można znaleźć pod „Ż” w słowniku wyrazów obcych 😉 )

A poza tym audycje Pana Dominika są szalenie ciekawe. I nie ma w nich bełkotu politycznego !!!

A teraz trochę ponarzekam: niezmiernie żałuję, że zniknął z anteny  radiowej Jego cykl pt. „Znaki Czasu”. Kiedy nie mogłam słuchać na bieżąco, odtwarzałam sobie z archiwum. Jednakże Radio Gdańsk zlikwidowało możliwość odsłuchania audycji w archiwum właśnie… Czyżby coś złego działo się w mojej ulubionej rozgłośni? Napisałam kiedyś z prośbą o aktywację linków, ale … mój mail zaginął chyba w natłoku korespondencji.

Ale – wracając do sedna – czyli do Mennonitów, bo o nich miała być (i w końcu była!) audycja.

Spotkaliśmy się w dzień mroźny i szczypiący w nosy i uszy… Zaczęliśmy od dawnego kościoła mennonickiego, a skończyliśmy przycupnięci na ławeczce w ciepełku Muzeum Narodowego…

Moją początkową tremę zniwelowała duża wiedza Pana Dominika, Jego już wspomniana życzliwość i spokój, jakim emanuje, a także sama formuła nagrania. Była to bardzo miła rozmowa, w której nawet  wymierzony we mnie mikrofon wydawał się uśmiechać.

Wróciłam do domu jednak pełna obaw, jak wyszło, i z  ogromnym niedosytem! Wszak nie powiedziałam nawet POŁOWY tego, co powinnam… Ale pracy przewodnika  zawsze towarzyszy niedosyt. Oprowadzając grupy nie mówimy przecież wszystkiego, żeby nie „zabić klienta” !

Ne pozostało mi nic innego, jak czekać na emisję audycji w eterze – za tydzień.

Sms wybił mnie ze snu po północy. To sms-ował niezawodny Boguś Gałązka. Słuchał radia… włączyłam więc i ja radio i usłyszałam głos Anny German. To właśnie „lecieli” Mennonici.

I tu przypomnienie dla wielbicieli audycji Pana Dominika Sowy:

Cykl: „Z daleka i bliska” nadawany jest w Radio Gdańsk we wtorki – najpierw o barbarzyńskiej porze, bo o 00:10, ale potem jest powtórka o 21:10. Można tego słuchać na ich stronie. Niestety – jak wspomniałam – archiwum tego cyklu nie istnieje 😦

” Mennonitów” dostałam nagranych przez Znajomą (dziękuję). Dostałam też  pozwolenie od Pana Dominika na umieszczenie linka do nagrania na moim blogu, co z przyjemnością czynię poniżej:

O Mennonitach w Radio Gdańsk

Miłego słuchania 🙂